Usłyszałam ostatnio od klienta bardzo ciekawą rzecz, mianowicie powiedział mi, jak on widzi pracę seksualną.
Zaczął od stwierdzenia, że dla wielu dziewczyn w moim wieku to jest sprzedawanie swojego ciała – z czym się niestety muszę zgodzić. Dla mnie nie jest, ale już dawno stwierdziłam, że jestem rzadkością w swojej branży (większość dziewczyn nie znosi swojej pracy… przepraszam, jakiej pracy, prostytucji).
Wracając do klienta, dla niego świadczenie usług seksualnych to sprzedawanie marzeń. To sprawienie, by płacący poczuł się jak bohater filmu. To może być film pornograficzny albo romans, ale musi być Czymś. I musi wydawać się prawdą.
Jedna z koleżanek z pracy, która ma kilkanaście lat doświadczenia w tej branży, potrafi sprawić, by klienci czuli się z nią jak w domu. Wracają raz po raz. Nie rozumiem jak ona to robi, ale faktem jest, że przyciąga ich jak ogień ćmy. Może dlatego, że nie wygląda na „zrobioną”? Może dlatego, że jest z kategorii MILF – ponadczterdziestoletnia żona i matka? Magia.
Tymczasem kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, byłam przekonana, że pracuje w agencji jako ktoś w rodzaju gospodyni, bo na pewno nie jako pani do towarzystwa… Proszę, jak bardzo można się pomylić.
Muszę pomyśleć, jaki sen ja chcę oferować.

0 komentarzy