Od lat tego nie robiłam, ale wrzuciłam w Google „prostytucja blog”.
Nie znalazłam swojego – pewnie powinnam podejść profesjonalniej do SEO, ale będę z Wami szczera: im bardziej staram się być profesjonalna, tym mniej szczera jestem, tak więc ci z Was, którzy tu mimo wszystko trafili, mają szczęście czytać to, co mi akurat przyszło do głowy, a nie starannie wystudiowane przemyślenia pod publikę.
(Chociaż czasami chodzi za mną, żeby kupić profesjonalną domenę, założyć maila… ale nie, nie zrobię tego).
Znalazłam natomiast kilka blogów, kliknęłam właśnie w pierwszy i znalazłam taki fragment: „Od dwoch lat pracuje w agencji, ale nadal szukam pracy, nie mysl sobie ze jestem prostytutka z powolania!„.
Nie szukam teraz pracy, bo najbardziej kalkuluje mi się kontynuowanie tej jeszcze przez rok (a potem się zobaczy, mam kilka możliwych scenariuszy). I, jak powtarzam do znudzenia, naprawdę lubię swoją pracę.
Ba. Marzyła mi się, kiedy byłam nastolatką. Miałam taką fantazję, że jestem dziwką, że wyceniam seks taki na tyle, seks owaki na tyle, razem wychodzi tyle i tyle, inkasuję kwotę… Nie wiem, co mną kierowało czy skąd mi się wziął taki pomysł. Ale jako dorosła nadal miałam Takie Myśli aż w końcu wprost napisałam swojemu kochankowi, że marzy mi się spełnianie seksualnych pragnień mężczyzn, bycie ich marzeniem, relaksem, rozkoszą. Odpisał, że to całkiem przyzwoita misja i że życzy mi powodzenia, na co ja „nie no, coś ty, nigdy się na to nie zdobędę… to tylko takie pragnienie”. Minęło kilka lat – i proszę.
Powołanie do bycia prostytutką. Straszna rzecz w zaściankowym państewku. To jak, zapalamy stos?

A jednak odważę się skomentować Twój post. Nie wiem, co w tym takiego jest, czy to jest chore? Wręcz ciągnie mnie do prostytucji, chciałabym z Tobą porozmawiać na te tematy, co mną kieruje i czy jest więcej takich osób… Jakbyś mogła, podaj meila, a na pewno się odezwę… A jednak założyłam meila, imię i nazwisko przypadkowe, proszę odezwij się do mnie 😉 ola.jinko@gmail.com
Cześć Olu! Wysłałam Ci maila.
Ja powiedziałbym, że to naturalna potrzeba większości kobiet, która jest wypaczona przez zasady społeczne, religie, wszechobecną hipokryzję, itd. Grunt, żeby robić to z głową, nie zrobić sobie krzywdy i mieć właściwe podejście. Pisałem to już wcześniej, ale napiszę ponownie – coaching dla dziwek. Masz genialną perspektywę przed sobą autorko bloga. 🙂
Coaching (prędzej mentoring) dla pracownic seksualnych przeważnie łamałby prawo, narażając mnie na kilka lat pozbawienia wolności.
Pisałaś o tym notkę. Czy fakt, że kupujesz chleb i mięso za pieniądze uzyskane z nierządu oznacza, że właściciel sklepu spożywczego czerpie korzyści z nierządu? Stopień paranoi oczywiście zależy od interpretacji, natomiast coaching nie jest nielegalny. Może to być zwykły coaching, a pocztą pantoflową rozejdzie się, że robisz szkolenia specjalistyczne. 😉 Co więcej, szkolenia z seksualności są normalnie prowadzone przez różne instytucje. Zawsze możesz powiedzieć, że nie bierzesz odpowiedzialności za sposób wykorzystania nabytej u siebie wiedzy. Niezmiennie prawdziwe jest jednak „pokaż mi człowieka, a znajdę na niego paragraf”. Ja widzę pole do popisu, Ty widzisz przeszkody. Wybór ostatecznie jest Twój.
Oczywiście, że widzę przeszkody, bo to mnie grozi pozbawienie wolności do lat bodajże pięciu.
Byłeś kiedyś na szkoleniu z seksualności? Te dedykowane grupie pracownic seksualnych mają inny zakres, w ogóle szkolenia live szyję się na miarę grupy docelowej w biegu, kiedy pozna się oczekiwania uczestników. Trener musi więc działać świadomie, z wiedzą, komu pomaga zarobić. Nie mogłabym zrobić szkolenia dla pracownic seksualnych, udając, że jest dla każdego. Co najwyżej mogę zrobić sexwork-friendly szkolenie ogólne, tylko w drobnej części użyteczne dla seksworkerek. W przeciwnym razie czynność jest nielegalna i kombinowanie jak koń pod górę tego nie zmieni. Akurat przestępstwa okołoprostytucyjne ścigane są na poważnie.