Z miesiąca na miesiąc jestem coraz większą przeciwniczką kontynuowania pracy seksualnej pomimo wypalenia zawodowego.
Wiadomo – nie każdy ma wybór. Tak samo dużo ludzi w „zwykłych” pracach z powodów ekonomicznych musi pracować dalej, mimo że mają dość firmy lub obowiązków, doświadczają mobbingu etc. Ludzie mają kredyty, dzieci, długi, problemy zdrowotne wymagające dostępu do korporacyjnego pakietu medycznego i tym podobne zobowiązania, przez które nie mogą tak po prostu rzucić roboty, bo coś im nie pasuje.
Niemniej uważam, że o wypaleniu w pracy seksualnej mówi się za mało i za lekko. Jak o złu koniecznym, które kiedyś przychodzi i z którym trzeba się nauczyć żyć. Podczas gdy to zupełnie nie tak.
Przykładowe objawy wypalenia w escortingu:
- Klienci Cię drażnią, trudno Ci zachowywać się względem nich profesjonalnie (uprzejmie i miło). Wdajesz się z nimi w przepychanki słowne na czatach, warczysz na nich na spotkaniu, z byle powodu wypraszasz za drzwi.
- Tracisz dystans i zaczynasz nienawidzić mężczyzn jako płci.
- Brzydzi Cię dotyk klientów, ich obecność i wykonywanie z nimi czynności seksualnych. Coraz częściej uciekasz myślami od tego, co się dzieje na spotkaniu. Przestajesz cokolwiek czuć w kontakcie z klientem, obojętniejesz.
- Dehumanizujesz swoich klientów, widzisz ich wyłącznie jako źródło gotówki. Ich emocje i potrzeby w ogóle Cię nie obchodzą, choć dawniej byłaś bardziej zaangażowana.
- Z powodu pracy seksualnej zaczynasz mieć stany depresyjne lub lękowe, których wcześniej nie miałaś, albo nasilają Ci się objawy dawnych zaburzeń. Musisz brać leki psychiatryczne, żeby być w stanie pracować albo znieczulasz się na spotkaniach alkoholem i narkotykami.
- Seks – także prywatnie – zaczynasz traktować jak obowiązek i przestaje dawać Ci przyjemność. Tracisz dawną spontaniczność. Zanikają Twoje fantazje seksualne i libido. Przestajesz inicjować zbliżenia w relacjach prywatnych.
- Regularnie kupujesz sobie nowe rzeczy do pracy z nadzieją, że dzięki nim zachce Ci się pracować.
- Regularnie zmieniasz model biznesowy z nadzieją, że zmiana pomoże Ci polubić na nowo swoją pracę.
- Coraz częściej potrzebujesz dni wolnych, żeby być w stanie zregenerować się i nabrać ochoty do umawiania spotkań. Kiedyś wystarczyło Ci kilka dni wolnych w miesiącu, teraz są to tygodnie, a może nawet miesiące.
- Żeby dalej lubić swoją pracę, musisz dokonywać akrobacji umysłowych, na przykład wyobrażać sobie, jak źle byłoby Ci w innych miejscach, gdzie zarabiałabyś dużo mniej. Nie lubisz już swojej pracy samej dla siebie.
- Masz coraz częściej apatię albo huśtawki emocjonalne. Coraz częściej płaczesz albo przeciwnie – nic nie czujesz i nic Ci się nie chce.
- Tracisz szacunek do siebie, zaczynasz się obwiniać o niepowodzenia życiowe.
- Zaczynasz regularnie chorować fizycznie i co prawda martwisz się o dochody, ale przyjmujesz to z ulgą, bo masz wymówkę od pracy.
Jeśli dobrnęłaś do takiego stanu, że zgadza się większość punktów, to powinnaś ASAP zmienić zawód. Przestań się okłamywać, faszerować lekami i złudzeniami. Jesteś w sytuacji kryzysowej, która odbija się na Twoim zdrowiu fizycznym i psychicznym, relacjach z płcią przeciwną (jeśli prywatnie jesteś hetero) i życiu seksualnym. Z doświadczenia mogę Ci powiedzieć, że wypalenie zawodowe zawsze jest koszmarne, bez względu na zawód, ale konsekwencje wymuszonego na sobie seksu z klientem i wypracowane wtedy mechanizmy obronne są naprawdę wielkim złem, które się ciągną za człowiekiem dość długo.
Problem w tym, że znaczna część pracownic seksualnych nie realizuje na bieżąco planu B. Czyli nie budują fundamentów pod życie po pracy seksualnej. Mają odległe wizje i marzenia. Własna firma, bogaty mąż, dalsza praca seksualna, może w innym sektorze… I na wizjach i marzeniach się kończy.
Tymczasem racjonalne podejście do pracy seksualnej powinno uwzględniać ryzyko wypalenia i przygotowywanie się do przekwalifikowania. I do tego, że będzie się – przynajmniej przez jakiś czas – zarabiało mniej. (Boli, wiem. Przez pierwsze pół roku po zmianie zawodu rozpustą w moim wykonaniu było kupienie sobie batonika. Niezły szok).
Przygotowywanie się do przekwalifikowania to nic innego jak praca po godzinach nad znalezieniem swojego miejsca w życiu i rozwojem swoich kompetencji. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe – czasami ktoś pracuje seksualnie dlatego, że ciężka depresja pozwala mu tylko na kilka spotkań w miesiącu, a przez resztę czasu leży się w łóżku. Ale wtedy nader ważne jest leczenie, tak aby jak najszybciej stanąć na nogi i zacząć robić inne rzeczy.
Żeby się przekwalifikować, nie trzeba koniecznie cały czas pracować dla kogoś innego. Można się uczyć nowego zawodu przez Internet, tak jak ja to zrobiłam, a w odpowiednim momencie wejść na rynek z nowymi kompetencjami. Przy odrobinie szczęścia nikt nie będzie Cię pytał o CV. Jest pełno kursów, książek, darmowych materiałów. Można znaleźć płatne staże dla początkujących poprzez proste zamieszczenie ogłoszenia na właściwej grupie na Facebooku. Coraz więcej zawodów można wykonywać zdalnie, mając – tak jak w pracy seksualnej – elastyczny grafik, który dla wielu z nas jest ekstremalnie ważny. Można też wygospodarować czas na studia albo stacjonarne kursy zawodowe lub językowe. Czasami da się nawet upolować darmowy coaching zawodowy u osoby, która zbiera rekomendacje i praktykę, albo szkolenie z pełnym dofinansowaniem.
Taka zmiana w życiu zajmie oczywiście czas, ale moim zdaniem wiele z nas właśnie po to podejmuje się pracy seksualnej, żeby sobie ten czas kupić. I kiedy escorting stanie się kulą u nogi, a nie skrzydłami jak kiedyś – mieć dokąd odejść. Tylko trzeba o tym pomyśleć ZANIM zrobi się źle. Bo kiedy już jesteś wypalona, to masz dużo mniej energii i jest Ci o wiele trudniej skupić się na rozwoju.
Dlatego nie zaniedbuj swojej przyszłości.

0 komentarzy