Dlaczego?
Otóż klient umówił się na dość nietypową usługę związaną z (pozaseksualnym) zdominowaniem go przez nas wszystkie jednocześnie. Poświęciłyśmy sporo czasu, by – jeszcze przed jego przyjściem – ustalić wszystkie detale, przygotowałyśmy się do spotkania…
Mężczyzna przyszedł i zaczęła się standardowa pogawędka wstępna.
(Zwykle w tym momencie rozmawiamy o ostatnich szczegółach związanych ze spotkaniem, upewniamy się, że wszystko jest jasne dla obydwu stron itd.
Czasami klienci pytają wtedy o dodatkowe usługi – te, które są dla nich opcjonalne).
Ten klient zapytał o pissing. Jest to coś, co oferuje tylko jedna z moich koleżanek, ale – nie wiedząc, że mężczyzna o to poprosi – kilkanaście minut wcześniej skorzystała z toalety.
Odpowiedziała zatem, że dzisiaj jest to niemożliwe.
Klient fochnął i sobie poszedł.
Kolejny człowiek, który nie umie sobie wyobrazić, z czym w praktyce wiąże się realizacja jego fantazji.
Pewnych aspektów fizjologii się nie przeskoczy: cewka moczowa to nie kran podpięty do rury, nie cieknie z niej na żądanie. O potrzebie tak zwanej dominacji toaletowej należy uprzedzić zawczasu, żeby strona aktywna mogła się przygotować.
Tak samo irytujący są mężczyźni, którzy dziwią się nawet nie temu, że spotkania z dojazdem na miejsce są droższe (kierowca kosztuje), ale że – dziwna rzecz – nie możemy dotrzeć w kwadrans z Centrum na Wilanów czy Bemowo (mało znany fakt: prostytutki nie potrafią się teleportować). Praw fizyki i biologii się nie przeskoczy.
Wczoraj wieczorem z kolei jakiś klient przyszedł do mnie i na miejscu okazało się, że jednak nie jestem w jego typie. Zamiast powiedzieć to wprost i wyjść, on opowiedział mi jakąś bajeczkę i obiecał, że jeszcze się odezwie i spotkamy się za jakiś czas u niego. Na szczęście już dawno przestałam kupować tego typu historyjki i nie czekałam na niego do północy, tylko przebrałam się i poszłam do domu. Oczywiście się nie odezwał.

Gdyby ludzie potrafili szczerze i otwarcie mówić sobie o własnych potrzebach, to tego typu problemy nie miałyby miejsca. Ale gdyby ludzie potrafili szczerze i otwarcie ze sobą rozmawiać, to prostytucja też nie byłaby potrzebna, bo wszyscy dostawaliby to czego chcą za darmo.
Myślę, że wtedy usługi seksualne bardzo by się wyspecjalizowały. Jest sporo tantrycznych masażystek, kinkowych przewodników, wyspecjalizowanych Domin i panów towarzyszących paniom na weselach. Tu, gdzie nie chodzi o sam seks, ale pojawiają się umiejętności, na pewno będą pieniądze. Natomiast takie zwykłe spotkanie na seks chyba rzeczywiście straciłoby na wartości materialnej.
Nie. Wtedy ludzie dawaliby sobie to czego potrzebują za darmo. Również w kwestiach specjalizacji. Jeśli jedna osoba czegoś pragnie, to uważam, że istnieje też osoba, która chce to dawać na zasadzie wymiany. Jedna osoba potrzebuje być dawcą, druga biorcą. Kluczowe jest jedynie spotkanie ich ze sobą, dlatego mówienie o tym czego się pragnie otwarcie jest tak istotne.
W ten sposób w ogóle nie istniałby rynek oparty na usługach…
Owszem, i do tego zmierza świat. Wyobraź sobie co się będzie działo jak wprowadzą roboty, które będą układać towar szybciej, roboty, które będą podawać bułkę taniej, roboty, które obetną włosy taniej, itd. Wtedy ludzie będą mogli konkurować tylko jakością świadczonych usług, bardzo specyficznych, bardzo wyrafinowanych usług. A potem i tym już nie. Dlatego bardzo jestem ciekaw, co ludzie będą robić, jak nie będą pracować. 😉
Moje życie niewiele się zmieni, o ile oczywiście będę miała pieniądze. Seks, Netflix, książki, muzyka, bliscy i dobre jedzonko… Będę się rozwijała dalej, tylko że już nie pod kątem dochodów 🙂
Chociaż myślę, że moja praca nie wyginie. Bo robot to jednak robot. Na pewno będą fetyszyści żywych ludzi 😉
To trochę odpowiedź w stylu dziecka, które dziwi się dlaczego w PRL’u ludzie stali w kolejkach zamiast pójść do Tesco. 🙂 A skąd wiesz, że będzie Netflix, Internet i dobre jedzonko? 😉 Zmiany tego typu oznaczają ogromną zmianę światopoglądową. Trzeba będzie czymś wypełniać czas, który teraz wypełniamy na pracę zarobkową. Mnie ciekawi co to będzie. 🙂
Biorąc pod uwagę, że robota można zaprogramować dokładnie tak jak chcesz, konieczność użerania się z żywą kobietą i wystawiania się na ewentualne problemy nie wydaje się atrakcyjna. 🙂
Dawno, dawno temu, Stanisław Lem w powieści, bodajże, Solaris, przewidział taką sytuację, że np. stewardesa była robotem i zamieścił taką frazę, gdy jedna z pasażerek zareagowała histerycznie: „niech to to mnie nie dotyka!” Jakość usług realizowanych przez ludzi będzie pewnie miało inną jakość i pewnie inną cenę.
Też tak myślę. Człowiek to wciąż człowiek. Robot może być bardziej utalentowany technicznie i bardziej inteligentny, ale trudno mi wyobrazić sobie robota empatycznego, nieracjonalnego czy mającego swoje ludzkie słabostki, które czynią żywą istotę kimś szczególnym w oczach innej żywej istoty tego samego gatunku.
Wszystko kwestia programu. Obecne roboty są proste jak konstrukcja cepa i trudno w nich szukać empatii czy zmienności. Z czasem będzie przybywać funkcji. No i pytanie czy ludziom potrzeba, żeby ta druga strona była niedoskonała mając do wyboru dokładnie to czego się chce, jak w restauracji. Jeśli przyjąć, że jednostka ludzka jest całością i nie potrzebuje „drugiej połówki”, a jedynie drugiej całości, to łatwiej i szybciej będzie kupić i zaprogramować sobie robota. Chyba, że ludzie nauczą się akceptować siebie i mówić otwarcie o swoich potrzebach bez uprzedzeń. Widząc jak te tematy raczkują, nadal stawiam na roboty. 😉
Nie da się zaprogramować człowieczeństwa. Ludzkie działanie nie opiera się na algorytmach. Jest skomplikowane. My zaś zaprogramowanymi idealnie androidami się będziemy irytować lub nudzić. Bo będą zbyt idealne. Myśli egzystoncjalnych nie da się zaprogramować. Tak samo jak kreatywności. Zresztą niedługo sami będziemy jak roboty. Odwalające sekwencje procesu życiowego zamiast życia. Minimalizujące ryzyko i dążące do maksymalizacji zysku. We wszystkim. Związkach i przyjaźniach, życiu społecznym
Da się, a ludzkie działanie opiera się wyłącznie na algorytmach. Jeśli masz czas na reakcję, zastanawiasz się jak zareagować na daną sytuację, czy jakiej udzielić odpowiedzi. Rozważasz dostępne opcje, analizujesz właściwe wzorce zachowań kulturowych, dodajesz do nich swoje pragnienia czy chęci i udzielasz odpowiedzi lub reagujesz gestem. Jeśli nie masz czasu na reakcję w sytuacjach nagłych, reaguje za Ciebie ciało, automatycznymi reakcjami pochodzącymi z pnia mózgu na które nie masz absolutnie żadnego wpływu, tak jak nie masz wpływu na to, że serce „samo” bije, a nerki „same” filtrują krew. Polecam „Bladerunner’a” jako godne dzieło rozważające kwestię człowieczeństwa androidów. Ewentualnie „Ghost in the shell”. To co definiuje człowieka, to jego dusza, i to nas ostatecznie będzie odróżniać. Samo zachowanie to tylko kwestia celnej obserwacji i odpowiednio długiej sekwencji kodów. Jeśli ja wiem jak miałbym zabrać się za programowanie osobowości i wzorców zachowań robotów, to co dopiero mózgi pokroju Hawkinga, które nad tym obecnie pracują?
Przez krótki czas na pewno, ale ostatecznie cena pracownika będzie odgrywać kluczową rolę. Robot nie śpi, nie chodzi na urlop, nie ma gorszego dnia, nie potrzebuje emerytury, zaplecza, przerwy, itd. Robot potrzebuje tylko przeglądu i jak udowodniły to automatyczne fabryki samochodów, jest dużo tańszy i lepszy od człowieka w eksploatacji. Im lepsze będą roboty, tym mniej zawodów będą wykonywać ludzie. Zmiana kulturowa potrwa jakieś 15 lat i kolejne pokolenie będzie akceptować roboty jako coś normalnego, jak dzisiaj komputery.