Wieloletni znajomy zadał mi dzisiaj bardzo ciekawe pytanie: jakie, z perspektywy czasu, widzę plusy pracy seksualnej?
1. Przetrwałam dzięki temu dramatycznie ciężkie czasy.
2. I to w stylu 365 dni, czyli wprawdzie krzywda, ale w jakich warunkach!
3. 0,3% klientów jest obecnych w moim życiu.
Wszystkie plusy są opcjonalne.
Ad 1. W agencji była u nas kiedyś policja. Szukali dziewczyny. Wyszła do pracy do agencji i nigdy nie wróciła do domu.
Tak, to mogła być każda z nas.
Nie, żadna z nas nie miała tej refleksji.
Ad 2. Większość seksworkerek nie występuje w roli towarzystwa w operze czy podczas kolacji w najlepszej restauracji, jaką zna klient. To, że ja się załapałam na „Pretty woman”, nie zmienia rzeczywistości, w której jest też spanie w agencji z setką tanich telefonów przy łóżku, marznięcie i moknięcie na ulicy i przy szosie albo wynajmowanie drogich apartamentów na własny koszt i wkurzanie się, że wszyscy umówieni klienci nie dojechali.
Ad 3. Większość „fajnych” klientów, „zaprzyjaźnionych” itd. liczy na darmowy seks w wykonaniu stuprocentowej profesjonalistki. Nie ma seksu albo profesjonalistka nieprofesjonalnie zaspała – nie ma przyjaźni.

0 komentarzy