Rozgardiasz ostatnich miesięcy chyba powoli dobiega końca. Problemem jest to, że znowu muszę ostro zarabiać, ale tym razem chyba nie dam się zwariować aż tak bardzo, jak w maju.
Oczywiście kilka dni temu wyglądało to zupełnie inaczej. Tak jak pisałam Wam ostatnio, utworzyłam listę rzeczy do zrobienia. Miało być pięknie. Niestety zakodowało mi się, że wszystko jest równie ważne i pilne, a dodatkowo pojawiły się pewne niezależne ode mnie przeszkody, więc koniec końców przytłoczył mnie jej rozmiar. Przytłoczył tak skutecznie, że kiedy w weekend miałam się spotkać z klientem, poszłam z płaczem do kolegi, że ja nie chcę, ja chcę pod kołderkę z herbatką. Kolega łagodnie przypomniał mi, że oczekiwanie, iż zrobię wszystko z listy natychmiast, jest złudne i że istotnie potrzebuję wakacji oraz że warto słuchać intuicji.
Intuicja mówiła mi, że wystawianie klienta z drugiego końca kraju jest be oraz że mam za mało pieniędzy, żeby myśleć o wakacjach, odetchnęłam więc kilka razy, zrobiłam sobie kawy i pojechałam więc na spotkanie, które okazało się niezwykle relaksujące. Następnie zabrałam tę listę do drugiego kolegi i poprosiłam go o pomoc w rozłożeniu zadań w czasie. Ponumerował mi pozostałe na liście zadania według priorytetów i ten sposób powstał plan działania.
Zerowe, a więc najważniejsze miejsce na liście dostała pozycja „wrócić do normalnego trybu życia dom-praca-dom„. Mnie się biednej wydawało, że to jest ostatnia pozycja i że nie mogę sobie teraz na to pozwolić. Okazało się jednak, że nie mogę sobie pozwolić na trwanie w chaosie.
Wczoraj, kierując się intuicją mówiącą mi „nie masz żadnego umówionego spotkania, więc pora odpocząć”, zrobiłam sobie wakacje w domu. W ciągu dnia leżałam na łóżku i czytałam w miarę dobry bestseller, a wieczorem zabrałam się za realizowanie jednego z większych zadań z listy. Jakieś 25% za mną. Jest dobrze.
Za to dzisiaj wstałam wyspana i pojechałam do pracy na nieprzyzwoicie wczesną godzinę. Co prawda będę jeszcze musiała wyjść i zrobić zakupy (ostatnio popsułam kabel do ładowania służbowej komórki, brawa dla mnie), ale jest dobrze. Będę zarabiać. Wyjdę na prostą.
Aha, ważna rzecz. Ostatnio zaczęłam dostawać pytania na moim asku – średnio jedno dziennie – dlatego zachęcam Was serdecznie do jego przeglądania. Możecie też oczywiście sami pytać mnie o różne rzeczy. Włączyłam opcję zadawania pytań anonimowo, więc nie musicie mieć tam konta ani podawać swoich personaliów. Wiem, że dla części z Was to ważne i nie chcecie się ujawniać jako moi czytelnicy. Żyjemy w końcu w kraju, gdzie odium wobec pracy seksualnej jest tak wielkie, że czasami może zaszkodzić nawet Wam.

0 komentarzy