Afirmatywnie o pracy seksualnej

wrz 12, 2017 | Praca seksualna od środka | 7 Komentarze

Czytam właśnie „Puszczalskich z zasadami. Praktyczny przewodnik dla miłośników poliamorii, otwartych związków i innych przygód”. To wyjątkowo afirmatywna publikacja, pełna entuzjazmu wobec różnorodności seksualnych stylów życia, potrzeb i sposobów ekspresji. Bardzo mi się podoba.

Miałam ją w rękach już wcześniej, jako początkująca poliamorystka, ale gdy tylko przeczytałam ją raz – pożyczyłam komuś i już do mnie nie wróciła. Nie dziwię się! Ostatnio znalazłam „Puszczalskich” na wyprzedaży i już nikomu ich nie oddam, bo książka jest trudno dostępna! Za to miesiąc temu ukazało się w Stanach kolejne, trzecie już wydanie (org. Ethical Slut) – możecie znaleźć je na Amazonie.

Teraz czytam przemyślenia Dossie i Janet o związkach, miłości, wolności i szczęściu i czuję się jak w domu. Podejście autorek jest mi niesamowicie bliskie. Autorki są otwarte na każdego i, jak dotąd, nikogo personalnie nie krytykują. Mój faworyt to „układ niemonogamiczny bez przyzwolenia – potocznie zwany zdradą”. Dossie i Janet wydają mi się wychodzić z założenia, że ludzie nie chcą zdradzać – po prostu nie umieją, bo jak mieliby się nauczyć, żyć inaczej, w szczerości i otwartości.

Moim zdaniem każdy powinien tę książkę przeczytać. Nawet, a może zwłaszcza, zagorzali fani monogamii. Żeby poznać inne podejścia i świadomie wybrać ponownie swoje własne. Autorki mają bowiem pełen szacunek wobec osób żyjących w świadomej monogamii z wyboru.

Ponieważ książka pomyślana jest tak, by przybliżyć świat różnorodności seksualnej zupełnie nieświadomej osobie, są tu także krótkie fragmenty o osobach LGBT+, wyznawcach Tantry i nawet pracownikach seksualnych! Podrozdzialik o tych ostatnich zacytuję Wam w całości:

Wbrew temu, czego się dowiadujemy z telewizji i z brukowców, sex workers to nie tylko zdesperowani narkomani, upadłe kobiety czy zachłanni łowcy fortun. W branży seksualnej działa wiele zdrowych i szczęśliwych kobiet i mężczyzn. Robią to, co niezbędne: leczą rany zadane przez źle nastawioną do seksu kulturę. To nasi przyjaciele, kochankowie, współpracownicy, pisarze, terapeuci i naukowcy, i artyści. Mają nam bardzo wiele do powiedzenia na temat ograniczeń, wyznaczania norm, porozumiewania się, pokonywania trudności i sposobów na rozwijanie się, zbliżanie do siebie i osiąganie spełnienia poza tradycyjnym monogamicznym związkiem. Nie myśl, że więzi łączące seksualnych pracowników z ich klientami muszą być chłodne, bezosobowe czy poniżające, albo że z usług osób trudniących się prostytucją korzystają tylko nieudacznicy. Wiele relacji pomiędzy klientem a prostytutką doprowadziło do długotrwałego połączenia, obu stronom dało dużo ciepła i czułości. Przedstawiciele i przedstawicielki najstarszego zawodu świata mają nam wszystkim do zaoferowania wielowiekową mądrość: rozumieją, akceptują i zaspokajają nasze pragnienia. To prawdziwe specjalistki i prawdziwi specjaliści w dziedzinie seksu.

Totalnie się zgadzam, choć niestety zdaję sobie również sprawę z tego, że na polskim gruncie wiele osób z branży to nieszczęśliwe wyrobniczki, które są zatrudnione w tak złych warunkach i otoczone ludźmi o takiej mentalności, że nie bardzo mają jak patrzeć na swoją pracę w kategoriach bycia OK. Trudno mówić o wartościach w kontekście pracy za głodowe stawki i łamania praw człowieka.

Niejako a propos chciałabym zaprosić Was do lektury najnowszego tekstu na SexWork.info: Czym warto kierować się przy wyborze agencji? Początkowo miałam go napisać przy współpracy z innymi pracownicami z agencji, ale niestety byłam zbyt zapracowana, by z nimi to przedyskutować. Ale może jeszcze kiedyś napiszemy wspólnie wersję 2.0. Będę bardzo wdzięczna za komentarze!

