Zapiski z urlopu

gru 11, 2016 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Zadzwonił do mnie kumpel-złośliwiec.
– Halo?
– Cześć, kurewko.
– Jak ty ładnie do mnie mówisz…
– Gdyby do burdelu też nie można było się dodzwonić jak do ciebie, to by splajtował.
– Mam okres.
– Aha, czyli jesteś na urlopie.
*
Jestem zatem na urlopie, siedzę sobie na Facebooku, a tam takie rzeczy:
Manifest feministyczny. O włączenie walki o prawa pracownic i pracowników seksualnych do postulatów ruchu feministycznego – adresowany do środowisk feministycznych tekst, niestety napisany mocno hermetycznym językiem, ale takim właśnie mówią feministki-aktywistki, więc powinny wszystko zrozumieć. Spróbujcie poczytać, moim zdaniem warto.
Sprzeciwiam się przemocy wobec pracowników i pracownic seksualnych – wydarzenie w Warszawie z okazji 17 grudnia (Dnia Przeciw Przemocy wobec nas). Proszę proszę…
Coś się dzieje.
*
Próbuję obejrzeć drugi raz „Secret Diary of a Call Girl” – serial, który obejrzałam kilka lat temu, kiedy parokrotnie umówiłam się z jakimś klientem dla podratowania budżetu domowego. Wtedy chłonęłam go z zafascynowaniem, jak skarbnicę wiedzy. Teraz dałam radę aż do pierwszego stosunku z klientem. Był strasznie… stereotypowy. Belle zachowywała się w tej scenie sztucznie – bardzo profesjonalnie, ale zupełnie jak prostytutka. 100% zaangażowania w przyjemność klienta, ale w taki sposób, że mnie – na jego miejscu – by to bardziej speszyło niż podnieciło. Nie odnalazłam się w tym i wyłączyłam odcinek. Może podejdę do całości jeszcze raz. Ma dobre sceny, a aktorka jest znakomita.
Fajny jest początek, w którym Belle wymienia szereg popularnych nazw swojej profesji i mówi, że jest jej wszystko jedno, jak jest nazywana, bo to tylko semantyka. Kiedyś się na to oburzałam, z czasem nabrałam dystansu.
Za to przypomniało mi się, że „Pretty Woman” była w dzieciństwie moim ulubionym „filmem dla dorosłych”. Miałam jakieś 11 lat, kiedy mama pozwoliła mi to zobaczyć i komentowała niezrozumiałe dla mnie dialogi i sytuacje („Pani wynagrodzenie to prowizja? Błąd. Ogromny błąd”), oczywiście zakazując patrzeć na sceny stricte erotyczne. Byłam zafascynowana historią i kilkakrotnie odtwarzałam film na VHS. Kochałam też tytułową piosenkę – do tej pory mam ją w playlistach.
Myślę, że mam sporo z Vivian. Obejrzałam sobie niedawno trailer i uśmiechałam się ze zrozumieniem do wielu scen. Jest w podobny sposób żywiołowa, entuzjastyczna, spontaniczna i wrażliwa.
Film oczywiście jest bajką, ale nie przeszkadza mi to ciepło o nim myśleć. Tylko zakończenia nie lubię: jest przesłodzone i moralnie jedyne słuszne. Wolałabym coś bardziej niejednoznacznego.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *