Załóżmy, że weszła dekryminalizacja i mogę pracować legalnie (oraz nadal mam do tego serce). Mam jednoosobową działalność gospodarczą Święta Ladacznica Usługi Seksualne Elżbieta Kot, NIP taki i taki. Od swoich usług odprowadzam podatki, płacę ZUS, klientom drukuję paragony. W usługi oczywiście nadal wpisana jest dyskrecja – tak jak na przykład w usługi psychiatry czy psychoterapeuty.
Dostaję szczegółowe zapytanie ofertowe. Czy możesz mi zrobić to i tamto i siamto za tyle i tyle, chciałbym, żebyś przy okazji to i tamto, czy to realne.
Coś mi się w zapytaniu ofertowym nie podoba, poza tym poszło na nie ten kanał komunikacji, który przeznaczyłam do zapytań ofertowych i w godzinach po pracy (realia KAŻDEGO przedsiębiorcy). Dlatego upubliczniam je razem z danymi personalnymi klienta. Za karę. Sprawa trafia do mediów, bo padło na znaną osobę, a mimo dekryminalizacji seks nadal ekscytuje ludzi.
W wyniku moich działań klient traci pracę i rodzinę oraz reputację.
Konsekwencje dla mojej firmy? Pomyślmy… Kryzys, fatalne opinie w Google i na fanpejdżu, pozew o zniesławienie, stwierdzona szkoda klienta, zasądzone wysokie odszkodowanie, możliwy zakaz wykonywania zawodu. Sprawa traktowana jest serio, bo nie jestem już byle prostytutką tylko przedsiębiorcą.
Może jednak lepiej, że nie ma dekryminalizacji…

0 komentarzy