Dzisiejsza polecanka jest po angielsku: to rodzaj gry, quizu, który możesz zastosować w pracy nad własnymi przekonaniami, w rozmowie z kimś albo w grupie na szkoleniu. Wciel się w rolę osoby pracującej w seks biznesie i podejmij decyzje dotyczące Twojego (tak, Twojego!) życia.
Nie ma dobrych ani złych odpowiedzi, jest tylko refleksja własna.
Cenne jest też to, że ten test, utworzony przez osobę z bardziej świadomego kraju, podsuwa wiele ciekawych inspiracji dla osób pracujących w tej branży. Dla mnie szczególnie wartościowe są punkty 15 i 17 – o relaksie (tak, moja praca potrafi wyczerpać – i psychicznie, i intelektualnie, i, co najbardziej zrozumiałe, fizycznie) oraz o rozwoju zawodowym. Osiemnastka, pytanie o własne atuty, też jest dobra. Będę musiała się nad nimi zastanowić. Może zrobię mapę myśli. Co czyni Waszą ulubioną blogerkę dobrą dziwką? 😀
I w finale:
„Would you say that being a sex worker requires creativity, business sense, and organizational skills?
What about customer service skills, phone skills, and conversational skills?„
No cóż.

Ja bawiłem się kiedyś w inną grę, wymyśloną samemu – co bym robił, gdybym był kobietą? Zakładając przeciętną inteligencję i przeciętną urodę, to rzeczą, która stanowi o pewnej przewadze konkurencyjnej generalnie, jest kompletny brak przejmowania się opinią. Innymi słowy, prawdopodobnie nie wychodziłbym z łóżka i dbał jedynie o własne zdrowie. A tak to im częściej tym lepiej. Najpierw to byłoby dla przyjemności, a potem dla przyjemności i pieniędzy właśnie, bo lepiej się bzykać i ładnie wyglądać, niż pracować i zarabiać grosze. Co powoduje, że kobiety robią inne rzeczy stanowi dla mnie do dziś nieodgadnioną zagadkę. Coś musi być w tym co piszą o niechęci kobiet do łamania ustalonych norm społecznych i chęci podtrzymywania zastanego porządku.
Czy wiesz jak wiele pracy wkłada się w to, żeby wszystko było jak najbardziej satysfakcjonujące dla KLIENTA? Nawet „ładne wyglądanie” w tej branży to tak z godzinka pracy dziennie. Przeważnie nawet więcej.
Oczywiście. Ale zgodzisz się, że to nadal mniej lepiej płatnej pracy niż pikać na kasie i układać towar w Biedrze przez cały dzień, dzień w dzień, za 2200 brutto?
Zmęczenie bywa porównywalne, ale gotówka to konkretne cyfry.
Chociaż ostatnio zajrzałam do komentarzy pod moim tekstem w KP i tam się oburzała jakaś pracownica call center, że ona by nigdy w życiu, za żadne pieniądze – więc te cyfry też są relatywne.
Mój stopień frustracji jest znacznie niższy niż byłby w Biedronce, ale znowu nienawidząca pracy Klementyna z agencji powiedziałaby co innego… chociaż ona nie chciała pracować w Biedronce.
Zaraz, jakie było meritum? 😉
Meritum była refleksja własna. 😉 Relatywizm wydaje się podsumowaniem tego wątku. Dla każdego co innego jest warte inaczej. Jednemu wystarcza 2200 brutto i dziwaczne poczucie godności, że daje się wykorzystywać za śmieszne pieniądze i jest niewolnikiem własnych uprzedzeń, ale nie robi tego co jest przyjemne. Jeśli to mu pozwala spać w nocy, to dla mnie ok. Tutaj Agent Smith zdaje się mieć rację. Dla niektórych bycie nieszczęśliwym to sedno istnienia.