Jestem ciut zmęczona

sty 12, 2017 | Praca seksualna od środka | 3 Komentarze

Jak można się było spodziewać, wpadłam w wir pracy i zapomniałam o odpoczynku. O częstotliwości mojego bywania w domu niech świadczy otoczenie – dawno nie widziałam u siebie aż takiego bałaganu. Wczoraj jeszcze musiałam się wrócić do mojej garsoniery, bo w drodze do domu przypomniałam sobie, że zostawiłam tam Ekstra Ważną Rzecz. Byłam tak nieszczęśliwa, że jest po 21, a ja stoję na mrozie i czekam bezskutecznie na tramwaj, że zamówiłam sobie Ubera. Uff. Przynajmniej się wyspałam we własnym łóżku i obudziłam w dobrym humorze. Dzisiaj może posprzątam przed pójściem do pracy albo porobię inne konstruktywne rzeczy, na które ostatnio nie mogłam znaleźć czasu.
Kiedy pracowałam w agencji, organizacja czasu przychodziła mi chyba łatwiej. Nie miałam pomysłu, żeby TAM nocować, chyba że w ostateczności. Dzień w dzień wracałam po 23 do domu i wychodziłam o 14 do pracy – no chyba że wieczorem wypadł mi jakiś wyjazd. Jeśli po wyjeździe byłam padnięta, nazajutrz po prostu nie szłam do pracy i nic mi nie przepadało, bo klienci przychodzili z dnia na dzień.
Teraz pracuję z kalendarzem oraz jestem pod telefonem i, paradoksalnie, to mi bardzo utrudnia życie. Nie nabyłam jeszcze wprawy w takiej organizacji czasu i efektem jest zaplanowanie sobie czasu bardzo źle: same spotkania z ludźmi (klientami i bliskimi) i zero czasu na inne zobowiązania, relaks czy ugotowanie obiadu. Tak, zapomniałam, że ludzie zajęci planują dni wolne oraz godziny na relaks i mówią „nie”, kiedy ktoś wtedy próbuje się do nich dobijać. Ilekroć ktoś mnie pytał, czy jestem wolna, patrzyłam do kalendarza, w którym były odnotowane tylko spotkania. Pusta przestrzeń – jasne, przychodź!
Uch. I ja się dziwiłam, że mam wszystkiego dość i chcę wyjechać na San Escobar?
Przetworzywszy kryzys konstruktywnie, podjęłam wczoraj postanowienie: wracam na noc do domu choćby nie wiem co, dzisiaj nie umawiam się z nikim nowym (w kalendarzu dwa spotkania przedzielone kilkugodzinną przerwą – dość, by coś porobić), jutro zaczynam spokojny weekend z, jak to mawiała moja menedżerka, „dobrym znajomym” (w planach m.in. przytulanie się i masaż, więc się zrelaksujemy wspólnie), a potem mam dwa dni wolnego, które spędzę w domu. Zrobię sobie domowe SPA, posprzątam, ugotuję obiad… Takie tam.
Pierwszy wolny termin mam w środę.
Trzeba o siebie dbać. A poza tym… przecież ja nie celuję w masówkę. Niektóre dziewczyny potrafią przyjąć po pięciu klientów dziennie, a nawet więcej (dalej nie wiem, czy dziesięciu – dwunastu, to realizm czy fantazje o zawodzie, ta liczba jest dla mnie niewyobrażalna), ale ja się angażuję emocjonalnie w spotkania i nie dałabym rady. Potrzebuję płodozmianu, a zupełnie o tym zapomniałam.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

3 komentarze

  1. Libertyn

    Nie samą pracą człowiek żyje. Czasem warto pozwolić sobie na spędzenie całego dnia na oglądaniu seriali, graniu w gry czy włóczeniu się po mieście dla własnego relaksu. Nie myślałaś czasem nad outsourcingiem sprzątania?

    Odpowiedz
      • Libertyn

        Hmm. Chyba zostanę wróżką

        Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *