Potyczki z ciałem

cze 22, 2017 | Seksualność i psychologia | 34 Komentarze

Powiem Wam, że w branży, w której dochody w znacznej mierze zależą od wpisywania się we współczesny kanon piękna i atrakcyjności fizycznej, czasem ciężko czuć się dobrze w swojej skórze.

Z jednej strony jest dobrze, bo klienci głównie komplementują i to komplementują intensywnie, zwracając uwagę na różne fragmenty ciała. Wielokrotnie podkreślałam, że to mi bardzo dobrze zrobiło na poczucie bycia osobą atrakcyjną. W pewnym momencie nawet uwewnętrzniłam sobie te opinie.

Z drugiej strony, nie da się wyskoczyć z pokutującego w naszej kulturze przekonania, że trzeba się podobać. Oczywiście mogłabym się zbuntować, zrobić sobie fioletowego irokeza i powiedzieć „nic wam do tego, to moje włosy”. Ale kosztowałoby mnie to wiele utraconej gotówki.

Irokeza nie chcę sobie robić, natomiast tęsknię czasem za wolnością, jaka jest w zasięgu wielu innych kobiet. Bo choć trudno o bycie body-positive, kiedy jest się kobietą bombardowaną ze wszystkich stron Photoshopem i medialnym obrazem piękna, to jednak jest to osiągalne.

Kiedyś nie przejmowałam się tak wyglądem. I nie używałam kilkudziesięciu kosmetyków pielęgnacyjnych oraz kolorowych. Byłam minimalistką ograniczającą się do pięciu rzeczy na krzyż. Owszem, miałam świadomość, że kiedyś tam nadejdzie era kremów do twarzy i farb kryjących siwiznę, ale niezbyt mnie to ruszało.

Teraz muszę mieć wszystko ponadprzeciętnie zadbane i atrakcyjne, a do tego muszę przeciwdziałać zupełnie naturalnemu procesowi starzenia się organizmu. Dziś właśnie kupiłam balsam ujędrniający do ciała (muszę przyznać, że skóra jest po nim bardzo miła w dotyku), a przy okazji zapisałam się na kolejną lekcję makijażu, bo moje umiejętności wciąż nie są wystarczające. Oprócz tego muszę liczyć kalorie i zrzucić kilka kilo, mimo że cały czas noszę rozmiar S. Abstrakcja? Nie, biznes. Wiadomo, że każda potwora znajdzie swojego amatora, ale jeśli tych amatorów może w pewnym momencie zrobić się mniej…

Efekt jest taki, że o ile dwa lata temu naprawdę lubiłam swoje ciało, o tyle teraz na widok odbicia w lustrze zdarza mi się wybuchnąć płaczem – głównie z frustracji. Z jednej strony wiem, że wciąż wyglądam bardzo dobrze, a z drugiej strony obudziła się we mnie mała perfekcjonistka, która ma w głowie listę niedoskonałości i co i rusz sobie o niej przypomina.

Może któraś z Was miała podobnie i wie co z tym zrobić?

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

34 komentarze

  1. Lisiczka

    Samoakceptacja i niewpadania w paranoję! Plus dieta i ćwiczenia jako podstawa (ale nie jako liczenie każdej kalorii, bo można w paranoję wpaść, zgadzam się, ja się zawsze staram szacować wszystko), jako dodatek sensowne zabiegi u sprawdzonej kosmetyczki (często i gęsto mają słabej jakości produkty, a przy mikrodermabrazji chociażby, to podstawa), w razie poważniejszych ratowanie się chirurgią plastyczną. I po prostu żyć, a nie się doszukiwać mankamentów, naprawdę uważasz, że facet w trakcie najwyższego stanu podniecenia widzi dajmy na to wrastający włosek? Nie wierzę… 😉 Z autopsji- ja będąc w branży stawiałam na minimalizm kosmetyczno-ubraniowy, zresztą i teraz, pracując w strip clubie widzę, że naturalność jest w cenie, nie robienie z siebie na siłę plastikowej lali, to mit, którym nakręcają się nawzajem kobiety. Seksapil i idealność to dwie różne rzeczy, niekoniecznie idące w parze! 😉

    Odpowiedz
    • Święta Ladacznica

      A masz jakąś sprawdzoną kosmetyczkę? 🙂 I dermatologa estetycznego?

