Terapeutka bardzo zadowolona z tego, że nie wsysają mnie już w niekontrolowany sposób pojedyncze wydarzenia z życia i zamiast tego mogę się im przyjrzeć z pewnej odległości. Bez triggerów i flashbacków. Od początku wiedziała, że wypisywanie się tutaj jest autoterapeutyczne. Widać efekty.
Dziś kontynuacja wątku z wczoraj, czyli dlaczego na blogu pojawiała się inna historia niż teraz. Powód nr 2 to nadal potężne zniekształcenia poznawcze. Tym razem wychodzimy na zewnątrz.
Narracje.
Kiedy jechałam na pierwsze spotkanie z klientem dziesięć lat temu, obowiązywała narracja „to twój koniec, stoczysz się” połączona z „jesteś ofiarą, nie masz kontroli, w sumie to nam ciebie żal, ale nurzasz się w szambie”, a w tle niosło się echo rechotu Leppera.
Gdzieś poza Polską toczyły się dyskusje happy hooker/SWERF – wkrótce stałam się ich świadoma i odnalazłam się w filmie „The Happy Hooker”.
Gdy zaczęłam prowadzić bloga, chciałam przełamywać stereotypy. Obraz escortki wołał wtedy o pomstę do nieba. Chciałam pokazać, że to praca i można ją traktować poważnie (a jestem bardzo poważną osoba). Jednocześnie nie zamierzałam opisywać na bieżąco ze szczegółami negatywnych doświadczeń, bo zależało mi na anonimowości wśród klientów i innych osób poznanych w pracy.
Jakieś dwa lata później rozpętały się konflikty, które mamy do dziś. I opowiedziałam się po jednej stronie konfliktu – tej, gdzie miałam znajomych i w miarę podobne podejście. Cały czas miałam zgrzyty, bo miałam na uwadze koleżanki z agencji i ich doświadczenia (oraz fakt, że te konkretnie kobiety, z którymi pracowałam, w większości nigdy nie zabiorą głosu w internecie). Miałam taki wpis, w którym zastanawiała się, czy głęboko zawstydzona swoją sytuacją Klementyna po 50 dałaby radę reprezentować naszą branżę jako działaczka i wyszło mi, że nie. (Był to jeden z najlepszych moich wpisów, ale nie zdobył popularności). Przez cały ten czas mniej więcej mieściłam się w narracji sex work is work.
Jednocześnie unikałam SWERF-ów jak ognia, bo nienawidzę mizoandrii (to fundament tego ruchu), uważam model nordycki za niekorzystny dla obecnych pracownic seksualnych oraz nie podoba mi się sprowadzanie kobiet do roli marionetek w sznurkach patriarchatu i kapitalizmu, które następnie jakieś zbawczynie na białych koniach uratują, nie mając do zaoferowania sensownej alternatywy.
Z czasem zaczęłam dostrzegać, że obie narracje + mechanizmy społeczne + funkcjonowanie mediów społecznościowych powodują coraz większą polaryzację poglądów i że ja też w to wpadłam. Że boję się myśleć i kwestionować różne opinie i propsuję to, co jest radykalne, bo jest radykalne i głośne – zanim się zastanowię, czy to rzeczywiście ma sens.
Tak, jak większość z nas.
W pewnym momencie zamknęłam bloga i odcięłam się od społeczności seksworkerek. Był to efekt komplikacji w moim związku, ale działanie wyszło mi na dobre. Dopiero wtedy zaczęłam analizować swoje podejście do własnych doświadczeń oraz, w konsekwencji, dlaczego aktywne escortki mają inne poglądy niż te, które – jak ja – zmieniły już branżę.
A potem zainteresowałam się, co takiego piszą osoby scancelowane za SWERF-izm i okazało się, że część z nich nie wyklucza i nie ocenia seksworkerek, natomiast widzą dużo głosów byłych escortek (aka surwiwalek) i że cytowane przez nie głosy są dość zbieżne z moimi doświadczeniami i przemyśleniami. W środowisku seksworkerek nie znajdowałam wtedy nic, z czym mogłabym się utożsamić.
Rozdźwięk pomiędzy mną a wtedy moją społecznością zaczął być widoczny.
I właśnie wtedy wybuchła inba związana z dwuczęściowym wywiadem z trzema surwiwalkami. Przeczytałam. Wnioski nie całkiem moje, doświadczenia i odczucia jak najbardziej podobne.
Komentarze w środowisku: „to fejki”, „cały wywiad napisała autorka”, trochę wyśmiewania oraz dużo forsowania własnej agendy przy zanegowaniu lub przemilczeniu doświadczeń surwiwalek (ale a propos wywiadu z nimi. FUJ). Plus oburzająca wypowiedź Mai Staśko, że to, jak swoje odczucia opisują surwiwalki, może triggerować inne kobiety z identycznymi doświadczeniami. NO KURWA MAĆ, czy my jesteśmy w Folwarku Zwierzęcym?
Bardzo dużo profili w ogóle nie udostępniło tego wywiadu, bo wiecie… słupki klikalności by spadły. Nie dajemy w socialach platformy głosom spoza naszej agendy, wszyscy mają myśleć tak samo. Patrz świeży kejs Lula Pink.
A potem była inba ja vs grupa seksworkerek i seria wpisów tutaj, w których zaczęłam sobie układać swoje doświadczenia na piśmie.
Oraz znowu – brak udostępnień. Przeczytałam komentarz wprost, że nie będę dostawać atencji. Niby chodziło o moje ego, ale umówmy się… jeszcze bym zaszkodziła Sprawie, gdyby tak poniosło się, że była seksworkerka pisze takie rzeczy. A nie, czekaj, to też było wprost, od innej osoby w komentarzach.
Aktywizm mnie w tym momencie niezbyt kręci, choć pomysł z książką dalej za mną chodzi. Na razie bardziej interesuje mnie dojście do ładu ze sobą i brak atencji ze strony dziennikarzy i czołowych aktywistek antyseksworkowych jest mi na rękę. Mogę sobie pisać w spokoju to, co myślę, zamiast wpadać w kolejne koleiny światopoglądowe.
To, na co chciałabym zwrócić uwagę, to brak przestrzeni na rozmowę. Obie strony mają swoją polityczną agendę: dekryminalizacja | abolicjonizm. Obie strony mają wypracowane, jednoznaczne podejście do escortingu. Obu stronom chodzi o przeciągnięcie jak największej liczby ludzi na swoją stronę, żeby w konsekwencji zmienić prawo na to lepsze (wg bańki).
Druga wartość to zasięgi. Ma się klikać. Czyli ma być prosto i jednoznacznie, najlepiej dosadnie.
Myślenie? Spokojna wymiana opinii i doświadczeń? W social mediach albo na łamach czasopism internetowych? Albo, co gorsza, brak zdania lub opinia „to skomplikowane, bo z jednej strony… ale z drugiej…”? Zapomnij.
Wszyscy mamy świadomość istnienia hejtu i cancelingu i nie jesteśmy tak naiwni, żeby ryzykować, że nasza grupa nas odrzuci. Wielu z nas z tego powodu nawet nie słucha osób myślących inaczej, bo jeszcze by się zarazili nieprawomyślnością, a to w socialach choroba śmiertelna. Za to jak w świętym oburzeniu napiszesz to, co jest trendy, dostaniesz dużo lajeczków i zastrzyki dopaminy, a może ktoś nawet udostępni Twój komentarz na stories. Fejm.
Porządkowanie własnych doświadczeń trwa.

0 komentarzy