Ludzie nie czytają ogłoszeń

lip 1, 2017 | Praca seksualna od środka | 5 Komentarze

Jest we mnie naiwna dziewczynka, która wierzy w specjalizację. Dlatego praktycznie nie posiadam ogłoszeń typu „wszystko i nic”. Ogłaszam się na wielu portalach (polskich i międzynarodowych) z różnymi ofertami. Bardzo różnymi. Są wśród nich również ogłoszenia bardzo wyspecjalizowane. Ale co z tego, skoro ludzie często-gęsto nie zapoznają się z ich treścią?

Wyobraźcie sobie, że ogłaszam się (fikcyjny przykład) z wyrafinowanymi torturami penisa za pomocą kaktusów i pokrzyw. Powiedzmy, że bardzo to lubię, ale jestem taką fetyszystką, że ograniczam się tylko do roślin. Załóżmy, że nawet napisałam to w ogłoszeniu. Wiem, że jest mała szansa, że spotkam drugiego fetyszystę roślin, ale właśnie dla niego jestem dostępna na tym portalu.

Jakie telefony odbieram w odpowiedzi na to ogłoszenie?

Co w godzince? – To pytanie jest absolutnie najbardziej wkurzającym, jakie słyszę. Za czasów agencyjnych wszystkie recytowałyśmy ze znudzeniem zakres usług, a potem rozmowa toczyła się dalej (albo i nie), często w tonie „a czy robisz …?” „nie” „a …?” „też nie” „a może dasz się przekonać?”. Teraz staram się tej rutyny unikać na wszelkie sposoby, ale odkąd mam mieszkanie, słyszę je co najmniej raz dziennie. Każde moje ogłoszenie, nawet takie wyspecjalizowane, przyciąga fanów „godzinek”. A przecież ofertę mam w ogłoszeniu… Niestety winne są agencje i (chyba?) niezależne dziewczyny, które wyklikują i wypisują co się da, jako wabiki, a na miejscu okazuje się, że tego i tamtego nie ma, a to i owo jest za dopłatą. Więc nawet się tym klientom nie dziwię, że wolą się upewnić, czy to, co przykuło ich uwagę, jest dostępne.  Ale większość w ogóle nie czyta. Bo po co…

Chcę, żeby pani torturowała mojego penisa za pomocą igieł / wosku / pasa cnoty / etc. – A pisałam, że tego nie robię! Pozostaje mi łagodnie wyprowadzić klienta z błędu.

Chcę umówić się na sesję dominacji. – Uległych mężczyzn jest zatrzęsienie, a Domin – bardzo mało. Jeśli dominuję – właśnie złapałam klienta na zupełnie inne ogłoszenie. Jeśli nie dominuję – pozostaje mi to wyjaśnić.

Chcę być Pani niewolnikiem. Zależy mi na stałej relacji. – Kolejna plaga. Nie wchodząc w szczegóły moich ofert, zaznaczę, że ulegli panowie całkiem często pragną zaplanowania stałej relacji. Jeszcze się nie spotkaliśmy, a oni już wierzą, że będzie super. I że jestem dla nich idealna. A oni, oczywiście, dla mnie. Wśród waniliowych klientów nie obserwuję tej tendencji, więc to chyba wynika z niedoboru Domin.

Czy założy mi pani pieluchę, żebym mógł ją pobrudzić? – Jak widzicie, ogłoszenie o konkretnym fetyszu może przyciągnąć dowolnego fetyszystę. Jeżeli pracuję z tym fetyszem – mam klienta. Jeżeli nie pracuję – przeważnie koncentruję się na myśli „kolejny, który nie czyta ogłoszenia!” i trafia mnie szlag. Choć przeważnie jestem miła. Co najwyżej warczę w myślach. To trochę niekonsekwentne, bo przecież mam wiele ogłoszeń… ale czy muszę być racjonalna?

Paradoksalnie, o ile fanów rzadkich fetyszy rozumiem, że chcą podzwonić i sprawdzić, bo a nuż się uda, o tyle naprawdę nie mam tolerancji dla ludzi, którzy w ogóle nie zapoznali się z ofertą.

Przez wiele miesięcy odbierania takich połączeń zdążyłam wywiedzieć się, że wielu panów po prostu patrzy na fotkę i telefon i dzwonią, a inni spisują sobie telefony kilku osób, po czym dzwonią w wolnej chwili, z jakiegoś dyskretnego miejsca. Część panów przegląda strony na komórkach, a tam niewiele widać i wyklikiwanie opcji nic nie daje. Tak więc również oni są niejako usprawiedliwieni.

Niemniej jednak jest to wyjątkowo męczące. Tak zupełnie po prostu. Bo wkładam wiele wysiłku w teksty ogłoszeń, a potem muszę go powielać w rozmowie. Jednej z dziesiątek tysięcy przeprowadzonych rozmów.

