Robię postępy w walce z zakupoholizmem

gru 6, 2016 | Praca seksualna od środka | 2 Komentarze

Pisałam już kilka miesięcy temu, że mam problem z niekontrolowanym wydawaniem pieniędzy na wszystko, co wpadnie mi w ręce. Nie mam wprawdzie jeszcze za dużo ubrań, a dialog z panią z ekskluzywnej drogerii wyglądał tak:
– Czy chciałaby pani kupić coś jeszcze?
– Nie, dziękuję. Wszystko mam.
– Ale wie pani, jak to się mówi… Kosmetyków kobiecie nigdy za wiele.
– Tak, ale ja naprawdę wszystko mam. Dziękuję bardzo.
ale są kategorie, na które wydam ostatnie pieniądze, a na skali minimalizm-konsumpcjonizm jestem zdecydowanie bliżej tego drugiego skraju.
Ponieważ ostatnio wzięłam na siebie duże zobowiązanie finansowe, musiałam drastycznie zmienić sposób funkcjonowania. Westchnęłam dziesięć tysięcy razy i zaczęłam spisywać wydatki. Wszystkie. Tak, żeby stan portfela, kont bankowych, a nawet skarbonki z drobnymi, zgadzał się co do grosza.
Nowy nawyk pomógł. Zainstalował mi małego węża w kieszeni, który syczy do mnie: „ale wieszsz, żże jeśśli to kupiszsz, to będzieszsz to musssiała zapisssać?”
„No wiem, wiem” odpowiadam wężowi i przeważnie rezygnuję z zakupu.
Efekt jest taki, że nagle odłożyłam nie tysiąc, a trzy tysiące złotych. Wow, brawo ja.
*
Sięgam czasem pamięcią do siebie sprzed dwóch lat, kiedy szukałam rozpaczliwie pracy i pewnego nazbyt śnieżnego dnia wydałam ostatnie pieniądze na nowe, nieprzemiękające buty zimowe. Całe czterdzieści złotych w Auchanie, majątek! Bieda uczyniła mnie strzępem człowieka z zerową odpornością na stres. Byle co wyprowadzało mnie z równowagi. Byłam też bardzo zależna od łaskawej dobroci innych ludzi.
Nagle zarobione 75 zł – tyle dostałam za pierwszego klienta – wydało mi się ogromną kwotą. Mogłam kupić nie tylko jedzenie na kilka dni i potrzebne do pracy rajstopy, ale i spotkać się z koleżanką na mieście i pójść z nią na naleśniki.
Potem, w pierwszych miesiącach pracy, chodziłam po sklepach z takim niedowierzającym spojrzeniem, bo nagle było mnie stać na przyzwoitą żywność. Czułam się niesamowicie.
Następnie zakupy wymknęły się spod kontroli. Raz gotówka była, raz nie… a ja kupowałam, zaspokajając jakieś swoje archaiczne potrzeby.
Teraz, kiedy wreszcie mam poczucie finansowego bezpieczeństwa (ostatnim trudnym miesiącem był kwiecień), mogę zacząć świadomie zarządzać pieniędzmi.
Kolejnym krokiem będzie ograniczenie ilości rzeczy.
Na razie robię coś innego: nie tyle je ograniczam, co wydaję pieniądze raz, ale na coś lepszej jakości, co posłuży mi dłużej. Nie staram się oszczędzać za wszelką cenę i na przykład tegoroczne buty zimowe kupiłam w outlecie sprawdzonego już markowego sklepu. Nikt nie zauważy, że to fason z zeszłego sezonu (wtedy kosztowały blisko 900 zł!), bo preferuję elegancką klasykę, która nie wychodzi z mody – a jest duża szansa, że buty przetrwają parę dobrych lat i wyjdą taniej niż kupowanie co roku tańszych odpowiedników.
Zawsze chciałam to praktykować, ale niestety ta metoda wymaga dysponowaniem sporymi kwotami pieniędzy. Do niedawna było to nierealne.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

2 komentarze

  1. Zdzisław Śmietana

    Miałem podobne spostrzeżenia, kiedy dostałem w pewnym momencie świetną pracę i moje zarobki potroiły się. Zastanowiło mnie jednak co innego. Jeśli zarabiając naprawdę dobrze potrzeba dwóch lat, żeby wygrzebać się z różnych zobowiązań finansowych, zrobić remont, umeblować się, kupić sobie wszystko czego potrzebujesz i odłożyć sympatyczną sumę, to ile czasu potrzeba ludziom, którzy pracują za średnią krajową, już nawet nie wspominam o 2200 brutto. Pół życia? A do tego weź jeszcze kredyt na 30 lat na 300k i właściwie przestajesz być panem siebie. Niewolnictwo ekonomiczne jest straszne.

    Odpowiedz
    • Święta Ladacznica

      Prawda? Mnóstwo ludzi żyje pół życia albo i całe poniżej poziomu, na który zasługują jako ciężko pracujący ludzie. Inna sprawa, że ja wykopuję się z dołka, w który ludzie ze stabilną sytuacją nigdy nie wpadli – nadrabiam lata zaległości… Ale… Ten świat nie jest sprawiedliwy 🙁

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *