Spotkałam się wczoraj w większym gronie i rozmowa zeszła w pewnym momencie na wymienianie różnych form przyjemności. Seks pojawił się dosyć późno i jeden z mężczyzn zaczął to tłumaczyć tym, że z seksem to nigdy nie wiadomo, jest skomplikowany, nie zawsze w parze z orgazmem idzie przyjemność i jak się pójdzie do prostytutki, to orgazm owszem, będzie, ale zabraknie bliskości i przyjemności właśnie.
Przykład prostytutki pozamiatał dyskusję – jedna z koleżanek rzuciła tylko „to zależy”, reszta nijak się nie odniosła. Sama posłałam rozmówcy spojrzenie pod hasłem „co ty tam wiesz”, ale oczywiście i na szczęście nie zostało dostrzeżone. Nic nie skomentowałam, bo – znając siebie – zrobiłabym to nazbyt emocjonalnie i nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. Ostatecznie to miało być lekkie spotkanie.
W każdym razie koleżanka miała rację z „to zależy”. Od niego, od niej i od interakcji między nimi. Z wieloma klientami nie jestem w stanie nawiązać emocjonalnej bliskości: przychodzą na mechaniczny stosunek i nic więcej im nie dam, bo nie zamierzają tego wziąć. Jeśli przyszedłby do mnie ktoś o mentalności wspomnianego wyżej mężczyzny, to przecież całym sobą demonstrowałby, że chce się tylko rozładować. Nie przebiję się z innymi propozycjami. Nie zmienię też jego podejścia: jeśli on uważa, że spotkanie ze mną go poniża i świadczy o jego desperacji, no to trudno…
Czasami na bliskość i przyjemność nie ma miejsca dlatego, że zwyczajnie nie jesteśmy dogranymi kochankami. Możemy mieć inne preferencje seksualne, możemy nie nadawać na wspólnych falach i mimo wzajemnych chęci nic szczególnego nam nie wyjdzie. Czasami mężczyzna zdradzi swoje poglądy polityczne lub wyrazi się pogardliwie o jakiejś grupie i nie jestem w stanie nic poradzić na to, że mi się wszystkiego odechciewa. To rzadkie sytuacje, ale się zdarzają. Wtedy pozostaje… cóż, świadczenie usługi. Profesjonalnie, ale bez większego przekonania.
Bywa jednak tak, zwłaszcza przy dłuższych spotkaniach (choć nie tylko), że między klientem a mną coś zaiskrzy. Pojawi się nić porozumienia i sympatii, wzajemne zaangażowanie – i wtedy łatwo i o przyjemność, i o bliskość. Niekiedy aż przykro się rozstawać. Dla niektórych mężczyzn to kluczowe. Bywa, że piszą do mnie, że zależy im na nawiązaniu jakiejś więzi i nie są jeszcze pewni, czy będą mieli ochotę na stosunek. Wolą się spotkać na kawie lub na kolacji i zobaczyć, jak to między nami będzie.
U innych dziewczyn (i nie tylko dziewczyn) też bywa z tą bliskością różnie. Są takie, które po prostu z definicji swoich klientów (i swojej pracy) nie lubią. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby moje koleżanki z pierwszej agencji, podchodzące do świadczenia usług seksualnych jak do wyroku na całe życie, były w stanie zaoferować w łóżku coś więcej niż mechaniczne rozładowanie napięcia. Inni po prostu mają taką osobowość, że trzymają klienta na dystans. Nie każda pracownica seksualna spełnia się w girlfriend experience – są i takie, które oferują wyłącznie przygodny seks. Który może być bardzo dobry i przyjemny, ale pozbawiony głębszych warstw. Emocje są trudne, a przywiązywanie się do klienta często boli – więc bezpieczniej jest tego nie robić niż potem lizać rany, gdy on przestanie dzwonić lub w inny sposób okaże brak wzajemności. Sama do dziś pamiętam, jak bardzo odczułam to, że mój były stały klient po wielu miesiącach ciszy zaprosił mnie jako drugą dziewczynę do trójkąta. Oczywiście miał do tego pełne prawo. Ale jednak nie było to dla mnie komfortowe.
Tak więc z tą bliskością i przyjemnością rzeczywiście jest bardzo różnie. Niektórzy działają zgodnie ze stereotypem, jednak opcji jest znacznie więcej.

Przeczytałem z ogromnym zainteresowaniem. O wielu rzeczach nie wiem i nie znam się na wielu. Dlatego, jak zwykle, napiszę coś nie tyle od siebie, co o sobie. Doświadczenia randkowego nie mam w zasadzie żadnego. Nigdy nie byłem w agencji i nigdy nie będę. Jeśli miałbym się spotkać z dziewczyną, to jedynie opcja GFE wchodziłaby w grę, tak sądzę. Doskonale rozumiem tę potrzebę wcześniejszego spotkania się na kawie, na spacerze, w kinie. Myślę, że jestem tak „skonstruowany”, że potrzebuję poczucia bliskości, jakiejś więzi, chęci zrozumienia i akceptacji, empatii i sympatii. Dlatego uważam, że emocjonalność takiego spotkania intymnego byłaby dla mnie dość ekscytująca. Mimo wszystko trochę niepokoi mnie ta wspomniana przez Ciebie możliwość odniesienia ran i zranienia. To niezwykle interesujące, dlatego, że w ogóle emocje przeżywane przez ludzi są niezwykle interesujące. Wychodzę z założenia, że emocje, bliskie relacje międzyludzkie, są nam potrzebne. Bo jesteśmy ludźmi. Istotami emocjonalnymi. Mniej ważne, czy są pozytywne czy negatywne. Przeżywanie każdej uświadamia nam, że żyjemy. Być może po coś. A fajnie jest mieć świadomość, że się żyje.
Z tym zranieniem jest tak, że pracownica seksualna bierze to na siebie. Jeżeli się angażuje, to wiadomo, że coś takiego może się wydarzyć. Klient nie powinien czuć się zraniony, klient w końcu płaci m.in. za bezproblemową relację i rolą pracownicy/pracownika jest mu to zapewnić. Ale wiadomo, że kiedy spotkają się dwie osoby i spędzą ze sobą trochę czasu, to może się między nimi zdarzyć praktycznie wszystko.
Zdarzyło Ci się że kogoś zraniłaś mimowolnie, choćby jakiegoś zakochanego klienta? Zdarzają się tacy?
Zdarzyło mi się parę razy zerwać kontakt z klientem, któremu zależało na mnie w nieodpowiedni, nadmierny sposób, który był zbyt nachalny lub który zrobił coś, czego absolutnie nie mogłam tolerować. Na pewno było to trudne także dla tej drugiej strony.
Mam tu kogoś szczególnego na myśli, młodego, dość samotnego chłopaka… ale niestety nie mogłam kontynuować tej znajomości. Gdybym była zwykłą dziewczyną w relacji z tym chłopakiem, to by nam wyszedł toksyczny związek zbudowany na litości.
Poza tą jedną sytuacją taki jednoznacznie zakochany klient z kwiatkami i sercami jeszcze mi się nie zdarzył. Jeżeli ktoś się mną zafascynuje i chce ze mną spędzać dużo czasu, rozumiejąc, że czas=pieniądz i nie przekraczając moich granic, to chyba nam się relacja układa. Tak myślę. W każdym razie jest kilku mężczyzn, z którymi mam niestandardowe, satysfakcjonujące relacje.
Możliwe, że o czymś nie wiem, nie zauważyłam, nie zapamiętałam.
To mi znowu próbowali co poniektórzy wmawiać (teraz, w klubie nocnym, goście Polacy też to robią, to chyba mentalność polska, za granicą jest to zwykłą pracą), że cierpię w tej pracy i coś strasznego musiało mnie spotkać, że się na to zdecydowałam. A jak słyszą, że nie i mój facet jest tego samego zdania, to twierdzą, że jestem młoda i głupia, a facer beznadziejny. I weź z takimi się czuj swobodnie i się rozluźnij, baw się dobrze, czy z seksem czy bez niego… Istny dramat.
PS. Zostawiłam Ci maila pod tamtą notką.
A niech spadają. Wmawianie traumy brr – i jak tu potem z kimś takim pracować? Mnie się dawno taki na szczęście nie trafił. W sumie to takie teksty i postawy kojarzą mi się głównie z agencją. Nie rozumiem tylko, czemu ludzie z takim nastawieniem przychodzą korzystać z naszych usług, przecież to totalna hipokryzja. Ciekawe, co się dzieje w ich głowach, kiedy myślą o sobie jako kliencie…
Maila widziałam i bardzo za niego dziękuję, odezwę się niebawem 🙂
Kwestia uwarunkowań kulturowych. Od dziecka nam się wmawia że branża seksualna to najgorsze dno. Więc naturalne że jesteśmy święcie przekonani że ta dziewczyna świadcząca takie a nie inne usługi jest albo pokrzywdzona przez los albo skrajnie głupia.
Podobnie jest z pracą fizyczną. Wielu moich znajomych uważa ją za jakiś dyshonor i ujmę. Jak ktoś po studiach pracuje jako kafelkarz to na pewno musi być do tego zmuszony przez zły los, albo pewnie był za głupi na „normalną” pracę.
O, to z pracą fizyczną jest dobrym przykładem. Sama nadal ulegam temu błędowi w myśleniu, bo w moim domu uważało się, że praca fizyczna jest poniżej godności szanującego się intelektualisty. A przecież wystarczy, że ktoś lubi ruch i działanie rękami…
Mam znajomego, skończył jeden z przyszłościowych kierunków. Zajmuje się tworzeniem prostych mebli i go to satysfakcjonuje. I choć wszyscy wiemy że on to robi z pasji to jednak większość z nas podchodzi do tego jak do marnowania czasu
Wytłumacz mi proszę ten paradoks. Z jednej strony mówisz, że jesteś poliamoryczna, a z drugiej wspominasz o kliencie z którym się zbliżyłaś, ale trójkąt z drugą kobietą nie był dla Ciebie komfortowy. Czy poliamoryzm oznacza, że Ty możesz robić co chcesz, bo jesteś wyzwolona, ale klient, który na dodatek płaci za usługę, już powoduje w Tobie dyskomfort psychiczny, bo jest jeszcze jakaś kobieta oprócz Ciebie i już nie jesteś jedyna i wyjątkowa? To nie nazywa się przypadkiem podwójnym standardem?
Poliamoria to bardzo szerokie pojęcie, wiesz? A ludzie nie są doskonali. I jest też wiele niuansów, które czynią to zjawisko bardzo złożonym. Jeśli ktoś o mnie zapomina na wiele miesięcy, a potem wzywa na trzecią do trójkąta i całe spotkanie traktuje per noga, to jest mi przykro i tyle. Notabene to było nasze ostatnie spotkanie.
Argument z „płaci za usługę” wyciągasz akurat zawsze wtedy, kiedy ktoś ma u mnie mega zniżkę i właśnie danego dnia, kiedy powstała notka, przestał ją mieć ;).
Serio mam poczucie, że wstałeś dzisiaj z łóżka lewą nogą.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Poliamoria Dla mnie to nie jest szerokie pojęcie, ani złożone. Jeśli ktoś o Tobie zapomina, to ma do tego pełne prawo. Nic Ci nie jest winien, ani Ty jemu. A jak postanawia ponownie zapłacić za usługę, to nie widzę powodu dla którego Tobie ma być przykro, bo jemu się nie chce starać lub bo jest tam jeszcze jakaś kobieta. Nie płaci przypadkiem również za Twoje staranie się? Czy powinien może kwiaty przynieść oprócz umówionej stawki? Nie wstałem lewą nogą. Przeczytałem komentarze napisane 7 miesięcy temu.
No to musisz je teraz na mnie odreagowywać?
Szerokie, złożone, wieloaspektowe, idealistyczne. Nie ma dwóch identycznych osób poliamorycznych.
Klient dostał moje staranie się. Skąd pomysł, że nie? Uczucia zachowałam dla siebie – i dla czytelników.
Jakbyś nie zaprzeczała sama sobie, to pewnie nie miałbym czego odreagowywać. I nie, nie muszę. Mogę iść wpizdu bez słowa, ale wspominałaś ostatnio coś o relacji, która już powstała i postanowiłem się podzielić w kreatywny sposób moim wkurwieniem.
Poliamoria nie zakłada idealizmu. To już dośpiewałaś sobie sama. Idealizm każdy nosi w sobie swój niezależnie od wyznania czy przekonań politycznych. Na przykład widzisz teraz przejaw mojego wkurwionego idealizmu. Nie ma dwóch identycznych osób. Natomiast rzucanie terminem poliamoria nie oznacza, że każdy sobie czuje i myśli co chce. Czuje i myśli co chce, bo do tego uprawnia go względna wolność naszego w tym przypadku kraju. Poliamoria oznacza „istnienie w systemach poliamorycznych wielu jednoczesnych związków miłosnych przy zachowaniu szczerości i otwartości”. A także: „kładzie się nacisk na więzi emocjonalne obejmujące partnerów”. Widocznie nie omówiłaś z nim swoich oczekiwań względem Waszej relacji, skoro poczułaś się urażona tym, że facet zrobił co chciał i dokoptował Cię do kolejnej laski i poczuł panem sytuacji.
Poliamoria jest idealistyczna. Podobnie jak miłość monogamiczna. W praktyce, kiedy spotkają się już ludzie ze swoimi różnymi pragnieniami, lękami, oczekiwaniami, doświadczeniami itd., wychodzi różnie. Na przykład pojawia się zazdrość. Albo potrzeba braku zmian. Albo doświadczenie odrzucenia przekładające się na nową relację.
Oczywiście, że nie omówiłam z klientem oczekiwań, zdecydowana większość GFE nie obejmuje AŻ TAK głębokiej relacji.
Czyli nie omówiłaś z nim zasad, ale nadal poczułaś się urażona. Czy spotkanie było ostatnie, bo nie zadzwonił więcej czy bo nie odebrałaś więcej?
A Ty byś się nie czuł urażony, gdyby Twój stały klient nagle tak wyraźnie zaznaczył, że preferuje konkurencję?
Była inna sytuacja, bardziej zgodna, ale nie będę jej opisywać ze szczegółami. Generalnie obydwoje mieliśmy jasność, że to koniec.
Nie czułbym się. Nauczyłem się wyobraź sobie potulnie akceptować fakt, że jakaś kobieta preferuje konkurencję, bo to przejaw takiego nowoczesnego prokobiecego podejścia, które w swym założeniu udowadnia jak bardzo kobiety są wyzwolone i jak bardzo nie muszą się przejmować uczuciami mężczyzn. A skoro nikogo to nie obchodzi, to szkoda na to energii.