      Wrastającymi włoskami się nie przejmuję, ale wagą już tak. Nie wyglądam na zdjęciach tak dobrze jak dwa lata temu… Zawsze miałam super metabolizm i wyglądałam rewelacyjnie bez diety i ćwiczeń, a teraz to się popsuło (wiek albo zdrowie, albo jedno i drugie) i bez wagi w łazience (bo po co mi, skoro bez względu na to, co jem, trzymam – trzymałam – wagę) przegapiłam moment, kiedy przestałam wyglądać rewelacyjnie sama z siebie…

      Minimalizm to dobro, daleko mi do plastikowej lali, ale nie oszukujmy się – widziałam Cię i nie jestem z natury taka śliczna jak Ty, muszę się pomalować zanim wyjdę do klienta: wymodelować twarz, podkreślić oczy cielistymi cieniami i takie tam. Też stawiam na naturalność, ale ta naturalność to dwadzieścia minut sprawnego podkreślania atutów i tuszowania mankamentów za pomocą markowych kosmetyków (takich, co to ich prawie nie widać na skórze).

      Odpowiedz
      • Lisiczka

        Ostatnio na dermatologu estetycznym się przejechałam, bardzo kiepskie preparaty- jestem w trakcie poszukiwań. Jeśli chodzi o kosmetyczkę (a raczej- pana kosmetyka 😉 ) świetny salon jest na Woli, podeślę Ci na maila jak chcesz.

        Jeśli chodzi o ciało, myślałaś może o trenerze personalnym? Sama jestem w trakcie poszukiwań, bo, niestety, mój brak mięśni odbija się na kiepskim tańcu pole dance, bo wbrew pozorom większość figur wymaga sporej siły mięśniowej. Mam okazję obserwować w pracy znajomą, której figura zmienia się dosłownie z tygodnia na tydzień, skóra jak u nastolatki (a od większość nastek nawet lepsza) a jest blisko 30tki, a wagi nie ma niskiej. Z tym, że pilnowanie proporcji BWT w jedzeniu to u niej standard (pomijając okres nabierania masy), coś za coś.

        Dla mnie modelowanie twarzy i cienie to czarna magia, zazdroszczę umiejętności. 🙂

        Odpowiedz
        • Lisiczka

          A, i jeszcze muszę Ci polecić fenomenalne są sera z firmy LIQ, działają cuda z cerą, ale z tego co pamiętam z cerą nie miałaś żadnych problemów w przeciwienstwie do mnie 😉

          Odpowiedz
          • Święta Ladacznica

            Mam problemy, i mam też ślady po trądziku, ale nie na twarzy. Te sera działają też na ciało?

          • Lisiczka

            Nie ma sprawy. Masz może do nich numer? Czy ten co jest na stronie?

          • Święta Ladacznica

            Mam numer do salonu w Arkadii, który jest na ulotce, jaką dostałam. 22 331 25 72.

        • Święta Ladacznica

          Poproszę zatem kontakt do pana z Woli 🙂
          Trener personalny to by była dobra inwestycja, ale to dopiero za kilka miesięcy… Aktualnie nadal nie stanęłam finansowo na nogi oraz czeka mnie sporo zmian. Czyli jak już znajdziesz, to również poproszę namiary 🙂

          Może chciałabyś skorzystać z lekcji makijażu w Douglasie? Organizują je Arkadii w połowie lipca (nie wiem jak z innymi salonami). Zasada jest taka, że lekcja jest bezpłatna (malujesz się sama pod okiem wizażystki), ale musisz potem kupić minimum jeden kosmetyk marki, którą reprezentowała osoba, która Cię uczyła. Ja wybrałam markę Douglas – mają świetną bazę pod makijaż, którą zaraz i tak będę musiała kupić… Dodatkowo są jakieś zdjęcia z profesjonalnym fotografem: każde wydane 50 zł to jedno zdjęcie.
          Ja na takiej lekcji byłam w zeszłym roku, wydałam wtedy 800 zł, bo praktycznie zbudowałam kolorówkę od zera + kupiłam perfumy, ale dała mi MNÓSTWO. Po prostu nauczyłam się krok po kroku całego procesu, od oczyszczania skóry i tonizowania jej, po wykończanie makijażu pudrem. Przy okazji podłapałam sporo rzeczy, które niby wszyscy powinni wiedzieć, ale jakoś nie piszą o tym w książkach. Teraz idę uczyć się innego typu makijażu. Jestem kinestetyczką, więc dla mnie taka lekcja to strzał w dziesiątkę.

          Odpowiedz
          • Lisiczka

            Co do serów- myślę, że akurat te są za słabe na ciało. Ale za to Atrederm 0,5 lub 1% stosowany w okresie jesienno-zimowym na 100% wszystko Ci złuszczy aż do jaśniutkiej skóry, stosowałam na twarz słabszą wersję, wymiata! I przy tym tani jak barszcz- 25zł, do tego jakiś dobry nawilżacz i blizny znikają z dnia na dzień, dosłownie odpadają z naskórkiem. Tyle, że jest na receptę, ale jak masz dobrego rodzinnego lekarza, nie powinno być problemu. 🙂
            Albo jak Ci się nie uda z receptą jest multum stron typu zróbsobiekrem, gdzie można kupić np. kwas salicylowy, tam też jest instrukcja do przygotowania odpowiedniego stężenia. Koszt łącznie to ok. 30-40zł z przesyłką, a starcza na paręnaście zabiegów, gdzie u kosmetyczki minimum 130zł jeden i często dają małe stężenia kwasu, żeby naciągać na większą ilość zabiegów.
            http://www.b-beauty.com.pl/kontakt – kosmetyczka
            O, lekcje brzmią naprawdę zachęcająco, trzeba się jakoś wcześniej zapisywać?

          • Święta Ladacznica

            No to teraz mam wybór 🙂 Dziękuję ślicznie za porady.
            Tak, na lekcje trzeba się zapisywać – w salonie albo chyba przez telefon. Wybiera się markę, z którą się będzie pracowało (są różne półki cenowe do wyboru). Na razie jest dużo terminów wolnych.

  2. sponsorowani.pl

    Czasu nie zatrzymasz, ani tym bardziej nie cofniesz. Musisz pomyśleć już dziś, co zrobić z odłożoną kasą, aby ułożyć sobie życie „na emeryturze”. Oczywiście, że są panie, które pracują do 60+ także w Twojej branży i „znajdują amatorów”. Ale warto jednak mieć jakąś opcję. Wizję a wręcz plan na przyszłość…

    Gdzie widzisz siebie za 10 lat?

    Kim jesteś?

    Z kim jesteś?

    Co robisz?

    Z czego się utrzymujesz?

    Te i inne pytania o to, jak widzisz siebie za 10 lat wymagają odpowiedzi.

    Jestem facetem, więc mam trochę inne granice wytrzymałości biologicznej i inny zawód, inną sytuację finansową, inne możliwości etc.. Ale, jak Ci napisałem w ostatniej notatce – też zrobiłem rachunek sumienia. 😉 W wyniku mojej kalkulacji życiowej postawiłem na Twoją branżę (ale jako pośrednik). Ja nie mam takich dochodów jak Ty ani zaskórniaków. Ty zaś masz mimo wszystko lepszą bazę do akumulacji kapitału i zapewnienia sobie pozycji.

    Pomyśl może nad jakimś biznesem? Może poczytaj o franczyźnie McDonaldsa albo Pizza Hut/ KFC. Ile trzeba w to włożyć, jakie kursy odbyć. I odłóż na to kasę i zainwestuj – taki lokal w dobrej lokalizacji w Wawie (a są jeszcze takie – ale to nie musi być przecież Wawa) dałby Ci stabilność i bezpieczeństwo. Tylko trzeba dużo wyłożyć na dzień dobry… Pomyśl, poszukaj. Póki masz jeszcze trochę czasu w zanadrzu nim zyski zaczną spadać…

    Powodzenia! 😉

    Odpowiedz
    • Święta Ladacznica

      Och, Ty mnie jeszcze nie znasz 😉 Zadałeś bardzo ważne pytania, które każda osoba z branży musi sobie zadać (właściwie to każdy bez wyjątku, nie ograniczajmy się do sekspracy), ale ja odpowiedziałam na nie wiele lat temu. I na kilka innych, w tym „jaka praca pasuje do mojej osobowości, mocnych stron i ograniczeń” – co wyeliminowało franczyzę. Regularnie korzystam z różnych kursów stacjonarnych i online, chodzę na sesje coachingu, czytam książki przyszłobranżowe, ogólnorozwojowe i biznesowe, słucham podkastów, nawiązuję relacje z osobami, które warto znać… Kurs wyznaczyłam już dawno, teraz gromadzę kapitał (nie tylko materialny) i pozbywam się balastu. Mam nawet plan B, czyli z czego żyć, jeśli znowu dopadnie mnie jakieś nieszczęście.

      Natomiast swoim komentarzem podsunąłeś mi pewien pomysł… Jeszcze muszę się z nim przespać i coś skonsultować.

      Odpowiedz
      • sponsorowani.pl

        „Och, Ty mnie jeszcze nie znasz ;)” – zabrzmiało groźnie :> 😀

        Są franczyzny i franczyzny. Mac to nie Żabka. Rzuciłem pomysł McDonaldsa, bo to w sumie pewny biznes. Owszem, pracujesz niejako jakby manager w korpo a do tego sama dorzucasz do interesu (na samo wejście 1,2 mln zł + musisz mieć wiarygodność kredytową na kolejne 500 000) i w sumie wygląda to niby trochę jak „argentyński system” albo coś pokrewnego, ale w praktyce to dość pewna maszynka do zarabiania pieniędzy. Co prawda ostatnio były zgrzyty, że McDonalds faworyzuje (promocjami) swoje lokale nieobjęte franczyzną – przez co szkodzi franczyznobiorcom, ale przez lata ludzie, którzy weszli w Maca nie żałowali tego. To był pewny biznes i pewne zyski. Z możliwością poszerzenia franczyzny nawet do 5 restauracji. A już z jednej, dwóch w dobrych punktach, mogłaś żyć jak milionerka. Ale to oczywiście uwagi poboczne. Nie mają znaczenia, jeśli odrzucasz taką formę prowadzenia biznesu. Zresztą, to droga inwestycja. Podobna Pizza Hut (Express) jest tańsza, ale… nie znam szczegółów. A i tak niepotrzebnie to napisałem. Ktoś jeszcze pomyśli, że reklamuję 😀 I to jeszcze za zupełny, przysłowiowy frajer 😉

        Testy osobowości, rozwój osobisty, coaching etc. Wiesz… Nie chcę Cię obrazić – ale zapala mi się czerwona lampka gdy o tym słyszę i mam lekka awersję do tego typu działalności (jaką prowadzą tacy trenerzy, coache etc.). Wyczuwam humbug i naciągactwo. Ale spoko, jeśli Ci to pomaga, lepiej się po tym czujesz i stać Cię na to 😉 Każdy ma jakieś hobby (zazwyczaj) 🙂 Mogę Ci tylko życzyć powodzenia i sukcesu na obranym kursie – aby Ci wymarzony biznes wypalił 😉 I odpukać – 0 nieszczęść! 😉

        Zaciekawiłaś mnie, do czego Cie zainspirowałem?

        Cóż, życzę zatem dobrej nocy oraz płodnych snów 😉

        Odpowiedz
        • Święta Ladacznica

          Sprawdź skrzynkę, już do Ciebie napisałam.

          Nie chcę maszynki do zarabiania pieniędzy, chcę coś, co lubię. Restauracja czy sklep to nie jest mój typ biznesu, nie rozumiem go i na razie nie zamierzam. Może za ileś lat, kiedy wzbogacę się, robiąc co innego… ;P Ostatecznie zawsze mogę posiadać biznes i zatrudniać menedżerów. Ale to przy innych dochodach.

          Nie każdy coach to naciągacz. Zauważ zresztą, że pytając o plany i wizję za 10 lat, posłużyłeś się typowymi pytaniami coachingowymi 🙂

          Odpowiedz
          • sponsorowani.pl

            Cóż, widać pewnie za dużo tego g… przeczytałem i zacząłem podobnie pisać. 😉 Jak zauważyłem, – akurat ten styl Ci się podoba xD No skoro tak… to – sprawdź skrzynkę (za chwilę odpiszę). 😉

      • Libertyn

        Myślałaś nad pilotażem wycieczek? Oprowadzaniem po Warszawie chociażby, zwłaszcza w języku obcym? Z tego też są niezłe pieniądze. Ja w małym projekciku zgarniałem 35 zł/h Znam ludzi którzy zgarniają po kilkaset złotych od osoby (zwłaszcza jeśli chodzi o Norwegów) Myślę że jako osoba ciekawa świata mogłabyś poznawać miasto na nowo i je pokazywać potem przyjezdnym. I brać tyle wycieczek ile chcesz a jako pilot od czasu do czasu złapać się na Casting i wyjechać do chociażby Tajlandii

        Odpowiedz
          • Libertyn

            Bo będziesz mimo wszystko wolnym zawodem i Twoja praca będzie w miarę przyjemna. Pilotaż przede wszystkim jest opcja poza sezonem letnim. Zimą u nas mało wycieczek chodzi ale stosunkowo dużo ludzi jeździ do ciepłych krajów

          • Libertyn

            Zawód pilota wycieczek. Również na własnej działalności

          • Święta Ladacznica

            Nie zrozumiałeś. Podobnie jak Sponsorowani.pl wcześniej.
            Jak już pisałam, i to nie raz, mam przemyślaną ścieżkę kariery, włącznie z upatrzonym zawodem, w kierunku którego cały czas się szkolę.

            Tak więc po co mi, do jasnej ciasnej, pilot wycieczek? Ani się do tego nie nadaję, ani mnie to nie ciekawi. Mam słabe zdolności językowe, nie interesuje mnie geografia, kultura innych krajów, architektura, historia itd. Poza tym beznadziejny ze mnie logistyk i animator, od podróży mam raisefieber, tłum ludzi powoduje we mnie ostrą alergię na ten gatunek, a nagłe sytuacje sprawiają, że czuję się bezradna. Pilot wycieczek jest odpowiedzialny za swoich ludzi i na bank ktoś mu na tej wycieczce kiedyś zejdzie z tego świata, upije się albo zgubi. Ja dziękuję.

            Nie będę wybierała sobie ścieżki kariery dlatego, że „to opłacalne”, „to ciekawe” czy „to dochodowe”. To najlepszy sposób, żeby władować się w coś, co człowieka kompletnie nie satysfakcjonuje oraz w czym nie ma szans być dobrym.

            W ogóle to nie rozumiem, po co mi aż dwie porady zawodowe – Twoja i Sponsorowanych – pod tekstem o ciele…?

          • sponsorowani.pl

            Może dlatego, że tak zazwyczaj reagują mężczyźni – zadaniowo. Co prawda dawno temu byłem w związku, ale jeszcze pamiętam, że uwagi n/t fizis mojej ex zawsze wywoływały we mnie zakłopotanie… Mężczyźni słysząc, że kobieta (taka, czy inna) ma problem, starają się go dopasować do schematu reakcji/ działania. Masz problem z urodą -> blog jest o seksworkingu -> wniosek: Twoje problemy z urodą mają wpływ na Twoja pracę -> biologia jest, jaka jest i czasu nie zawrócisz -> rozwiązaniem jest przekwalifikowanie się w jakiejś dającej się określić przyszłości… Przynajmniej za siebie mówię. Domyślam się, że Libertyn podobnie. Ale że… Niżej ocenił Twoje kwalifikacje i możliwości a może tylko, jak każdy w sumie, zmierzył Ciebie swoją miarą, to Ci dał radę zw. z oprowadzaniem wycieczek. Ja w sumie też podałem Ci rozwiązanie z mojego podwórka. Kiedyś myślałem o franczyźnie i jak można by było wejść w Maca. Ale że… wymagania przerosły moje możliwości tak znacznie, to dałem sobie spokój. Ale – nie znając Twoich rzeczywistych (bo deklarowane znam – szacunkowo rzecz jasna), możliwości finansowych, podrzuciłem pomysł na franczyznę McDonadlsa – a nuż rada akurat dla Ciebie byłaby akuratna? Jeśli Cię uraziłem, to wybacz. Nie było moją intencja to robić – my faceci już tacy nieporadni jesteśmy na co dzień w obyciu z Wami. 😉 Jak mniemam, mówię też za Libertyna 😉

          • Święta Ladacznica

            Aha, czyli obaj nie przeczytaliście mojego wpisu, w którym pytam wyraźnie o to, jak zaakceptować swoje ciało, pracując w branży, która wtłacza w łeb, że masz wyglądać inaczej niż teraz.
            Ponieważ kobiety nie miały problemów z udzieleniem trafnych porad, tu i na mailu, wniosek jest nie taki, że mężczyźni działają zadaniowo, tylko że powinni wrócić do liceum 😛

          • zaciekawiony

            Ale ładne i mocne! Mężczyźni czytają też innym organem? Na to wygląda. I chyba nadal mają problem z ratowaniem księżniczki.

          • sponsorowani.pl

            Powiedziałbym raczej, to co już napisałem. Przeczytaj uważniej. Myślą mózgami. Przeczytaj też „Płeć mózgu” + „Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus”. Inaczej wygląda nasza reakcja i mamy inny poziom „inteligencji emocjonalnej”. CBDO na niniejszym przykładzie „nieporozumienia”.

            Syndrom księżniczki oraz rycerza na białym koniu – to inna bajka. Bez zw. z zaistniała sytuacją. Ale jeśli już ją poruszyłeś, to używając tej metafory, sytuacja wyglądała tak: przejeżdżało dwóch rycerzy pod wieżą księżniczki słysząc jej szloch i narzekanie, że się tu starzeje i że sobie rozmazała tusz na policzku. Obaj udzielili jakże prawdziwej i skutecznej rady, – zgadzając się z księżniczką, że się starzeje, że młodsza nie będzie i że rozmazała sobie tusz, aby przede wszystkim wzięła chusteczkę i wytarła policzki, okraszoną truizmem, że starość, to nie radość. I że nie musi biernie czekać na Księcia. Że może zmienić zajęcie…

            (Bosz, mam nadzieję, że się Św. Ladacznica nie pogniewa za tę metaforę – przypominam, to nie moja! To Zaciekawiony zaczął :P)

            Ja tam w tej mej radzie, ani Libertyna, nie widzę oferty matrymonialnej. Żaden z nas nie zaoferował Jej swojego ramienia, opieki ni ochrony… Jedynie porady, które okazały się zbędne… 😉 Poza tym, Libertyn może rzeczywiście się do Księżniczki przystawia w innych swoich postach. Ja… Ja będę szczery do bólu (wierząc, że tak jest lepiej). Ja chcę w pewnym sensie Ją wykorzystać. Chcę (pośrednio) na Niej zarobić 😀 Jeśli można mnie nazwać rycerzem…? To nie będę się z Tobą spierał i podziękuję Ci za to porównanie 😛

            Wannabe E-Rycerz, Pan na Włościach swego Zamczyska
            Sponsorowani.pl

          • Święta Ladacznica

            Teraz to zapracowałeś na strzał w pysk za seksizm i trywializację. Ugryź się czasem w palce.

          • Libertyn

            Ja tam jestem rycerzykiem ale ja się nie zgadzam. Jestem przekonany że przez to że o siebie dbasz to będziesz przez długie lata piękna i powabna i w rankingu atrakcyjności przebijesz niejedną zmamusiałą 20 tkę. Ja nie chcę na nikim zarabiać, ja chcę patrzeć jak inni się rozwijają i są szczęśliwi. Moja propozycja była spowodowana wpisem sponsorowani. Trochę jak domino
            Propozycja pilota wycieczek wyszła z tego że ja wiem droga Ladacznico ze Ty umiesz sobie poradzić w nieciekawych sytuacjach, jesteś asertywna. Poza tym trochę przeniosłem siebie na Twoją osobę. Tj ja zawsze marzyłem o takiej pracy w której będę mógł zwiedzać różne kraje i dobrze zarabiać, co do zgonów to pilota one mało obchodzą. Informuje tour operatora a ten robi resztę. Z resztą wypadków to zrzuca robotę na rezydenta. Pilotaż to przede wszystkim pilnowanie towaru by dotarł z punktu A do B i opowiadanie o owych punktach.
            A co do zainteresowań to myślę że interesują Cię ludzie, to zaś też jest bardzo ciekawe. Historia też Cię ciekawi, może nie koniecznie to kiedy kto prowadził wojny ale to jak kto żył. Wszak wysłałem Ci nawet swój licencjat W Egipcie z podobną pasją słuchałem opowiadań o świątyni Setiego I co opowieści o tym że adidasy nosi się do garnituru by dobrze wypaść bo są one symbolem statusu.
            Ale to była tylko sugestia.
            Ja mam wielką nadzieję że cokolwiek planujesz w chwili decyzyjnej Cię nie przerazi na tyle by z Tego zrezygnować

          • Święta Ladacznica

            A Ty czemu nie jesteś jeszcze pilotem wycieczek?

          • Libertyn

            Geld i Warszawocentryzm. Jak robią kurs to się okazuje że za mało osób idzie i trzeba tak czy owak do Warszawy jeździć przez kilka weekendów

          • zaciekawiony

            Powodzenia życzę! By się Tobie jednak udało zrobić. Masz wiedzę.

          • Święta Ladacznica

            Ech. Mam nadzieję, że Ci się uda! Jeżdżenie do Warszawy to nie taka zła rzecz 😉 Tylko szkoda, że w weekendy, bo nie użyczę kanapy.

          • zaciekawiony

            Nie mogę, ale gadka. Dorzuć jeszcze parę anegdotek, fraszek, truizmów, trywializmów i życiowych mądrości. Tak na dwie strony. I wiesz, pisz wyłącznie o sobie, bo ja piszę wyłącznie do Ciebie i o Tobie. Łapiesz?

          • sponsorowani.pl

            Ja przeczytałem. Pytanie, na ile jego treść stanowi i wyraża warstwa formalna a na ile intencję autorki oddaje jego intertekst? Pytanie też – czy właściwie go odczytano? Jak twierdzisz, ani ja, ani Libertyn tego nie uczyniliśmy… OK. Przyjmuję do wiadomości. Czasami kobieta lubi sobie ponarzekać a faceci nie powinni na to reagować, tylko potakiwać 😛 Adresatem tych Twych wypowiedzi po prostu były kobiety… ;] 😛

          • Święta Ladacznica

            Kurwa, to nie było narzekanie i won mi z bezmyślnym potakiwaniem oraz genderem dla ubogich.
            I owszem, pytanie było skierowane do kobiet. Forma gramatyczna nie była dostatecznie wyraźną przesłanką?
            Poza tym ja naprawdę umiem wyrażać swoje myśli na piśmie.

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *