Raz na ruski rok kontaktuje się ze mną kobieta, a nie mężczyzna. Do tej pory spotkałam się z dwoma typami, jeden gorszy od drugiego. Pierwszy to fantastki, które opowiadają niestworzone historie i oczywiście wcale nie mają zamiaru się spotkać. Dopuszczam możliwość, że tak naprawdę jest to jedna kobieta z kilku różnych numerów. Drugi typ to “chcę zrobić niespodziankę partnerowi”. Ponieważ raz już się na takiej niespodziance (zorganizowanej dla partnerki) mocno przejechałam – okazało się, że osoba mną “obdarowana” wcale nie miała ochoty na żadne trójkąty – odmawiam twardo. Ma być zainteresowanie ze strony obu osób, albo ucinam rozmowę i do niezobaczenia.
Czasami jednak jestem proszona o znalezienie osoby do trójkąta spośród dostępnych w Polsce escortek. Przez cudzoziemca, który nie ma polskiego numeru, nie mówi po polsku i generalnie nie za bardzo rozumie realia polskiej branży, czyli że z większością dziewczyn umawia się na za kilka godzin, a nie z wyprzedzeniem. Tak więc nie ma opcji, że pan przedstawi się swoim męskim głosem, po czym przekaże słuchawkę mnie jako osobie bardziej kompetentnej językowo. I wtedy zaczyna się dramat…
Znalezienie w Polsce dziewczyny, która umawia się z parami graniczy z cudem. To wiem, bo słyszę to od moich potencjalnych klientów. Znalezienie dziewczyny, która nie tylko umawia się z parami, ale jeszcze nie dostanie ataku serca, słysząc w słuchawce kobiecy głos… koszmar.
Przed chwilą właśnie miałam ciekawą sytuację. Zadzwoniłam do pani, z którą mój klient wstępnie już rozmawiał i która podobno z parami się umawia, tylko że dogadać się z nią po angielsku… Klient wymyślił, że mnie będzie łatwiej potwierdzić, że istotnie jestem zainteresowana oraz ustalić warunki niż żeby on miał się z nią męczyć w języku, którym ona ledwo włada.
Dzwonię więc na wskazany w ogłoszeniu telefon. Prawie natychmiast odbiera młoda, entuzjastyczna dziewczyna.
– Dzień dobry – mówię. – Czy rozmawiam z X?
– Nie, proszę pani, to pomyłka.
Przeprosiłam, rozłączyłam się, a następnie trzykrotnie sprawdziłam numer.
Zgadzał się.
Czarno widzę nasz trójkąt. Albo dogramy go w ostatniej chwili, albo – znowu – nic z tego nie będzie, a ja zostanę ze sfrustrowanym klientem.
A może macie jakieś porady?
*
edycja: Udało się. Pan wygrzebał na Odlotach panią umawiającą się z parami i mówiącą po angielsku, dogadał się telefonicznie, a ja jestem zakochana w jej ogłoszeniu. Sama mogłabym takie napisać…!

0 komentarzy