* Zmiana postrzegania ciała. Nielubiane lokum zamieniło się w przedmiot do wynajęcia, którego atrakcyjność stanowi o wysokości moich dochodów. I który ma być kompatybilny z moją marką i oczekiwaniami docelowych klientów. Z początku czułam się sexy, z czasem włączyło mi się bardzo krytyczne podejście i nieustanna analiza: czy wszystko jest idealnie i dlaczego nie.
* Zmiana postrzegania seksu. Coś robionego dla frajdy i z poczucia bliskości zamieniło się w usługę. Jako pierwsze umarły fantazje seksualne, potem pożądanie spontaniczne, a wreszcie – libido. Oraz swobodna komunikacja swoich potrzeb, bo przecież moje potrzeby są mniej ważne niż potrzeby mężczyzny. Za to pojawiło się przekonanie, że muszę być wyjątkową kochanką, żeby zasłużyć na męską uwagę.
* Zmiana postrzegania relacji międzyludzkich. Co jest na sprzedaż, a co jest prawdziwe oraz bezcenne? Czy istnieje szczera miłość? Czy jedyną ochroną przed zdradą (doświadczyłam jej wieki temu w długoletnim mono-związku i potem już żadnego nie miałam) jest zgoda na otwarty związek? Jak wygląda współczesny trwały związek damsko-męski i czy różni się czymś od romansu?
* Zmiana postrzegania pieniędzy. Najpierw: to ja mam tyle się męczyć, żeby mieć z tego kilkadziesiąt złotych?! Dżizas, to może jednak sprzedaż seksu nie była taka zła…? Potem: duże kwoty to tylko z seksu. Co jest nieprawdą.
* Autentyczność. Która ja to prawdziwa ja? Czy ta nudna domatorka oddająca seryjnie książki, żeby zrobić miejsce na nowe, czy może wyuzdana seksbomba z niewinną twarzą i klasycznym makijażem? Jak widzę świat? Co jest dla mnie ważne? Rzeczy opowiadane klientom przez lata czy to, co mówię i robię po pracy?
* Wartości. Czy naprawdę ważne jest dla mnie seksualne wyzwolenie? Czym jest moja intymność w świecie, w którym to, co tradycyjnie rozumiemy jako intymność, wystawiam na sprzedaż? Czy szanuję związki moich klientów i dlaczego odcinam się mentalnie od uczestniczenia w jakimś w trójkącie, skoro jestem typową kochanką, tylko za pieniądze? Czy angażowanie się w tysiąc kontaktów wzmacnia mój rozwój duchowy czy może rozmieniam duszę na drobne?
* Mężczyźni. Czy naprawdę wszyscy są niewolnikami swojego pożądania? Czy ich potrzeby seksualne są ważniejsze niż zobowiązania względem rodziny? Czy świat tak naprawdę wygląda i trzeba się na to zgadzać?
* Mapa wspomnień. Mam świetną orientację w przestrzeni miejskiej i dobrą pamięć do miejsc, w których byłam – oraz pamiętam, co tam robiłam i jak się wtedy czułam. Cała Warszawa jest pełna mentalnych pinezek z podpisami, co się tutaj wydarzyło. Mogę nie pamiętać twarzy klienta ani podanego imienia, ale wiem, że spotkaliśmy się właśnie w tym hotelu i opowiadał mi historyjkę o tym i o tym (jest też wariant negatywny), a zjeść poszliśmy tam za rogiem. Przejeżdżam obok i to mi się odtwarza w głowie. W najlepszym razie jest to rozpraszające.
* Stygmatyzacja. To akurat nie wymaga rozwinięcia.
***
Aktualnie:
Mam nadwagę aka krągłości oraz nieogolone łydki i zazwyczaj w ogóle mnie to nie rusza. Gdy widzę swoje ciało w lustrze, to zauważam je jako obłą, harmonijną całość, a nie serię wad. Lubię wyglądać ładnie, ale wiem, że nie muszę i nie stanowi to o mojej wartości – mój chłopak kocha mnie tak samo mocno, kiedy jestem zasmarkana, zapuchnięta i z tłustymi włosami oraz domagam się czekolady na pociechę.
Seks jest znowu super i czasami nawet mam na niego ochotę sama z siebie. Nie muszę się do niego golić, stroić i malować – mogłabym, ale do dobrego seksu wystarczy przecież prysznic.
Mój chłopak zna moje potrzeby i oboje wiemy, że są równorzędne. Nie muszę go zaskakiwać kolejnymi akcesoriami i pomysłami, żeby mnie nie zostawił.
Jestem w stałym monogamicznym związku z człowiekiem, który nie popiera otwartych związków (namawiałam) oraz ocenia zdradę jako niemoralną. Nasza relacja zdecydowanie nie wygląda jak romans, jesteśmy rodziną 2+2 (my i zwierzyniec) i we wszystkim się wspieramy.
Naprawdę duże pieniądze i autentyczność wciąż są wyzwaniami, ale postawiłam na nudną domatorkę, która ma za dużo książek. Ale trochę brakuje mi sushi minimum raz w miesiącu.
Wróciłam do tradycyjnego rozumienia intymności i nie bawi mnie wyzwolenie dla samego wyzwolenia. Nie mam ochoty na rolę kochanki z drugiego planu (także za pieniądze), uważam ją za nieatrakcyjną i pomniejszającą moją wartość. Wolę być najważniejsza oraz jedyna na świecie.
Mój chłopak doskonale kontroluje swoje pożądanie i starannie rozdziela fantazje od rzeczywistości. I zawsze wybiera rzeczywistość. Czyli mnie.
Z mapy chyba wypadło kilka pinezek.

0 komentarzy