Ostatnio koleżanka oznajmiła mi, że uważa wszystkie prostytutki za pustogłowe idiotki, które do niczego się nie nadają i dlatego postanawiają handlować seksem.
Powściągnęłam chęć zaśmiania jej się w twarz, bo koleżanka jest oczywiście nieuświadomiona, za to z dużym upodobaniem zwraca się do mnie po rady jak zrobić to czy tamto. To bardzo smutne, że potrzebuje, by jej życiem kierowała pustogłowa idiotka 😉
Potem koleżanka stwierdziła, że to nawet nie jest praca, bo nie wymaga żadnego wysiłku.
A świstak siedzi i zawija…
Mam za sobą kilkudniowe negocjacje warunków kolejnego spotkania z bardzo miłym panem, którego naprawdę lubię i który chciał nadużyć mojej sympatii, targując się o cenę. Był skłonny zapłacić mi grosze.
Nie miałam jeszcze takiej sytuacji. Miewałam podobne na kamerkach: tam jest pełno kolesiów, którzy manipulują dziewczynami, żeby wyprosić prywatny pokaz za darmo lub za półdarmo. Ale to internauci, z którymi mnie nic nie łączyło i których mogłam po prostu zablokować. W branży nazywamy ich żebrakami i umieszczamy na czarnej liście nick wraz z informacją o tym, który to był portal. Ten pan to co innego. Troszkę przekroczył granice w naszych negocjacjach, ale poznałam go dość dobrze podczas naszych wcześniejszych spotkań i polubiłam.
Kiedy się rozłączyliśmy (sytuacja była rozpaczliwa i zaproponowałam powrót do rozmowy nazajutrz), wybuchnęłam płaczem ze zdenerwowania – tak wyczerpujące było prowadzenie tej rozmowy życzliwie i spokojnie, ale z trzymaniem się własnych wewnętrznych ustaleń i pilnowaniem granic. Poza tym wszystko wskazywało na to, że nie uda mi się nie stracić klienta, który, poza byciem klientem, stał się też przez te miesiące fajną znajomością.
Nazajutrz na szczęście okazało się, że pan wymyślił rozwiązanie typu win-win. Spędzimy czas trochę inaczej niż planowaliśmy, ale wszystko układa się pomyślnie.
Minus traktowania każdego mojego klienta indywidualnie i budowania z nim relacji jest taki, że praca szybko eksploatuje, a sytuacje trudne są naprawdę trudne. Dlatego właśnie pracuję na relatywnie wysokich stawkach, mam średnio jedno spotkanie na 2-3 dni i trzymam się filozofii slow life. Higiena psychiczna jest najważniejsza.

Jest taka teoria psychologiczna, która mówi, że ego nie cierpi zwłoki przy osiąganiu gratyfikacji z danej czynności. Dlatego rozmowy o pracę są dla większości ludzi takie stresujące, bo trzeba się prężyć, a nie wiadomo czy cokolwiek z tego wyniknie. Twoje negocjacje są dokładnie tym samym, a Twoje ego reaguje dokładnie tak samo na gorsze warunki, jak ego innych ludzi. Natomiast nie rozumiem czemu jeszcze się nie nauczyłaś, pomimo doświadczenia, że ludzie się targują. Chęć uzyskania czegoś więcej za mniej niż dotychczas jest tym na czym stoi światowa ekonomia, w przeciwnym razie pojęcie negocjacji nie miałoby racji bytu. Każdy płaciłby tyle ile ktoś inny sobie wymyślił. Nie rozumiem emocjonalnego rozdarcia z tego powodu.
Po pierwsze, pan potraktował mnie z lekka obelżywie, czego nie toleruję u nikogo, a zwłaszcza u osób mi dobrze znanych i już zaufanych.
Po drugie, zaproponowana przez niego cena była naprawdę śmieszna, a ja już nastawiłam się na spotkanie z dawno niewidzianym kochankiem. To było rozdarcie pomiędzy postąpieniem zgodnie z emocjami i zgodzeniem się na upokarzająco złe warunki finansowe, albo zgodnie z rozsądkiem i powiedzenie kochankowi „żegnaj”.
Po trzecie, empatia naprawdę nie boli.
Być może jego z lekka obelżywe traktowanie było formą gry wstępnej i po prostu się nie zrozumieliście. Nie słyszałem, nie zajmuję stanowiska.
Być może nie dogadaliście jasno ram relacji. Dla Ciebie to było spotkanie z kochankiem, a dla niego nadal wizyta w burdelu. Ewentualnie, jeśli zdążyłaś go już poznać bliżej, to być może jego „ja” nie było kompatybilne z Twoim i stąd ostatecznie brak porozumienia. Nie znamy jego punktu widzenia, więc również nie zajmuję stanowiska.
Empatia nie boli. Po prostu jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. Jeśli taki jest wybór Twojej ścieżki kariery, to nie dziw się, że ludzie będą Cię rozczarowywać częściej niż gdzie indziej. Dlatego nie rozumiem emocjonalnego rozdarcia. Takie rzeczy będą Ci się zdarzać tak długo, ile będziesz robić to co robisz.
To, że będą się zdarzać, naprawdę nie wyklucza emocji z tym związanych. Kiedy ostatnio sprawdzałam, nie byłam cyborgiem tylko żywą dziewczyną.
Wulgarny gra wstępna jest mi dobrze znana i ma swoje miejsce. W sypialni, także wirtualnej. Od negocjacji finansowych wymagam innej oprawy.
Również obstawiam brak kompatybilności.
Ok, teraz rozumiem. Akceptujesz, że takie rzeczy się dzieją, ale nadal Cię to boli. Comprende.