Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Kobieca kontrola kobiet

W kioskowej publikacji o seksualności kobiet znalazłam list pewnej pani, która – będąc w trakcie rozwodu – poszła się rozerwać do klubu, poznała tam fajnego chłopaka i spędziła z nim noc. Nazajutrz zobaczyła, że zhejtowały ją jej własne koleżanki, traktując jako puszczalską (czyli złą i upadłą).

Za każdym razem jestem w szoku, jak nienawistne i zaściankowe potrafią być inne kobiety. Małżeństwo tej kobiety już dawno umarło, rozwód w toku, a jej nie wolno mieć seksu, bo ogranicza ją jej prawie-były-mąż? Przecież to nie jest już jej aktualny facet! Dlaczego miałaby mu być wierna?
(Zwłaszcza że on prawie na pewno nie jest).

To naprawdę straszne, że naszą wolność seksualną ograniczają nie tylko zacofani, konserwatywni mężczyźni w rodzaju księży czy posłów PiS-u, ale i legion zwykłych kobiet. Tak głęboko tkwimy w XIX-wiecznych przekonaniach na temat seksu i seksualności, że jedna drugą pilnuje, żeby nie zerwała się czasem ze smyczy…

Myślę, że w tym też tkwi sekret mojej odmienności na tle pełnych wstydu i winy pracownic seksualnych z mojej pierwszej agencji – takie kontrolujące kobiety nie są moimi koleżankami. Nie dopuszczam ich bliżej. Nawet w „cywilu” żyję własnym życiem i stosuję naturalną selekcję: akceptujesz, że jestem taka i taka albo spadaj. Często izoluje mnie to od ludzi, ale nie są to ludzie, za którymi bym płakała.

Zauważam jednak, że większość ludzi nie rozumie idei, jakby to określić… pilnowania, kto jest znajomym i z czyją opinią należy się liczyć. Przejmują się ciocią Zosią, koleżanką z pracy czy z psiapsiółką z podstawówki, mimo że ich relacja opiera się na wątpliwych fundamentach. Te osoby nie potrafią się rozstawać z toksycznym dla nich otoczeniem i tkwią w relacjach, które im nie służą, słuchając opinii ludzi, z którymi mają bardzo mało wspólnego.

Ot choćby mój kolega męczy się w swojej pracy (jest gejem, a pracuje z prawicowymi homofobami) i od ponad roku nie umie podjąć decyzji o odejściu. Koleżanka udaje stateczną partnerkę, mimo że jej temperament jest zupełnie inny. No ale wyszumieć się można za młodu, a matce nie wypada – takiego przynajmniej zdania jest jej otoczenie.

Moje podejście jest znacznie prostsze i umożliwia mi życie własnym życiem. Ale to nie jest podejście grzecznej dziewczynki. Nauczyłam się go z książek pisanych przez przedsiębiorców (przeważnie mężczyzn) i od kolegów-gejów. Bo mężczyźnie dalej wolno więcej, a kobieta ma być uległa i akceptowa(l)na. Zresztą to kobiety częściej martwią się, kto zechce dziewczynę, która ma wiele partnerów bądź która ma doświadczenia w branży seksualnej. Mężczyźni owszem, często są hipokrytami („będę z tobą sypiał, ale cię nie poślubię, bo jesteś zbyt łatwa”), ale znacznie rzadziej wyrażają takie obawy w dyskusjach o prostytucji czy wolności seksualnej. Nie uwewnętrznili sobie takich ograniczeń, więc o nich nie myślą. A liczne kobiety same podtrzymują patriarchalny stan rzeczy zamiast się zbuntować i wspólnie odmówić udziału w tej grze.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że wielu ludzi nie zaakceptuje moich wyborów życiowych. Tylko co mi po fałszywych przyjaciołach? Co mi po ludziach, dla których miałabym poświęcać samą siebie? Co mi po kimś, kto wspiera warunkowo lub akceptuje fragmentarycznie? Przecież nie zwiążę się z kimś, kto mnie potępia – zwyczajnie nam nie po drodze i wiadomo, że prędzej czy później i tak doszłoby do rozstania (albo też zapominałabym siebie kawałek po kawałeczku).

Wolność zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk.

  • mogebochce

    „W kioskowej publikacji o seksualności kobiet znalazłam list pewnej pani, która – będąc w trakcie rozwodu – poszła się rozerwać do klubu, poznała tam fajnego chłopaka i spędziła z nim noc. Nazajutrz zobaczyła, że zhejtowały ją jej własne koleżanki, traktując jako puszczalską (czyli złą i upadłą).

    Zauważam jednak, że większość ludzi nie rozumie idei, jakby to określić… pilnowania, kto jest znajomym i z czyją opinią należy się liczyć. Przejmują się ciocią Zosią, koleżanką z pracy czy z psiapsiółką z podstawówki, mimo że ich relacja opiera się na wątpliwych fundamentach. Te osoby nie potrafią się rozstawać z toksycznym dla nich otoczeniem i tkwią w relacjach, które im nie służą, słuchając opinii ludzi, z którymi mają bardzo mało wspólnego.”

    Kobiety potrafią być niesamowicie zawistne, może w tym przypadku to zwykła zazdrość.
    Same tkwią w nieudanych związkach, ale zbyt przejmują się swoim otoczeniem by coś zmienić.

    „Moje podejście jest znacznie prostsze i umożliwia mi życie własnym życiem. Ale to nie jest podejście grzecznej dziewczynki. Nauczyłam się go z książek pisanych przez przedsiębiorców (przeważnie mężczyzn) i od kolegów-gejów. Bo mężczyźnie dalej wolno więcej, a kobieta ma być uległa i akceptowa(l)na.”

    Ja z publikacji nauczyłem się że człowiek to tylko komórka w Excelu, ale czy to właściwe?

    („będę z tobą sypiał, ale cię nie poślubię, bo jesteś zbyt łatwa”)

    Tak to hipokryzja, ale kobiety zwyczajnie udające „święte” a mające duży temperament same nie są hipokrytkami?

    Czy w tym wszystkim jest jeszcze miejsce na uczucia i wierność ?
    Tak sobie myślę że szacunek do innych zaczyna się od szacunku do samego siebie.

  • Warszaśka

    Już kolejny raz widzę u Ciebie „uwewnętrznienie” – ekstra słowo, nie znałam go wcześniej! Skąd masz? to jakieś może tłumaczenie z jakiegoś innego języka?

    • A wiesz, że nawet nie zauważyłam, że go używam? Myślę, że przeniknęło do mojego języka z opracowań socjologicznych i psychologicznych, czytałam swego czasu trochę o różnych mechanizmach społecznych i indywidualnych.

  • Zdzisław Śmietana

    Klasyk. Sytuacja z przeszłości. Jestem sobie na juwenaliach, obściskuję się publicznie z koleżanką, ręka w jej majtkach, pod bluzką, nic podpadającego pod paragraf. Kto się oburzył jako jedyny? Jakieś dwie laski co stały z tyłu. I to na nią, bo przecież facetowi wolno. Kobieta nie może się tak zachowywać…