Ładna, szczupła dziewczyna. Blond włosy, niebieskie oczy. W typie wielu mężczyzn. Wygadana, bystra z dystansem do pracy.
Ofertę ma standardową, nie bierze za godzinę zbyt dużo.
Nie zarabia zbyt dużo za godzinę i nie ma zbyt wielu klientów w ciągu dnia. Bo w branży kryzysik, a ona udaje przed najbliższymi, że ma inną pracę. Przychodzi na 10, wychodzi o 18. Nie bierze wyjazdów.
Prostytucja nie jest jej pasją, lubi jak klient szybko dojdzie i standardowa godzinka trwa najwyżej dwa kwadranse. Przyszła tutaj wyłącznie z powodu dochodów.
Zarobki ją rozczarowały. Zarabia tyle, ile mogłaby zarobić w sklepie odzieżowym w galerii. Jako kelnerka prawdopodobnie zarabiałaby więcej, bo w restauracjach klienci chętniej dają napiwki.
„Łatwa praca, wysokie dochody”.
Czasami jednak tylko czterocyfrowe. Z jedynką z przodu.
Nie warto.

Wydaje mi się ze do Twojej branży po prostu trzeba mieć powołanie. Sama chęć zarobku nie wystarczy. Zresztą z takim podejściem to w wielu branżach można liczyć na niewiele. Klienci (przynajmniej ja) lubią widzieć entuzjazm, nieważne czy dzwoni do nas telemarketer, chodzi o kasjerkę, sprzedawczynię w CCC czy informatora turystycznego albo przewodnika. Nastawienie zmienia wiele bo oddziałuje na całą osobę,
Mmm, bez satysfakcji z kontaktu z klientem ani rusz. To nie jest praca, w której należy po prostu wykonać swoje obowiązki. Musi być to coś ekstra, ten błysk w oku, zapał, ochota.
Sama staram się nie spotykać wtedy, kiedy nie mam ochoty albo padam z nóg, bo to po prostu widać.
A tak z ciekawości. Miewacie w branży rozmowy kwalifikacyjne?
Tak, w obydwu agencjach, w których pracowałam, najpierw miałam rozmowę z menedżerką. Obejrzały mnie sobie, dopytały o doświadczenie, opowiedziały o agencji. Koniec końców zaakceptowałyśmy się wzajemnie. Miałam też trzecią rozmowę (chronologicznie pierwszą), gdzie nie było chemii i pan się do mnie nie odezwał, a mnie ulżyło.
Ale to nie jest standard, w trakcie poszukiwań agencji nr 2 zadzwoniłam do jednego znanego miejsca przy pl. Konstytucji i usłyszałam, żebym po prostu przyszła „zobaczyć” (czyt. popracować). To znane miejsce z dużą rotacją i bardzo niskimi stawkami. Najwyraźniej dbają tam tylko o ruch, a kto przychodzi i ile pracuje – to już bez znaczenia.
Taki branżowy sweatshop. Ilość a nie jakość. Niestety ale takie miejsca to raczej norma niż wyjątek i to w wielu branżach. Niskie stawki mają swoje plusy ale nie w wypadku świadczenia usług bo w ich przypadku zaczyna występować obniżona motywacja a co za tym idzie cierpi jakość