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

7 komentarzy

  1. Zdzisław Śmietana

    „…ludzie nie chcą zdradzać – po prostu nie umieją, bo jak mieliby się nauczyć, żyć inaczej, w szczerości i otwartości.” Pff, naprawdę. Ludzie nie akceptują tego czego się boją, a najczęściej boją się prawdy. Sama prawdy nie akceptujesz, nie podchodzisz do niej otwarcie, a na szczerość reagujesz tak jak większość ludzi w tym kraju – niechęcią, lękiem, nieufnością i podejrzliwością. Czyli znowu hipokryzja. Łatwiej jest osiągnąć postawione sobie cele unikając mówienia prawdy tak bardzo jak to tylko możliwe. Sprzedaje się tylko to, co ludzie chcą usłyszeć i z czym czują się bezpiecznie.

    Odpowiedz
      • Zdzisław Śmietana

        A ja nie rozumiem czego nie rozumiesz.

        Odpowiedz
        • Święta Ladacznica

          Całości, choć sprowadza się ona do pojęcia prawdy. Gdybym wiedziała, co masz na myśli, mówiąc o prawdzie, może umiałabym zrozumieć resztę.

          Odpowiedz
          • Zdzisław Śmietana

            Na myśli mam to co powiedziałem i co mówiłem już wcześniej. Prawda się nie sprzedaje. Ludzie nie chcą słyszeć prawdy, boją się jej. Prawda wytrąca ich zwykle z kokonu bezpieczeństwa, a tego nikt nie lubi. Ludzie wolą słyszeć to co rozumieją, to na co są przygotowani. I nie ma tu znaczenia czy to coś złego, czy dobrego. Wydaje mi się, że moja metamorfoza dobiega końca. Odnalazłem swój punkt odniesienia. Prawda, a właściwie jej brak w codziennym, społecznym życiu. Teraz muszę to zamknąć w sejfie niczym wiecznie kręcący się bączek, zupełnie jak w Incepcji, i wracać do tego punktu odniesienia za każdym razem kiedy pojawią się jakieś wątpliwości. Teraz wreszcie rozumiem czemu kobiety chodzą do klubów i uczestniczą w tym samym idiotycznym tańcu pozorów pozbawionym wszelkiego szacunku do siebie nawzajem (vide sytuacja poglądowa z Pokolenia Ikea). Dlatego, że alternatywą jest konieczność wzięcia prawdy na klatę. A ja głupi całe życie myślałem, że prawda jest wartością najwyższą, „cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos”, itd. A tu chodzi tylko o grę pozorów, postępowanie wedle zrozumiałych i prostych schematów i dobre samopoczucie. Teraz też rozumiem czemu większość amerykanów odpowiada „great!” na każde „how are you?”. Prawda nikogo nie interesuje, prawda jest przygnębiająca, prawda wymaga namysłu, wysiłku i konfrontacji. Nigdy więcej nie dam się podpuścić na żadne „o czym myślisz”. To nikogo nie interesuje. Ludzi interesuje punkt zaczepienia, możliwość odniesienia się, zabrania stanowiska, wykazania, pokazania swojej wiedzy i błyskotliwości, poczucia fajnym, wartościowym. Jeśli prawda będzie zbyt wyjebana w kosmos, poczują się tylko głupi i śmieszni. Znowu, tego nikt nie lubi. Łatwiej jest znielubić osobę, która tworzy wewnętrzny konflikt, niż konfrontować się z własnym urażonym ego i to jeszcze w towarzystwie tego rozmówcy. I ostatecznie, pomyśl jak niesamowity dystans do swojej własnej osoby daje świadomość, że prawda nie ma znaczenia. (W sumie komu ja to mówię, w końcu sama zajmujesz się spełnianiem marzeń w pewnym sensie.) Liczy się tylko efekt. A skoro tak, to nie ma niczego co może boleć, bo dlaczego by miało? To tylko gra pozorów. Myślę, że dostatecznie długo z tym zwlekałem troszcząc się o nieistotne rzeczy. Grę czas zacząć. Ciekawe, że to faktycznie wyzwalające uczucie. 😉 Dobranocka

          • zielony przylądek

            Zgadzam się z Tobą i jednocześnie nie zgadzam. Trąci tu jakąś podbudową emocjonalną i skrzywdzeniem, które objawia się w bardzo prostym stwierdzeniu: nie „mam to w dupie”. Niektórzy lubią prawdę, nawet jak jest dla nich trudna. Znam takich ludzi, nie jestem na 100% przekonana czy sama do nich należę, ale znam. Tyle, że to nie jest ważne. Ważne jest, czy ktoś umie przyjąć prawdę i ją docenić, niekoniecznie się z niej ciesząc. Takich ludzi już jest naprawdę sporo. Albo obracasz się w kiepskim towarzystwie po prostu. „Pokolenie Ikea” jak i cały blok Piotra C. to satyra, przerysowanie, a nie jakaś prawda objawiona o życiu i ludziach. No i, co najważniejsze, nawet jeśli prawda się nie opłaca społecznie, to co z tego? To wartość autoteliczna, nie sprowadzałabym jej do zysku. Dla mnie, w takich momentach, kiedy prawda jest niewygodna nie mówię jej, dlatego że ma mi się opłacić, przynieś u kogoś zysk. Chodzi o to, żeby być fair z samym sobą. Prawda definiuje człowieka. Oczywiści można się wkurzyć i mieć wyjebane, bo się nie opłaca, ale jakim staniesz się wtedy człowiekiem we własnych oczach? Moim zdaniem, koniec końców to się najbardziej liczy, żeby być wartościowym dla siebie, a nie dla jakiś idiotów, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić. To też definiuje ludzi, z którymi ma się relacje i zatacza szersze koło. Naturalna selekcja od debili i debilek z pozornym ego, które można urazić nieodpowiednim spojrzeniem. No nie, dziękuję, zostanę przy tej nieopłacalnej prawdzie.

          • Zdzisław Śmietana

            Ja bardzo lubię prawdę. Uważam, że świat byłby dużo lepszy, gdyby ludzie potrafili mówić, jak i przyjmować prawdę, w najprostszy sposób z możliwych. Natomiast żyjemy w tak zakłamanym, dwulicowym i nieszczerym społeczeństwie, że oferowanie prawdy, zwłaszcza kobietom, jest najczęściej traktowane jak potwarz. Wpis ten nie dotyczy towarzystwa w którym się obracam, chociaż i tam 100% prawdy zaczęłoby na jakimś etapie być męczące. Wpis dotyczy ludzi nieznanych od których aby coś zyskać, bez znaczenia co to takiego, należy raczej prawdy unikać, niż się z nią obnosić. „Pokolenie Ikea” jest satyrą, natomiast z moich doświadczeń i doświadczeń osób, które znam od lat wynika, że bardzo realną satyrą, a często nie dość przerysowaną, bo wręcz nie nadąża za realiami. A dlaczego nie należy sprowadzać prawdy do zysku? Jeśli mówienie prawdy jest kosztem, to należy jej unikać, bo dlaczego ktoś chciałby być stratny w relacjach z innymi? Ja jestem wartościowy sam dla siebie, natomiast nie na tym polegają interakcje z innymi. Jeśli widzę, że ktoś jedno mówi, a drugie robi, to dlaczego mam udowadniać tej osobie, że jest kompletnie niespójna, a tym samym niegodna zaufania i nawiązywania jakiejkolwiek głębszej relacji? Myślisz, że ludzie przyłapani na byciu hipokrytami uśmiechają się szeroko i mówią: „No faktycznie, masz rację, jestem jebanym hipokrytą, ale to ze strachu, nie radzę sobie z życiem i tylko tyle zdołałem wymyślić do tej pory celem ochrony siebie, natomiast ty mnie właśnie zdemaskowałeś. Gratuluję przenikliwości i teraz muszę się zamknąć w domu na miesiąc, żeby wymyślić coś lepszego”. Gdyby potrafili szczerze się do tego przyznać, to nie musieliby być hipokrytami. Najczęściej będą po prostu szli w zaparte, bo obnażenie ich hipokryzji pozbawi ich poczucia bezpieczeństwa, a to z kolei budzi agresję i niechęć, stanowi dla nich stratę, ujmę. A jakim stanę się człowiekiem unikając obnażania kłamstw innych ludzi? Praktycznym, skutecznym, lubianym. 🙂 Wtedy będę dla siebie jeszcze bardziej wartościowy niż już jestem, bo nie będę na każdym kroku napotykał się na konflikt wewnętrzny, który z jednej strony wymaga mówienia prawdy, a z drugiej oczekuje, że ludzie prawdę docenią. Oglądałem wczoraj po latach „American Beauty”. Piękny film o tym co ludzie myślą, a co faktycznie chcą powiedzieć i na jaki konflikt napotykają wewnątrz chcąc sprostać różnym sprzecznym warunkowaniom. „Never underestimate the power of denial”.

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *