Kiedy miałam 18 lat i byłam młodziutka i naiwna, naprawdę przydałyby mi się pieniądze ze sprzedaży seksu. Często chodziłam do szkoły głodna, brakowało mi na leki, na rachunek za telefon i internet, groziła nam eksmisja. Ciągle nękali nas komornicy. Do tej pory boję się listów poleconych. Ot, ubóstwo. A dopiero co żywiłam się na co dzień najwykwintniejszymi frykasami z delikatesów, na które w dorosłym życiu zawsze było mi szkoda kasy.
Nie przyszło mi wtedy do głowy, że z moim wyglądem mogłabym zarabiać majątek, pomóc sobie i całej rodzinie, kupić sprawny komputer w miejsce ledwo zipiącego, wyprowadzić z domu, zamieszkać z przyjaciółką z klasy, która miała jeszcze gorzej itd.
Nie było takiego przekazu w kulturze.
A nawet jeśli ktoś tak myślał, to wstydził się o tym komukolwiek powiedzieć.
Kilka lat później naprawdę długo dochodziłam do siebie po traumie pt. przyjazny starszy pan nadużył relacji władzy i próbował mnie uwodzić, aż nagle znienacka pocałował, myśląc, że już uwiódł. Taka byłam naiwna, że tego po prostu nie widziałam. Myślałam, że się przyjaźnimy i pomaga mi ze szczerego serca. Długo obwiniałam się o całą sytuację.
Dla wielu młodziutkich kobiet to JEST ogromna trauma.
Równocześnie jest to nic w porównaniu z miłym, udanym spotkaniem na płatny seks, gdzie świadomie pozwalasz na znacznie drastyczniejsze przekroczenie swoich granic przez takiego samego pana. Przyjaznego, starszego, udającego szczerą przyjaźń właśnie po to, byś była chętniejsza. Wszystko identycznie, tylko zamiast uciec do domu, poszło się na całość, bo zapłacił wielkie hajsy.
Dziś przekaz kulturowy jest inny. Mówisz jawnie o sprzedaży seksu? Jesteś celebrytką.
Mówisz o tym tak, że to ZAWSZE brzmi na bardziej kuszące niż jest w rzeczywistości.
ZAWSZE zaburzasz proporcje, żeby nie wyszło, że jesteś tylko zdesperowaną kobietą w dramatycznej sytuacji życiowej, którą dowartościowuje w cholerę to, że jest w stanie jakkolwiek zarobić na niezbędne wydatki. Chociaż jesteś zdesperowaną kobietą, podobnie jak niemal wszystkie twoje koleżanki.
Wtedy trochę trudniej dopominać się o prawa, bo odbiorcy reagują litością i włącza im się czerwona lampka.
Poza tym to płoszy klientów. Oni bardzo chcą wierzyć, że „robię to, bo to lubię” jest końcem twojej historii, a nie marketingiem. Szczególnie ci fajniejsi. Dla niefajnych możesz być jawną ofiarą handlu ludźmi, a i tak przyjdą skorzystać z twoich usług.
Wróćmy do naszej naiwnej osiemnastolatki. Nawet jeśli doświadczyła masy najgorszych rzeczy, to jednak nie zna życia za dobrze, a już na pewno nie myśli w kategorii „co będzie ze mną za dwadzieścia lat”. Liczy się tylko rozwiązanie problemów tu i teraz, a problemy tu i teraz rozwiąże kasa z seksu.
Dla niej to, co się teraz pisze i mówi publicznie o sprzedaży seksu, to obietnica lepszego życia.
Stygmatyzacja, którą dostajesz w pakiecie?
To już nie jest to, co było kiedyś. Nie odstrasza skutecznie.
Wszyscy wiedzą, wszyscy akceptują. Come on, możesz mieć wywiady, podcast w radiu, serial, kalendarze!
To nie ma wiele wspólnego z marginesem społecznym i podwójnym życiem.
Kusi.
A może by tak zapytać się kogoś o radę? Na przykład autorytetu z instagrama, jakiejś feministycznej influencerki?
„Sex work is work„, odpowiada influencerka z automatu, bo tak się teraz uważa.
Kiedy już młodziutka dziewczyna podejmie decyzję – zazwyczaj jest ugotowana. Dostała masę pieniędzy. Rozwiązała jakiś problem. Wzmocnienie.
Kolejny problem finansowy dopomina się uwagi. Kolejna kasa. Wzmocnienie.
Jeszcze tylko trochę wyparcia i najprostszej dysocjacji, trochę „wcale nie było tak źle”, trochę opakowywania gwałtu w łagodniejsze słówka… i cały czas porównywanie się z ludźmi, którzy pracują dużo dłużej, a zarabiają znacznie mniej. To ostatnie gwarantuje dużo wzmocnień.
Oraz wsparcie grona równie młodziutkich dziewczyn, które są w tym dłużej i mają lepiej opracowane mechanizmy obronne. Wzmocnienia.
A jeśli ktoś ma inne zdanie? Takie oldskulowe? Że jednak dzieje ci się jakaś krzywda? Że ktoś wykorzystuje twoją desperację, która leżała u podłoża decyzji o komercyjnym pierwszym razie? Że w dłuższej perspektywie będzie Ci najprawdopodobniej coraz gorzej w życiu, a nie coraz lepiej?
Przecież jest tylko głupim, podłym swerfem. Swerfy do wora, wór do jeziora. Wzmocnienie.
Że jakaś starsza koleżanka z branży ma krytyczne podejście? Jest niefajna. Jest nam z nią niekomfortowo. Wyeliminujmy ją z przestrzeni publicznej. Nie dawajmy zasięgów. Ewentualnie, jeśli tylko się da, załóżmy, że to fejk wykreowany przez swerfa. Albo ktoś, kogo swerfy zmanipulowały i wykorzystują bezlitośnie.
Tak więc przekaz kulturowy chętnie wspiera młode dziewczyny w podejmowaniu decyzji o sprzedaży seksu.
Popularne są też kamerki, gdzie tysiące mężczyzn poddają twoje ciało skrupulatnej, obleśnej ocenie, więc coraz bardziej się od niego odcinasz i coraz bardziej je seksualizujesz.
Albo striptiz, gdzie to ty musisz nimi manipulować, a oni non stop próbują cię macać. I gdzie prawa pracownicze nie istnieją bardziej niż u jakiegokolwiek Janusza biznesu.
Jest tyle opcji, o których kiedyś osiemnastolatki nie miały pojęcia lub które po prostu nie istniały…
Ale nie, nikt tutaj nie promuje prostytucji. My tylko domagamy się praw dla (rosnącej liczby) tych, co już sprzedają seks. Dekryminalizacji (ludzi zarabiających na naszej niedoli). Uznania (że jest nam lepiej niż jest naprawdę). Itd.
Przecież to wymaga jakiejś widoczności!


0 komentarzy