Wychodzenie z branży, cz. 1

wrz 15, 2021 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Wyjście z branży” wielu osobom sprawia dużą trudność.

Tragiczna sytuacja życiowa bardzo często się nie poprawia, pieniądze są kusząco dobre, warunki pracy też… nie to, co w typowej pracy, gdzie zarobi się wielokrotnie mniej. Wielokrotnie widziałam głosy, że no niby praca seksualna nie jest taka fajna, ale „inne prace są jeszcze gorsze i bardziej mnie straumatyzują, więc zostaję w branży”.

Dziś – dlaczego finalnie mam fajną pracę w innym zawodzie, z perspektywami na dużo większe dochody niż kiedykolwiek z escortingu. Jedyna (poza pechem) przeszkoda na drodze do tych pieniędzy to moja mentalność, ale to ogarniamy na terapii.

*

Ogromną motywacją było spotkanie N. w pierwszej agencji. N. była dla mnie fenomenem. Miała 48 lat i była absolutnie rewelacyjną escortką. Klienci ją kochali. Nigdy nie stałam się aż tak uwielbiana jak ona, nigdy nie miałam jednocześnie aż tylu stałych klientów.

Wyglądała niepozornie. Kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłam, pomyślałam, że jest odpowiedzialna za porządek w agencji albo pracuje jako telefonistka. To też. Ale przede wszystkim była Tą Najpopularniejszą. Nasze telefony często milczały, a ona miała wtedy dwa, trzy spotkania. Gdy w jakimś dniu ja miałam trzy spotkania, ona miała nawet osiem.

N. pracowała w zawodzie od dłuższych kilkunastu lat, była wypalona i wyjaśniła mi, że po tylu latach to oczywiste. Uzależniła się od alkoholu, nie miała żadnych perspektyw zawodowych. Jej stawka brutto to było coś pomiędzy 80 a 120 zł za godzinę – agencja brała połowę. Dużą część jej spotkań stanowiły „kwadranse” – zarobek z tego starczał akurat na paczkę fajek, od których też była uzależniona. Dorabiała jako telefonistka, ale chyba nie za wiele. Kiedy agencję rozpędziła policja, musiała wrócić za wschodnią granicę.

N. była dla mnie ogromną inspiracją i bardzo ją szanowałam. Nauczyła mnie wiele o życiu, pracy i BHP. W dwie sekundy rozpoznawała zjeba i nigdy się nie myliła. Jednocześnie za cholerę nie chciałam znaleźć się na jej miejscu.

Z ciężką chorobą, miliardem trudnych doświadczeń sprzed agencji i nieskończonymi studiami dającymi uprawnienia do wykonywania zawodu, zakupoholizmem oraz z niebotycznymi dochodami do wydawania – jak najbardziej mogłam.

Dzięki N. oraz dwóm innym kobietom w średnim wieku, które spotkałam w agencji, nie uwierzyłam w bajeczkę „w każdym wieku znajdziesz swojego klienta, są escortki, które mają po 70 lat i trzepią grubą kasę, a w ogóle to popatrz po kamerkach, jaka tam jest różnorodność”.

Miałam wtedy prawie 30 lat i zegar tykał. Ignorowałam media: nie było mnie stać na zaufanie, że będę wyjątkiem, któremu się uda. Statystyki sugerowały, że w bardzo bliskiej przyszłości raczej mogłabym coraz bardziej zaniżać wiek w ogłoszeniach, robić kolejne zabiegi odmładzające i obniżać ceny. Choćby po to, żeby główny target moich starszych koleżanek – młodzież – miała jak zapłacić za spotkanie.

Dlatego myślałam „co potem” i robiłam wszystko, żeby „potem” nadeszło.

Ale o strategiach opowiem jutro.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *