Takiej zaufanej przyjaciółki, na którą mogłabym liczyć, która w razie potrzeby rzuciłaby wszystko i przyjechała ratować w potrzebie.
Miałam taką przyjaciółkę, mogłam na nią liczyć w wielu sprawach, ale była… zbyt głupia, zbyt naiwna. Nigdy nie rozumiała, z czym wiąże się moja praca: widziała tylko dużo dobrego seksu i dużo pieniędzy. Była kompletnie ślepa na problemy, z którymi się zmagam, a także na inne negatywne aspekty różnych trudnych społecznie sytuacji, których nie chciało mi się wbijać jej do głowy. Taka pozbawiona wyobraźni dziewczynka z dobrego domu. Znana mi z dzieciństwa „Mała księżniczka” Sara miała podobną przyjaciółkę, Ermergardę – dwa lata po tym, jak Sara popadła w niełaskę i stała się ubogą posługaczką, Ermergarda zapyyała „Saro… czy ty bywasz czasem… głodna?”. A Sara się słaniała na nogach i wyglądała jak szkielet. Ermergarda, podobnie jak moja była przyjaciółka, nie była zła. Jedynie naiwna i przez to niekiedy głupia jak gęś.
To ta właśnie przyjaciółka rok temu wypaplała niewłaściwej osobie, czym się zajmuję, a następnie wymigała się od odpowiedzialności, nie dostrzegając, że była niedyskretna i to przez nią i jej długi ozor ten obrzydliwy człowiek domyślił się wszystkiego. Nigdy mnie za tę paskudną sytuację nie przeprosiła. Najpierw milczałam zdezorientowana i zagubiona, potem nam się rozluźniły kontakty, a kiedy wreszcie dojrzałam do wyjaśnienia jej, co o tym myślę i jak bardzo zaszkodziła naszej więzi, ona się na mnie śmiertelnie obraziła. I taki był koniec wieloletniej przyjaźni.
W moim świecie jest teraz kilka kobiet, ale nikt nie jest mi tak bliski i fizycznie, i emocjonalnie. I czasami, kiedy brakuje mi kobiecego wsparcia, tu na miejscu, w moim mieście, jest mi trochę smutno. Nie, to nie jest tak, że zostałam zupełnie sama i bezradna w trudnej sytuacji. Są ludzie, na których mogę liczyć. Z którymi mogę się spotkać, do których mogę zadzwonić. Którzy znajdą dla mnie czas i którzy przygotują moją ulubioną potrawę. Kochani… Tylko że są mężczyznami. Niektóre sprawy są im obce. A kobiece wsparcie online to czasem troszeczkę za mało.
Szkoda mi utraconej przyjaźni. Minie jeszcze trochę czasu, zanim przestanę to rozpamiętywać, odżałuję i zapomnę. To była ważna osoba w moim życiu i jest mi potwornie przykro, że mnie tak bardzo zawiodła.
Z drugiej strony, zdecydowana większość kobiet nie chciałaby mnie za swoją przyjaciółkę. Co prawda nie wykorzystuję mężczyzn, ale najbliżej mi do archetypu femme fatale. Nie jestem Ewą, jestem Lilith. Nie zajmuję się domem, nie zakładam rodziny, nie mam „kobiecych” zainteresowań – za to jestem wolna i mam wielu kochanków. A współczesne kobiety trzymają Lilith na dystans i boją się o swoich mężów.

Z tego co pamiętam, jesteś ze stolicy? Może zbyt bezpośrednio, ale jakbyś kiedyś chciała na jaką kawę wyskoczyć, daj znać. Też cierpię ma brak damskich kontaktów, ten typ tak ma chyba. 😉
Ale mi się miło zrobiło po przeczytaniu Twojego komentarza. Napiszesz do mnie maila? Bo ja kontaktu do Ciebie nie mam.
Jakbyś mogła mi go podać, bo nie mogę znaleźć.
skorzystaj ze skrzynki kontaktowej w zakładce Kontakt 🙂
Nie umiem znaleź, łap mój: lisiczka@onet.eu
kontakt[at]escortgirl.blog 🙂
„Co prawda nie wykorzystuję mężczyzn” – chyba, że akurat musisz odpocząć. Albo, że przyjdzie Ci do głowy podawać te same ceny w Euro albo PLN… No i jak masz zły dzień, to też się nie liczy, bo przecież masz prawo mieć zły dzień, a mężczyzna i tak weźmie co dasz…
A coś co ROBIĘ?
A propos złego dnia, może meliski?
Wirtualnej? Pewnie. Litrami.
Nie, realnej. Kup sobie. Dobrze Ci zrobi 🙂
Eee nie, co innego zrobi mi lepiej. 🙂