Dyskryminacja do końca świata i jeden dzień dłużej

wrz 19, 2021 | Społeczeństwo, kultura i zmiany | 0 komentarzy

Pierwszych przejawów dyskryminacji nawet nie pamiętam.

Byłam wtedy noworodkiem. Panieńskim dzieckiem. Kiedy to pojęcie funkcjonowało społecznie (od wieków go nie słyszałam), nie znaczyło nic dobrego.

Kolejnych aktów dyskryminacji nie umiałam pojąć, choć je pamiętam. Bo komu miałoby przeszkadzać to, że nie chodzę na religię, czy że moi rodzice właśnie się rozwiedli? A jednak przeszkadzało. Na tyle, że byłam jak trędowata – dzieciaki wolały mnie nie znać.

Może to rodzice im zabraniali. Mnie też próbowano zabraniać zabawy z koleżankami.

Potem były kolejne sytuacje, kiedy coś we mnie przeszkadzało otoczeniu. Dlatego dość szybko nauczyłam się odrzucać ludzi, którzy mnie nie akceptują zamiast ukrywać różne fakty na mój temat przed bliskimi.

Popełniałam inny błąd. Długo wierzyłam w to, że istnieją akceptujące grupy społeczne. Takie, gdzie akceptacja jest bezwarunkowa, a nie w granicach niepisanych norm danej społeczności. Gdzie ludzie szczerze lubią innych ludzi, a nie tylko grają w grę „w naszej banieczce jesteśmy jedną wielką rodziną”, usuwając systematycznie każdego, kto zaburza społeczny ład.

No i to się okazało jednym wielkim kłamstwem. Wszędzie obowiązuje zasada „nie gadamy z nią, bo ona jest nie taka jak powinna być”, nie tylko w szkole i nie tylko wobec dziecka rodziców, którzy rozwiedli się w latach ’90. Wszędzie też obowiązują zakazy odzywania się do wyklętych.

Już wiosną wiedziałam, że jak tylko wyłamię się z obowiązującej narracji o pracy seksualnej jako czymś z definicji fajnym (choć nie dla każdego), skończy się pozorne wsparcie oraz pozorna sympatia i wylecę z hukiem. Jeszcze słowa nie napisałam, a już wiedziałam, że przemyślenia odnośnie moich doświadczeń po prostu nie przejdą wśród aktualnych pracownic seksualnych.

(Niektórzy z tego powodu stosują autocenzurę we własnych myślach. Lęk przed odrzuceniem ze strony społeczności skutecznie paraliżuje ich umiejętność niezależnego myślenia i zwyczajnie nie są w stanie wyjść poza bariery w swoich głowach).

Jedyne, co mnie zaskoczyło, to fakt, że ktokolwiek okazał mi wsparcie. Jedna osoba. Aż. I to publicznie, a nie w formie wiadomości na priv.

Oczywiście też wyleciała, tego samego wieczoru.

Moi bliscy nie tworzą żadnej grupy. Większość nie zna siebie nawzajem albo kiedyś się poznali, ale nie utrzymują ze sobą kontaktów. Pochodzą z różnych środowisk i należą do kilku pokoleń. Czerpią informacje z różnych baniek, nawet wrogich względem siebie.

Łączy ich kilka cech. Po pierwsze, umieją myśleć, a także się nie zgadzać. Po drugie, akceptują mnie za charakter, a nie za aktualne poglądy. Po trzecie, punkt drugi został zweryfikowany przez życie.

PS. Robocza definicja myślenia użyta w tekście powyżej: wewnętrzny dialog kilku różnych opinii pochodzących z wielu źródeł, z których czasem wyłania się jakiś konsensus… albo i nie.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *