Aktualnie nie mam na co narzekać. Jestem zwyczajną singielką, która niemal codziennie ma przynajmniej jednego partnera seksualnego. Moje libido jest wyższe niż przeciętne, więc nie czuję przesytu.
Jednakże pojęcia nie mam co będzie, jeśli wejdę w jakąś intymną relację?
Ostatnio poznałam miłego i atrakcyjnego chłopaka, którym się natychmiast zainteresowałam. Myślę, że z wzajemnością. Na razie dopiero ostrożnie się obwąchujemy i delikatnie ze sobą flirtujemy, więc do łóżka nam daleko. Ale co będzie później…?
Odkąd pracuję w tej branży, praktycznie nie odczuwam potrzeb stricte seksualnych. Są zaspokojone. Nie muszę czytać i oglądać pornografii, nawet się nie masturbuję. Jak w tej sytuacji wyglądałoby współżycie?
Czy byłabym zmęczona i mówiła „nie dzisiaj, kotku, miałam w pracy czterech klientów i osiem orgazmów, jestem wykończona”?
A może nie miałoby to znaczenia, ponieważ chodziłoby o seks z nim? O poczucie więzi i bliskości? Chcę wierzyć, że tak.
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i po prostu nie wiem.
Osobną kwestią jest powiedzenie mu, czym się zajmuję.
Jeszcze tego nie wie.
Każda (chyba) koleżanka w agencji doradziłaby mi kłamstwo.
Ale ja nie uznaję okłamywania partnerów. Toleruję otwarte związki i wiele innych rzeczy, jednak okłamywanie w tak ważnej sprawie (to dotyczy m.in. jego zdrowia) uważam za rodzaj zdrady. I ostatnie świństwo.
Ukochana osoba ma prawo wiedzieć takie rzeczy.
Kandydat na ukochaną osobę też, zanim go to bardzo zrani.
Być może zatem w ogóle nie będę miała problemu z nadmiarem seksualnych wrażeń, ponieważ chłopaka moja praca przerośnie…
Jak mawiał mój były w podobnych sytuacjach, we’ll see!

Jak by mi partnerka miała wyznać że świadczy usługi seksualne to bym znalazł w tym pozytywy. Na przykład większą otwartość i umiejętności w dostarczaniu rozkoszy. Oraz o wiele większa pewność odnośnie własnej seksualności, atrakcyjności i wartości. I bym miał mega satysfakcje że mam możliwość doświadczenia profesjonalizmu bez konieczności wydania kilkuset złotych
Może bym znalazł swoistą perwersyjną przyjemność w dowiadywaniu się szczegółów..? Kto wie?
Pytanie czy by Ci podawała szczegóły 😉 Ja zwykle ograniczam się w prywatnych rozmowach do tego samego, co przecieka na blogu. Jakieś tam wyrywki czasem podam (użyliśmy tego a tego, poszliśmy tu i tu), ale ogólnie seks między mną a klientem to – dla mnie – tajemnica zawodowa.
Podoba mi się Twoje podejście :)) I szczerość. Doceniam.
Twoja wersja by mi w zupełności wystarczało. Niezbyt zależy mi na opisach smaku czy zapachu męskiego przyrodzenia