Rozmawiałam sobie dzisiaj z moim byłym o różnych aspektach pracy seksualnej, w tym między innymi o tych kobietach z ulic i lasów. I o tym, że łatwo jest się „zsunąć” do tej kategorii, jeżeli się nie zadba w porę o zbudowanie sobie innego życia.
Doszliśmy wspólnie, że bardzo ważne w tej pracy jest to samo, co liczy się w każdym stresującym zawodzie: zachowanie równowagi pomiędzy pracą a życiem osobistym. On, jako wysoko postawiony menedżer, bardzo angażuje się w swoją pracę, ale kiedy wychodzi z biura, ma normalne życie rodzinne i towarzyskie. Też planuję tak mieć.
Nie chcę nagle obudzić się jako wyłącznie dziwka, podobnie jak nie chciałabym być wyłącznie pracownikiem biurowym czy robotnicą. To ryzykowne w każdym zawodzie, a już zwłaszcza kiedy pracujesz sobą, kiedy to ty jesteś narzędziem pracy. Piła potrzebuje ostrzenia, a ludzie – odpoczynku od pracy. Myślę, że im bardziej pracujesz sobą, tym bardziej to widać. I myślę, że sporo pracownic seksualnych tego nie wiedziało.
Po tym jednym dniu pracy i jednym dniu wolnym odczuwam, że z powrotem będę bardzo ceniła kolejne dni wolne – możliwość spania dłużej, nierobienia niczego, spotkania przyjaciół… Mój tryb życia ma szansę się teraz uregulować, ale początki pewnie będą bolały – na przykład teraz jestem po ludzku zmęczona i nie chce mi się iść jutro do pracy. Ale chcę zarabiać pieniądze. I chcę nie spędzić następnego dnia bezczynnie. Czyli typowe reakcje pracującego człowieka 😉
Równocześnie nie wyobrażam sobie, że mogłabym, jak koleżanki, mieszkać w miejscu pracy. Już jako freelancerka miałam z tym problem: budzę się, otwieram oczy i co widzę? Biurko… Odpoczywam i gdzie siedzę? W miejscu pracy… Mieszkanie w agencji może i wychodzi taniej i wygodniej (nie wspominam tu o sytuacjach, gdy to po prostu jedyny dach nad głową), ale ja bym zwyczajnie nie umiała. Nie tylko dlatego, że mam inne zobowiązania tu, na miejscu. Po prostu wtedy cały mój świat zawęziłby się do tego jednego wycinka, a wówczas nie wiem, czy umiałabym mieć jakieś inne życie. Pewnie byłoby mi ciężej.
Kolejna rzecz, o której rozmawialiśmy z byłym, to posiadanie celu w życiu. Doradzał mi stanowczo, bym nie traciła go z oczu – ta strategia zawsze działała dla niego i stosuje ją od wieków, więc powinna być dobra również dla mnie. I rzeczywiście, zakopanie się w bieżącej pracy (n-ty klient, n+1-ty klient…) spowodowałoby prędzej czy później zapomnienie, po co ja to robię. A przecież zarabiam te pieniądze w konkretnym celu: mają mi umożliwić realizację moich życiowych planów! Dlatego każdorazowo odkładam połowę zarobionych pieniędzy do skarbonki, a później przeleję je na konto. Jeżeli uzbieram większą kwotę (a moim zdaniem to kwestia dwóch – trzech tygodni), to wykupię akcje lub zainwestuję je w inny bezpieczny sposób.
I wreszcie wakacje. To był tylko jego pomysł – ja o tym nie pomyślałam. A wakacje też są ważne. To najlepsza forma „ostrzenia piły”, a także – okazja zdobycia wielu cennych doświadczeń. Chyba więc zacznę myśleć, dokąd chciałabym pojechać. Może odwiedziłabym kolegę z Hiszpanii? Albo wybrała się w podróż dookoła świata? Jeszcze nie wiem.
Jedno jest pewne – nie zamierzam się „zsunąć”. Raczej dobrze się bawić, ciężko pracować i uczciwie zarobić sporą kasę, która otworzy mi wiele drzwi. A potem zamknąć ten rozdział mojego życia.

0 komentarzy