Z ogromnym współczuciem czytam o seksworkerkach pracujących w bezpośrednim kontakcie z klientem, które potraciły źródła utrzymania i walczą o byt, próbując swoich sił w pracy online lub wracając na łono rodziny.

Jednocześnie nie mogę przestać się cieszyć z tego, że w porę podjęłam decyzję o przełożeniu wszystkich jajek do koszyka „własna firma”. Wprawdzie moją nową branżę też dotknął kryzys, bo wiele firm się pozamykało, ale akurat moje klientki są w fazie rozwoju i ani myślą zahamować. Sama też mam się dobrze, bo do pracy potrzebuję tylko komputera, internetu i regularnej dostawy herbaty. Jest co robić.

Ostatnio dostałam na maila pytanie, skąd uczyłam się biznesu i pomyślałam sobie, że to fajny temat na bloga.

Nie mam niestety najlepszych wieści, bo większość mojej nauki to praca nad mentalnością, a zdecydowana większość reszty to trening na żywych organizmach. Ważne jest jeszcze modelowanie mistrzów. No dobra, chodziłam na studia, miałam tam sporo przedmiotów biznesowych, ale one albo były oderwaną od mojego życia teorią (pozapominałam), albo znowu bazowały na zmianie mindsetu. Zresztą ja na tych studiach byłam tak o 2-3 lata za wcześnie: już mnie to wszystko interesowało, ale jeszcze nie sprawdziłam się sama w akcji na tyle, żeby skorzystać w pełni z tego, co oferowali prowadzący.

Za pracę nad moim umysłem odpowiadają: publikacje biznesowo-rozwojowe, których jest dużo na rynku (nieustannie polecam Fastlane Milionera oraz książki Kamili Rowińskiej), mój były sponsor i partner, Tim, moi inni klienci-biznesmeni i, przede wszystkim, osobisty mentor.

W nauce biznesu nie sposób przecenić roli rozmowy z kimś, kto zna się na robieniu pieniędzy i kto chętnie weryfikuje Twoje podejście i pierwsze oraz kolejne genialne pomysły oraz omawia z Tobą kejsy innych biznesów. Ja miałam to szczęście, że mój przyjaciel zna się na rzeczy, i to zwłaszcza w tych tematach, w których nie jestem naturalnym talentem. Bo jeśli chodzi o to, co teraz oferuję odpłatnie, to on rzucał po prostu okiem i wprowadzał poprawki, ale jeśli chodzi o biznesplany i zasadę „niedoszacowane koszty, przeszacowane zyski = najczęstsza przyczyna porażki”, to musiałam zaczynać od zera.

Jeśli nie masz nikogo takiego – polecam mastermindy. To spotkania kilku przedsiębiorczych osób, które ze sobą nie konkurują, często moderowane przez kogoś bardziej zaawansowanego, gdzie możesz się wszystkiego nauczyć. Wiele propozycji jest płatnych, ale od biedy można się dobrać w kilka koleżanek i uczyć od siebie nawzajem.

Kolejny kluczowy element, to nauka na żywych organizmach. Nie zostaniesz super przedsiębiorcą, odrabiając zadania z książek na papierze. Musisz utopić trochę czasu – a często i pieniędzy – w jakichś pierwszych projektach, które moooże zarobią na siebie, ale raczej padną. Choćby dlatego, że to nie Twoja bajka albo że nie wiedziałaś czegoś, co wyłoniło się w trakcie porażki. Porażek nie warto się bać, to naturalne lekcje biznesu. Ja mam pełno porażek na koncie, z których teraz się śmieję, a za jakiś czas może będę o nich opowiadać jako kejs study zakończonych pytaniem „a teraz powiedzcie mi, co zrobiłam źle?”.

Pierwsza z moich porażek biznesowych to marketing sieciowy na studiach. Chciałam zarabiać na kserówki i obiady w uniwersyteckim barze mlecznym na kosmetykach pewnej znanej firmy. Wszystko pięknie, tylko kosmetyki mnie nudziły i nigdy nie umiałam o nich rozmawiać. Dodatkowo na tamtej uczelni miałam bardzo mało koleżanek, a w pracy kontaktowałam się jedynie z kilkuletnim chłopczykiem i jego mamą. Wszystkie moje talenty sprzedażowe poszły w zaopatrzenie kosmetyczek kobiet z mojej rodziny, a kiedy już naprawdę miały wszystko – źródełko wyschło.

Trzecie źródło wiedzy i umiejętności, jakie mogę wskazać, to modelowanie mistrzów. Czyli wzięcie na tapet różnych osób robiących dobrze to, co chcesz umieć robić, i obserwowanie ich. W obecnych czasach to banalne, bo wielu mistrzów chętnie sprzedaje swoje know-how, a podstawami dzieli się za darmo w ramach zachęty do zakupów. Przykładem niech będzie Pani Swojego Czasu, która z powodzeniem uczy biznesu online. Przychód roczny w jej firmie to kilka milionów złotych po pięciu latach prowadzenia własnego biznesu online. Przy czym to NIE była pierwsza jej działalność. Druga taka osoba to Michał Szafrański, który swoją drogę opisał w „Zaufaniu, czyli walucie przyszłości”. Czyli oni sami mówią Ci, jak osiągają efekty i na co masz zwracać uwagę. Ale postaraj się bardziej. W przypadku biznesów online: obejrzyj reklamy, zapisz się na wszystkie możliwe newslettery, przerób różne ścieżki automatyzacji… zamów kilka produktów, napisz maila do biura obsługi klienta…

I wreszcie czwarte źródło, najmniej ważne, czyli edukacja teoretyczna. Kursy i książki, inne tutoriale oraz oczywiście studia. Kocham te metody, ale przyznaję, że bywa taką trochę zapchajdziurą dla osób mających pieniądze lub umiejących piracić treści. Często lepiej uczyć się na żywca, popełniając błędy, niż czytając wnioski obcych osób, które te błędy popełniły, ale nie są nami i nie zawsze można ich doświadczenie odnieść 1:1. Choć oczywiście na żywca jest straszniej. Warto tę metodę wpleść, ale nie przesadzić.

A, jeszcze jest piąte źródło. Kluczowe. To Ty i Twoje mocne strony, doświadczenia oraz preferencje. Jestem zdania, że nie da się zbudować dobrze prosperującego biznesu, nie znając dobrze siebie i nie wyciągając wniosków z poprzednich doświadczeń.

Tak w ramach wskazówki, na stronie Pani Swojego Czasu pojawił się niedawno e-book o biznesach, które warto obserwować, żeby się od nich uczyć robienia biznesu. Polecam.

Zrzutka na Fundusz Kryzysowy dla pracownic seksualnych w Polsce

 Seksworkerki/rzy oferujące usługi osobiście straciły źródło utrzymania z powodu pandemii. Wiele z nich jest w krytycznej sytuacji. Koalicja Sex Work Polska pomaga jak może, ale ma ograniczone zasoby. Pracownice seksualne mogą liczyć tylko na nas. Wiele z nich nie ma ubezpieczenia zdrowotnego.

Zbiórka koalicji ma im pomóc w najpilniejszych potrzebach: czynsz, jedzenie, leki. Przede wszystkim jednak - zapewnić bezpieczeństwo zamiast ryzykowania zdrowia w bezpośrednim kontakcie z klientem.