Dzisiejszy klient uświadomił mi bardzo ważną rzecz.
Rozmawialiśmy sobie tak, jak lubi – czyli wulgarnie – i nagle rzucił, że widzi po mnie, że szukam kogoś, kto zaakceptowałby to, że pracuję w burdelu, jestem dziwką i uwielbiam seks.
Nie, nie chodziło mu o związek, ale właśnie jestem w fazie myślenia o bliskich relacjach i tak mi się nałożyło… Bo poniekąd miał rację. Brakuje mi akceptacji. Dostaję tolerancję – to nie to samo.
Niedawno miałam kłótnię ze swoim przyjacielem, po której się popłakałam.
Pierwsze, o co zapytała mnie koleżanka z pracy:
– Nie podoba mu się, że tu pracujesz? Wyzywa cię?
Nie trafiła, ale myślę, że zapytała mnie o to, ponieważ jest od kilkunastu lat w zawodzie i wie, o co dziewczyny kłócą się najczęściej.
To smutne, że czasami klient okazuje dziewczynie znacznie więcej zrozumienia i wsparcia niż jej własny chłopak.
Rozumiem, że chłopak pracownicy seksualnej może być zazdrosny; wiedzieć, że twoja partnerka pewnie właśnie bierze do ust penisa innego faceta… to może być problem w związku… Ale nie wyobrażam sobie, że mógłby ją wyzywać!
To wyżej to figura retoryczna. Mojej wyobraźni nic nie dolega, ja wiem, że to powszechna sytuacja. Po prostu nie umiem tego zaakceptować.
Myślę sobie, że jeżeli nie masz szacunku do osoby, z którą jesteś, to natychmiast się z nią rozstań. Dzisiaj.
Tracisz czas – jej i własny.
Co gorsza, możesz się przez to zmienić przy niej w osobę, którą wcale nie chcesz być. Możesz ją traktować w sposób, w jaki wcale nie chcesz być traktowany/a.
W zdrowym związku chłopak prostytutki powinien ją wspierać.
Zarówno wtedy, kiedy to „tylko praca” lub „znienawidzona praca, ale nie widać lepszego wyjścia”, jak i wtedy, gdy to jest – jak u mnie – „ulubiona praca, nie zamieniłabym jej w tym momencie na żadną inną”. To trudne, ale bez tego można mówić tylko o jakiejś parodii związku.
Ciekawie robi się wtedy, gdy chłopaka podnieca lub cieszy, że ma taką zmysłową, doświadczoną partnerkę i że jest tym jedynym, który ma również jej serce. Byłam kiedyś w takim związku – bardzo dobrze nam się wszystko układało. Tylko że swojego partnera poznałam w pracy… to był jeden ze stałych klientów różnych agencji.
(Nie, nie zrezygnował z odwiedzania ich po tym, jak się związaliśmy. Jakoś nigdy nie miałam z tym problemu).
Chciałabym mieć znowu chłopaka, dla którego moja praca jest czymś atrakcyjnym. Niekoniecznie musi być atrakcyjna pod względem erotycznym – mógłby po prostu cieszyć się, że robię to, co sprawia mi przyjemność lub że jestem odważną dziewczyną, która sięga po to, czego chce.
Wierzę w miłość, która nie stawia ograniczeń i pozwala drugiej osobie realizować się tak, jak ona pragnie tego najbardziej.
I takiej właśnie miłości Wam życzę!
I takiej właśnie miłości Wam życzę!

W zdrowym związku chłopak powinien wspierać dziewczynę w dążeniu do jej szczęścia do spełniania marzeń i aspiracji, bez względu na to czy będzie ona sex workerką czy doktorem astrochemii
Nomen omen znam jedną doktor astrochemii i właściwie z rozmów stwierdzam że w wielu kwestiach ma te same problemy co Ty. Nie może znaleźć partnera który by ją wspierał, w jej marzeniach, bo kulturowo powinna być niżej, być jakoś gorsza od partnera, ona zaś jest na bardzo wysokim poziomie i większość mężczyzn to zniechęca. Każdy jej partner cenił jej inteligencje ale jej inteligencja miała być przede wszystkim dla niego, nie dla niej. Totalnie różne przypadki a jednak ten sam problem
Mm, bo współcześni mężczyźni (jako grupa, nie jednostki) jeszcze nie nauczyli się radzić sobie z tym, że kobiety są niezależne i zajmowanie się rodziną nie jest już ich główną ambicją – że oprócz tego albo wręcz zamiast tego chciałyby… czegoś jeszcze. Mieć własny biznes, rozwijać się naukowo czy realizować swoje pasje. Nadal wielu mężczyzn traktuje kobietę jako dodatek do siebie albo wprawdzie tak nie ma, ale boi się, że nie sprosta wymaganiom niezależnej, inteligentnej partnerki. Dawno temu miałam grono koleżanek, ambitnych dziewczyn z dobrych domów, i jeszcze na studiach wszystkie one nie miały żadnych doświadczeń damsko-męskich. Co było z nimi później, nie wiem.
Niestety. Wciąż szukamy drugich połówek zamiast drugiej jednostki.. Znam też sporo dziewczyn co studia porobiły by przy okazji znaleźć męża. Utkwiła mi jedna robiąca studia rok niżej. Na pytanie jaki ma plan na przyszłosć powiedziała ze zostanie żoną jednego bogatego przyszłego rolnika i to jej wystarczy. Tylko po co jej była bankowość to ja nie wiem
Masakra. Zajęła tylko komuś miejsce na uczelni. To znaczy dobrze, że się wykształciła, bo jakby miała odejść od męża, bo coś, to ma większe szanse na pracę…
Widzę, że też nie lubisz idei „drugiej połówki”?
Nie lubię. To ograniczający frazes bo podświadomie daje usprawiedliwienie do ograniczania siebie lub partnerki w imię związku. Związek powinien rozwijać
Cudowny emocjonalny wpis. Znam dziewczyny które mają tak jak piszesz — i męża i dziecko, i jak się poznała z mężem, to od razu mu powiedziała gdzie pracuje. Mąż czasem przyjeżdza do jej mieszkania pomóc coś, meble ustawić, pomalować. 🙂