Co jakiś czas widuję komentarze ludzi, którzy postanowili podejść empowermentowo do pracownic seksualnych. Coś w stylu: rozmawiałam z nią z szacunkiem o jej prawach / uczyłyśmy je jak mogą się zrzeszać…i wiecie, odeszła/y z branży! A to w ogóle nie był mój/nasz cel!

To nie są wypowiedzi osób pro-pracowniczych, ale nie są to też (przeważnie) wypowiedzi SWERFów.

Wypowiedzi SWERFów zwykle są takie:

jesteście se elyty finansowe, nie znacie się, macie przywileje, a prawdziwa praca seksualna to jedna wielka tragedia, one mają problemy ze sobą, one poświęcają się z przymusu ekonomicznego…

Problemik: one to my, a my to one.

Widziałam dzisiaj bardzo mocną wypowiedź pewnej pracownicy seksualnej, zachowam oczywiście jej anonimowość. Pisała, że przez SWERFowe wypowiedzi czuje, że nie ma prawa istnieć. Ogranicza też kontakty ze światem spoza branży. Nie chce ryzykować odrzucenia. Żyje w lęku.

Ja mam obecnie bardzo twardą skórę i po mnie pogardliwo-litościwe wypowiedzi spływają albo uruchamiają wkurwa i tryb Social Justice Warrior. Ale tego, no. Jestem jedna z tych „onych, co mają problemy”. Nie mogę pracować na etacie – nawet teraz, kiedy generalnie te problemy ustąpiły i żyje mi się super. Bo żyje mi się super między innymi dlatego, że od blisko dekady nie widziałam etatu na oczy. 9-17, dojazdy, szef, zespół, frekwencja 99% – to mnie nie dotyczy.

To zwyczajnie nie są moje klimaty, podobnie jak lwiej części osób, które odnalazły się – w mniejszym lub większym stopniu – w branży seksualnej.

I teraz tak. Mamy sobie Asię. Asia nikogo z naszej społeczności nie zna. Życie zmusza ją do podjęcia pracy w branży. Jest jej z tym trochę dobrze (pieniądze), a trochę źle (stygma).

Opcja 1: Asia spotyka wyłącznie SWERFy. Nikomu o sobie nie mówi, żeby nie wyszło, że jest nieszczęśliwa, „ma problemy” (propsy za stygmatyzację „osób z problemami”, to takie lewicowo-feministyczne) i upadła na samo dno. Asia nie dowiaduje się, jak pracować bezpieczniej. Asia nie ma wsparcia w trudnych sytuacjach. Nikt nie wie o spotkaniach Asi z klientami, więc polega na agencjach, ale nie wie, że można znaleźć taką, w której nie ma przemocy, więc bardzo długo męczy się w trudnym miejscu pracy. W agencji spotyka inne Asie. Któraś z nich odkryła, że skręt przed pomaga na stres. Inna ma depresję, ale zbiorowo odradza się jej pomoc medyczną. (To autentyki z mojego miejsca pracy). Dziewczyny niby się wspierają, ale nie bardzo mają pomysły, co dalej. Boją się wychodzić z cienia. Boją się mówić o sobie. Polegają w całości na szefowej, kierowcach i ochroniarzach, którzy niekoniecznie są OK. Nikt więcej o nich nie wie, a jeśli nawet wiedzą pojedyncze osoby, to za normalne traktowanie uważa się wyzwiska i awantury z ich strony. Oficjalnie pracują na poczcie, w biurze, w pubie.

(Ostatnio doczytałam, że tzw. chemsex, czyli seks pod wpływem narkotyków lub dopalaczy, dotyczy tylko MSM: mężczyzn mających seks z mężczyznami. Była to dla mnie nowość. Wiem już, że inne grupy społeczne także mogą zdecydować się na seks pod wpływem, pewnie, ale z innych powodów niż np. radzenie sobie ze stygmatyzacją i stresem mniejszościowym, więc nie mówimy na to chemsex. Jest to bardzo a propos!).

Opcja 2: Asia spotyka w necie uprzywilejowane elyty finansowe, które manifestują w ten sposób swoją wolność, niezależność i cielesność (cytat z dzisiejszej lektury, szczegóły na InstaStories), czyli po ludzku: nie dają się potępić, wspierają się nawzajem w sieci i domagają się szacunku od świata. Asia trafia do grupy seksworkerek na Facebooku (pozdro dla założycielki!). Asia dowiaduje się o „Doświadczalniku” i powoli wdraża wskazówki: zaczyna pracować bezpieczniej, z większą świadomością swoich praw. Asia poznaje nowe koleżanki, dzięki którym po paru miesiącach przestaje się wstydzić swojego aktualnego zawodu i w końcu outuje się przed przyjaciółką z dawnych lat, która ją wspiera – a potem przed jeszcze kilkoma osobami. Asia czuje mniejszy stres w kontekście pracy i myśli „hm, może ta lampka wina i skręcik to nienajlepszy pomysł”. Po roku Asia nadal „ma problemy”, ale głośno mówi w necie o prawach seksworkerek. Wtedy przychodzi SWERFka i nazywa Asię uprzywilejowaną.

SWERFy niczym nie różnią się od litujących się ludzi, którzy żałują „homoseksualistów, pederastów”, doszukują się w nich zaburzeń psychicznych i problemów z dzieciństwa oraz masowego zakażenia HIV i STI, postulują wsparcie w kierunku wyprowadzenia z homoseksualizmu ku szczęściu jednostki, a także wyróżniają małą, głośną i denerwującą grupkę „gejów”, którzy są nieadekwatnie „radośni”, domagają się jakichś praw i są całkowicie ślepi na cierpienie większości, która jest zaburzona, uzależniona, w depresji etc.

SWERFy nie widzą, że są przyczyną naszego stresu mniejszościowego i nieoutowania się przed ludźmi lub robienia tego z wielkim lękiem.

SWERFy nie rozumieją, że ich wersja feminizmu spycha nas do szafy. I że jak się jest już głęboko w szafie, to o wiele trudniej jest się z niej wydostać i zacząć żyć inaczej, niż gdy po prostu zmienia się karierę przy wsparciu całego swojego otoczenia.

Tak, praca seksualna nie jest dla każdego. Tak, niektórzy decydują się na nią mimo, że woleliby robić coś innego.

Nie, litość nie pomaga. Litość prowadzi do naszej izolacji, a izolacja powoli zabija.

Co spotka Asię, jeśli nigdy nie spotka się z tzw. seksworkerkami i nie przejmie naszego sposobu myślenia?