Zażenowana mina mojego chłopaka uświadomiła mi ostatnio, że „streetworkerka” niekoniecznie wszystkim kojarzy się z pracą z grupami marginalizowanymi… szczególnie jeżeli jest się byłą escortką i mówi „byłam tam jako streetworkerka” w kontekście rejonu miasta, gdzie panie od co najmniej 20 lat pozyskują klientów na usługi seksualne.
Co ma w głowie, odgadłam dopiero przy drugiej takiej wypowiedzi – byliśmy wtedy w autobusie i koło nas siedzieli inni ludzie, więc reakcja była dostatecznie wyrazista. Za pierwszym razem po prostu nie skomentował.
Ups.
PS. Streetworkerzy to tacy ludzie, którzy odwiedzają ludzi z grup marginalizowanych (takich jak osoby pracujące seksualnie, bezdomni, młodzież biorąca narkotyki) w miejscach, w których przebywają. Streetworkerzy działają w modelu redukcji szkód: słuchają bez ocen, przynoszą gorącą herbatę, prezerwatywy czy czyste igły, czasami zapraszają na bezpłatne testy na STI, rozdają ulotki informacyjne. W aktywizmie – i tylko tam – zetknęłam się z określeniem „outreach”, które miało być lepsze niż „streetworker” (szczególnie, że część naszej pracy to było odwiedzanie agencji towarzyskich – trudno je nazwać ulicą). Ale nie zauważyłam, żeby „outreach” się przyjął poza tą bańką.

0 komentarzy