Jestem mocno, mocno zaniepokojona cynkiem o dużej liczbie młodziutkich kobiet próbujących rekrutować inne kobiety do współprac biznesowych polegających na sprzedaży wizerunku erotycznego na Onlyfans itd.
Gdyby ta gałąź seksworku była skryminalizowana, byłoby to jednoznaczne stręczycielstwo. Ale kamerki, filmiki i fotki to działalność artystyczna, normalnie opodatkowana, więc… normalna praca, tak?
Tylko że młodziutkie kobiety raczej nie uprzedzą innych kobiet, często jeszcze młodszych, że akurat ta praca ma troszeczkę przykrych, długoterminowych konsekwencji:
- możesz sobie bardzo skomplikować relacje rodzinne i sąsiedzkie
- za 10 lat, jako zupełnie inna osoba (że można się zmienić, to widać po mnie) możesz stać przed wyborem, czy powiesz swojemu chłopakowi z „porządnej rodziny” o swoim zawodzie, czy będziesz żyła w lęku, że się kiedyś dowie, ktoś mu podeśle Twoje nagrania itd.
- masz praktycznie odciętą drogę do zawodów zaufania publicznego, ewentualnie Cię z nich wyrzucą
- dokądkolwiek nie pójdziesz do pracy po zmianie kariery, mogą Ci tam zatruć życie, bo ktoś Cię przypadkiem znajdzie
- zapomnij o adopcji dziecka
Psychiczne konsekwencje wyjątkowo pominę.
Wirtualny sexwork ma tę wadę, że zostawia trwałe ślady w sieci i na dyskach różnych ludzi. Bardzo ciężko jest nie pokazać twarzy ani znaków charakterystycznych. Dużo więcej ludzi kojarzy Cię jako sexworkerkę i dużo łatwiej jest udowodnić, że nią jesteś/byłaś.
Nie jest to łatwa praca (pracujesz na planie, do tego marketing, czytanie tysięcy opinii o swoim ciele, molestowanie seksualne w gratisie, czasami trafi się stalker), nie jest to społecznie akceptowana praca i nie jest to zazwyczaj bardzo dochodowa praca.
Dowiedz się, jak zawrotne sumy (sarkazm) trzeba zarabiać, żeby wejść do grona 10% najbardziej dochodowych kont na OnlyFans i pomyśl, że masz 1 szansę na 10, że tam dobijesz… o ile się naprawdę postarasz i będziesz mieć łut szczęścia. A koszty poniesiesz i tak. Normy społeczne nie zmieniają się zbyt szybko.
W pewnym sensie „propozycje biznesowe” związane z ze sprzedażą wirtualnych usług seksualnych są jeszcze gorsze niż faktyczne stręczycielstwo – bo ryzyko jest dużo bardziej zdradliwe, a propozycja legalna. No i dla wielu kobiet to poważne przekroczenie ich granic. „Jesteś modelką, pokazałaś troszkę ciała na Instagramie lub na Fetlife… sama się prosiłaś o takie propozycje”? Hm.
(Zainspirowane dzisiejszym wpisem Jesseni na FL).

0 komentarzy