Zagłodziłam bloga, wręcz doprowadziłam go do stanu śmierci klinicznej. Może pora go reanimować?
W moim życiu działo się ostatnio bardzo wiele. Właściwie zbyt wiele, bym mogła wszystko opisać. Przede wszystkim najpierw znudziła mnie moja poprzednia praca. Przestała mieć urok nowości, wpadłam w rutynę i straciłam potrzebę relacjonowania, co się u mnie dzieje, jak to wszystko wygląda za kulisami itd. Zresztą kryzys w branży doprowadził do tego, że w ogóle wszystkiego mi się odechciewało i po prostu zajęłam się swoimi rzeczami.
A potem zmieniłam pracę i znowu coś ruszyło. Już nie pracuję w przeciętnej agencyjce udającej prywatkę, jako jedna z wielu dziewczyn za standardową kwotę. Teraz przyjmuję klientów w luksusowym apartamencie. Liczba koleżanek spadła, za to kwota za godzinę zauważalnie wzrosła. Zmienili się też klienci – wszyscy są przesympatyczni.
Właściwie to zmieniło się wszystko, więc może pora zacząć pisać bloga od nowa… tak jakby nie było poprzednich wpisów?
Zaczęłam też flirt ze sponsoringiem, ale na razie idzie mi bardzo słabo. Trudno jest mi znaleźć rzeczywiście zdecydowanego mężczyznę, który miałby zbliżone oczekiwania i przypadłby mi do gustu. Prowadzę rozmowy z kilkoma obiecującymi osobami, ale trafiłam też na parę antypatycznych typów. O nich też z chęcią napiszę. Aż się proszą…

0 komentarzy