Co słychać?
Zazwyczaj jest bardzo dobrze: spokojne dni, zajmowanie się swoim rozwojem, raz na jakiś czas spotkanie. Coraz mniej zmartwień finansowych: prawie wyszłam na prostą, przede mną kilka wyzwań, a potem będzie już z górki. Większość moich randek to świetna zabawa.
Czasami jest trochę gorzej, bo dbając o moich klientów, chcąc nie chcąc, trochę się angażuję emocjonalnie. No lubię ich. Jako ludzi.
A potem nagle się okazuje, że telefon nie dzwoni, a kiedy zadzwoni – to żeby mnie domówić do trójkąta, bo mój ulubiony klient znalazł sobie nową faworytę i ona by miała taką fantazję, żeby…
Albo inny stały klient, z którym się tak jakby przyjaźnimy, nagle podkreśla bardzo ostro, że jego oczekiwania wobec mnie sprowadzają się do seksu, rozmowach o seksie itd. A wydawać by się mogło, że akurat on jest z kategorii „naprawdę zaprzyjaźnionych”. Bo i tacy są.
Co wtedy?
Uśmiech nr 3.
Pozorowanie dobrej zabawy.
Postawienie granic, gdy zaczyna się włażenie na głowę.
Ostatnio było na zmianę słodko i gorzko, tak więc tak.
Mimo niezbyt komfortowych momentów, ogólnie życie jest satysfakcjonujące. Naprawdę lubię sprawiać mężczyznom przyjemność (i nie chodzi mi tylko o seks), a poza tym zauważam, że dobrze mi to robi na poczucie własnej kobiec(ej wart)ości.
Aha, jest jeszcze jedna rzecz, na którą praca mi dobrze robi. To moja chorobliwa ambicja. W moim domu wmawiano mi, że jestem przeznaczona do wielkich celów, genialna – ogólnie żyłam pod straszną presją i weszłam z nią w dorosłe życie. Nakręciłam się na osiągnięcia i moje życie miało sens tylko w chwili sukcesu – a potem znowu było byle jakie, szare i puste, a ja się czułam źle sama ze sobą. Ciągle mi było za mało.
Od ponad roku zajmuję się czymś, czym nie mogę się chwalić w portalach społecznościowych – i jest dobrze. Najpierw traktowałam pracę jako takie zastępcze, tymczasowe „nieprawdziwe życie”, a siebie jako obojętną obserwatorkę, ale potem naprawdę się wkręciłam i załapałam, że moje życie jest tu i teraz i liczy się nie tylko ŚWIETLANA PRZYSZŁOŚĆ (która być może nie nastąpi) i związany z nią prestiż, ale także to, czy dzisiejszy dzień był udany. Na ogół jest udany – prawie zawsze ma jasne strony.
Wolność od presji jest fajna 🙂
I o wiele łatwiej się wtedy rozwijać w wybranym kierunku.

Wolność od presji jest bardzo fajna. Zwłaszcza od presji by mieć presję (by się doskonalić, sprzątać, być perfekcyjnym, robić targety) Bo prędzej czy później kończy się to depresją
Albo innym problemem ze zdrowiem. Nasuwa mi się zwłaszcza wypalenie zawodowe. Chorobliwie ambitni często się spalają. Albo dolega im coś innego, bardziej złośliwego i trudnego do powiązania z nastawieniem do życia, pracy i osiągnięć.