Węgle jak węgle, czyli o przeżywaniu w pracy

lut 19, 2018 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Czytam “Pełną moc życia” Jacka Walkiewicza – trenera, mówcy motywacyjnego, do niedawna właściciela fajnej księgarenki biznesowo-rozwojowej w Warszawie na Chmielnej. Do myślenia dało mi jego spostrzeżenie, że większość uczestników eventów, podczas których przechodzi się po rozżarzonych węglach, bagatelizuje swój sukces i mówi coś w stylu “węgle jak węgle”. Osadzone to było w kontekście zachęty do pełnego i świadomego przeżywania swojego życia, której autor poświęcił cały rozdział książki.

Mój umysł krąży dość nietypowymi ścieżkami, bo przypomniało mi się przeżywanie negatywnych momentów w życiu oraz rozmowa do wywiadu na kobieta.wp.pl, gdzie – jak pamiętam – tłumaczyłam dziennikarce, że naprawdę nie wypieram traumy gwałtu w pracy, wiem czym taka trauma jest, PTSD też znam i wyparcie również – po prostu nie przeżywam tego tak długotrwale. I jeszcze w ramach analogii, czy mogłoby paść stwierdzenie “pożar jak pożar” w wykonaniu strażaka, który podsumował niedawne doświadczenie z pracy. Pewnie mogłoby. Znam jednego strażaka. Kiedy opowiadał mi o swojej pracy, ciągle gryzłam się w język.

W każdym razie jestem za przeżywaniem także negatywnych momentów ze swojego życia – i je przeżywam. Nie tak dawno temu miałam dość przykre doświadczenie z klientem, który (po bardzo miło spędzonym wieczorze) w łóżku okazał się nieokrzesany w niedobrym znaczeniu tego słowa. Nie agresywny, nie przemocowy, bez złej woli, ale totalnie nieogarnięty, bez kultury seksualnej. Trochę jakby robił to pierwszy raz. Całość była nieprzyjemna, dość bolesna i gdyby to nie była praca, to na pewno bym to przerwała, tym bardziej, że człowiek nie reagował na bardziej subtelne wskazówki, żeby coś zmienił. A tak to zagryzłam zęby i przeczekałam. Szukałam jakichś lepszych strategii w głowie, ale nie znalazłam, więc zostało myślenie o Anglii.

Po wyjściu byłam w dołku, nieszczęśliwa i obolała. Użaliłam się bliskiej osobie, wzięłam tabletkę na uspokojenie (magiczna broń escortki), dotarłam do domu i poszłam spać. Rano było już w zasadzie ok: z łatwością zajęłam się innymi sprawami i kolejnymi randkami, choć na wspomnienie spotkania z tym panem jeszcze przez jakieś dwa tygodnie reagowałam lekkim wzburzeniem. Teraz już jest spokojnie.

No i czasami tak jest w tej pracy, mogę podsumować. Węgle jak węgle. Nie każdy seks jest udany. Przeżyłam podobne historie kilka razy, przeżyję jeszcze kilka. Chyba że nauczę się magicznie zamieniać tego typu klientów w czułych kochanków.

Stoją za tym emocje, które kiedyś przeżyłam i które w tamtym momencie były autentyczne. Ale nie pozwalam im zostać ze mną na dłużej. Po pierwsze nie pasują do mojej mentalności, po drugie by mi przeszkadzały. Nie można iść na spotkanie z klientem, koncentrując się na tym, że kiedyś w przeszłości było nieprzyjemnie, bo nic z tego nie wyjdzie. Trzeba mieć świeży umysł i skupić się na przeżywaniu tete-a-tete z nową osobą.

A propos tego ostatniego, szukałam ostatnio znowu dziewczyny do trójkąta i w czyjejś recenzji przeczytałam, że w trakcie stosunku escortka umawia się na spotkania z kolejnymi klientami. Do tego było sporo uwag o automatycznym, nieobecnym zachowaniu. Wszystko mi opadło. Tak nie można! W trakcie spotkania z klientem powinno się być tylko dla niego, w pełni skupioną i uważną, w najlepszej możliwej formie. Im pełniej, im bardziej autentycznie uczestniczy się w randce, tym bardziej zadowolony jest klient.

Problem w tym, że nie każdy ma taką pojemność na doświadczenia, przyjemność, emocje. Nie każdy chce się aż tak otworzyć.

I może stąd uczestnicy eventów w większości mówią “węgle jak węgle”, a dobrych escortek jest tak mało…

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *