Studio BDSM.
Pojawia się nowe zdjęcie z zabaw, jest kilka komentarzy, a potem „uwaga, psychopata!” i opowieść bohatera zdjęcia o przekroczeniu konsentu, niereagowaniu na wyjście uległego ze sceny i mówienie o przemocy i policji i zmanipulowaniu osoby zaufanej – żony, która cały czas była pod telefonem. Uległy w końcu uciekł oknem.
Właściciel studia nie widzi problemu, z jego perspektywy sprawa wyglądała inaczej, ot piesek się popłakał, psycha siadła, cóż, on tak lubi i uprzedzał, że tak lubi. A przecież żona zawsze mogła zareagować.
Przychodzi żona i pisze, że zareagowałaby, gdyby właściciel studia dotrzymał umowy i zadzwonił zamiast pisać smsy, więc nie miała świadomości, CO bagatelizuje i że złamano jeszcze inne ustalenia – w drastycznym finale miało wziąć znacznie więcej osób, niż zaplanowano z nią, Panią uległego.
I jeszcze, że padła fraza zbliżona do „jestem właścicielem firmy, mam lepszych prawników”.
Fajna sesja, c’nie?
Dzisiaj pozostaje mi się OGROMNIE cieszyć, że ja już jestem z osobą, której ufam absolutnie i nie muszę nikogo szukać. Nie żebym chciała, BDSM przestało mnie ostatnio kręcić, ale już jestem bezpieczna i nie wpadnę jak śliwka w kompot.
Jestem tak wstrząśnięta tą sprawą, że aż mnie zamroziło.

0 komentarzy