Z drugiej strony, zdecydowanie wolę klienta, z którym ustalę przez telefon, na co mam się przygotować. Bo są też tacy, którzy znaleźli ogłoszenie, zapoznali się z nim bardzo dokładnie i uznali, że jestem idealna, ale chcą tylko godziny i adresu. I zanim zdążę dopytać, czego by właściwie chcieli, to ich już dawno nie ma. I weź tu potem choćby dobierz image do oczekiwań klienta.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

5 komentarzy

  1. sponsorowani.pl

    Koniec języka za przewodnika. Abstrahując od sfery ogłoszeń z Twojej branży, to przecież zawsze tak jest, że jak dzwonisz gdzieś, kupić coś z ogłoszenia, to się upewniasz. Czy towar jak na zdjęciu, zgodny z opisem itd. Ogłoszenie, to jedno. Rzeczywistość drugie. To tak, jak z reklamą. W j. angielskim nawet ogłoszenie i reklama, to w sumie jedno i to samo. Nie nazwiesz anonosu w gazecie announcement – bo to tyczy się raczej formalnych obwieszczeń, a zwykłe ogłoszenie to po prostu ad – skrót od advertisement, czyli ogłoszenia i zarazem, reklamy. Reklama upiększa rzeczywistość, a nie ją oddaje. Ma przyciągnąć klienta. A o szczegóły i wszystkie przysłowiowe „gwiazdki” trzeba już dopytać samego sprzedawcę na miejscu… Co do BDSM i fetyszy – niejako odpowiadając na Twoje rozterki, nieśmiele dodam, że u siebie na stronie w Dziale Divy i Agencje: https://sponsorowani.pl/q/divy-i-agencje oferując BDSM i inne fetysze, możesz dodać odrębne ogłoszenie, – zrobiłem tak, aby się nie mieszały z randomowymi właśnie… 😉

    Odpowiedz
    • Święta Ladacznica

      Aha, czyli mówisz, że jak widzę opis komputera i czytam jego parametry, to to jest reklama przyciągająca klienta, a w rzeczywistości komputer ma te parametry zupełnie inne i w ogóle to jest tabletem? Nie kupuję tej logiki.
      Ponadto większość klientów się nie UPEWNIA. Żeby się upewnić co do czegoś, trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Oni często nie mają zielonego pojęcia. Tych, co pytają „zdjęcia są twoje, jesteś w mieszkaniu sama, rozumiem, że oferujesz to i to?” w ogóle tu nie skrytykowałam. Widzisz różnicę?

      Odpowiedz
      • sponsorowani.pl

        😉 nie chcąc się narażać na seksizm, nie poruszę tematu logiki i adekwatności Twojego przykładu. :> Ponawiam, ogłoszenie jest formą reklamy. Na gruncie j. polskiego, semantycznie ogłoszenia od reklam są rozdzielone, ale już nie na gruncie prawa – przeczytaj artykuł: http://prawnikow.pl/porady-prawne/temat-dnia/289484,Reklama-i-ogloszenie-prasowe-oraz-powinnosci-wydawcy-tytulu-prasowego.html

        Ludzie mają alergię na reklamy/ ogłoszenia. Nie nawiązując zupełnie do Twojego ogłoszenia czy ogłoszeń Twoich Koleżanek, a biorąc na tapetę ogłoszenia np. motoryzacyjne. Jakbyś kupowała / jak kupowałaś auto z ogłoszenia, to jak rozmawiałaś ze sprzedawcą? „Aha, wszystko jak w ogłoszeniu? Pięknie! Kupuję – kiedy mogę przyjechać?” Czy może jednak inaczej? Byłabyś bardziej dociekliwa, czy w ogóle chcesz przyjechać i obejrzeć auto na miejscu?

        Ot, takie uroki prowadzenia biznesu… Po prostu. Ogłoszenia bywają, jakie bywają – w każdej branży. I klienci zawsze są dociekliwi przy zakupach z ogłoszenia. Nie ważne, co jest przedmiotem transakcji, czy auto, czy usługa seksualna… Ludzkiej mentalności nie zmienisz. Możesz tylko po-utyskiwać, – jak każdy sprzedawca, – że klienci wybredni i dociekliwi i na końcu nie kupują. Ale tak właśnie wygląda handel!

        Jakbyś stanęła za ladą butiku z konfekcją damską, zapewne Twoje klientki dałyby Ci o wiele bardziej popalić swoim przymierzaniem, wybrednością i niepewnością: czy chcą, czy potrzebują, czy im to pasuje 😛 Faceci są dużo bardziej konkretni – i zapewne temu nie zaprzeczysz ? 😛 Pomyśl, co by to było, gdyby Twoimi klientami były kobiety? I to takie, które czytają ogłoszenia od A do Z i potem WYMAGAJĄ! 😛 Jak nie przymierzając, przy zakupach obuwia lub sukienek z allegro 😀

        Nieskromnie powiem, – chciałbym to zobaczyć 😀 😛 😉

        PS. Znowu wdepnąłem w minę (patrz: http://escortgirl.blog/przemyslenia/potyczki-z-cialem/ ) – muszę się nauczyć ignorować Twoje wpisy, w których dopada Cię chandra i chęć po-utyskiwania sobie… Przepraszam… 😉

        Odpowiedz
        • Święta Ladacznica

          Ty chyba nadal nie rozumiesz różnicy pomiędzy „przeczytałem ogłoszenie i upewniam się, że wszystko jest tak, jak w tekście i na zdjęciach” a „nie mam zielonego pojęcia, do kogo dzwonię, bo zobaczyłem tylko numer telefonu i kategorię anonsu”.
          Ewentualnie trollujesz.

          Odpowiedz
  2. Libertyn

    A teraz sobie wyobraź że robisz w HRach i dostajesz setki CV z których wybierasz kilkanaście i dzwonisz do delikwentów. Którzy nawet nie wiedzą że aplikowali i musisz im wszystko tłumaczyć

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *