Pojawienie się w Polsce tematu pracy seksualnej (wraz z odniesieniami do innych krajów) trochę ludzi zdezorientowało. Nie dalej jak wczoraj odpowiadałam na pytania „czy są w Polsce seksworkerki?” i „czy funkcjonują obok prostytutek?”. Pomyślałam sobie, że skoro jedna osoba zadaje takie pytania, to wiele innych żyje w zamęcie i niepewności.
Seksworkerka to słowo, które natychmiast podchwyciły media. Jest proste, charakterystyczne, wpada w ucho. Jej odpowiednik, „pracownica seksualna”, to już cała dwuwyrazowa fraza i choć nie jest neologizmem, chyba się nie przyjmie tak dobrze jak kalka z sex worker. Media lubią, kiedy coś jest krótkie!
Kim zatem jest seksworkerka? Czy w Polsce funkcjonują seksworkerki? Jak to się ma do legalizacji pracy seksualnej? I do prostytutek?
„Prostytutka” to znane wszystkim słowo oznaczające panią (rzadziej pana), która sprzedaje usługę seksualną polegającą najczęściej na spotkaniu obejmującym krótką lub dłuższą rozmowę, niekiedy wspólną kolację, i stosunek seksualny lub inną czynność okołoseksualną (np. płatną dominację). Prostytutki w Polsce nie są nigdzie zatrudnione ani nie prowadzą działalności gospodarczej i nie płacą podatków (w przeciwnym razie państwo wystąpiłoby w roli sutenera, a więc łamałoby prawo).
„Seksworkerka” wielu ludziom może się skojarzyć z osobą z innego kraju, gdzie usługi seksualne są jakoś uregulowane prawem. Jednak „seksworkerka” to pojęcie obejmujące wszystkie „prostytutki”, a także inne „pracownice seksualne”: tancerki w klubach go-go, modelki z kamerek i zdjęć erotycznych, aktorki filmów pornograficznych, etc. Nie ma znaczenia, czy pracuje na umowie, na czarno, prowadzi własną działalność. Liczy się branża. Należy też zawsze pamiętać o panach: pracownikach seksualnych/seksworkerach.
Jeśli mówisz „seksworkerka” albo „pracownica seksualna”, to sygnalizujesz, że postrzegasz pracę seksualną jako pracę, a nie nierząd. Osobiście nie jestem purystką (oraz obowiązują mnie zasady pozycjowania treści w internecie), więc często wrzucam do tekstu „prostytutki”. Jednak fajnie byłoby, gdyby w mediach i innych bardziej oficjalnych tekstach przyjęła się „pracownica seksualna” lub „osoba świadcząca usługi seksualne”. Pamiętajcie, że to okazywanie nam większego szacunku!
Nie będę stała nad Wami z batem i biczowała za każde użycie słowa „prostytutka”. Nawyki językowe zmieniają się powoli, a ja nie jestem terroraktywistką. Ale docenię, jeśli nauczycie się nowych słów. Pamiętajcie też, że „praca seksualna” to pojęcie znacznie szersze niż „prostytucja”. A skoro już przy tym jesteśmy, wykreślcie ze słownika prostytuowanie się i nierząd! To są bardzo nieładne słowa. Fuj.
Tak więc w Polsce funkcjonuje wiele tysięcy pracownic i pracowników seksualnych. Często pracują na czarno – i dobrze, bo legalizacja to pułapka – ale ciężko zarabiają na chleb i rachunki, często utrzymując całą rodzinę. Ogłaszają się w internecie lub pojawiają tam, gdzie ludzie spodziewają się je znaleźć.
PS. A propos ogłoszeń w sieci, polecam Wam serdecznie ten artykuł o sytuacji w Stanach Zjednoczonych.

W jakim sensie legalizacja to pułapka?
Odnośnie prywatności to myślę że dałoby radę to jakoś obejść.
Co do podatków to niestety ale tak jest. Nie widzę powodu dla którego seksworkerka po legalizacji miała by mieć ulgi a powiedzmy mechanik samochodowy czy piekarz już nie.
Wszak Ty jak i inne seksworkerki macie relatywnie niskie koszty rozpoczęcia działalności, to nie jest tak że musisz kupić podnośnik za 12 tysięcy, pakiet narzędzi czy piec za kilkanaście tysięcy, by w ogóle mieć możliwość aby przyjmować klientów.
Patrząc po tym komentarzu to się zastanawiam czy portal sponsorowani.pl nie ma nic wspólnego z pewnym podstarzałym europosłem lubiącym głosić farmazony
Którym? Bo nie wiem, czy zaprzeczać, czy kategorycznie zaprzeczać, że nie znam i nigdy nie poznałem? 😉 Polityką się od przeszło 10 lat się nie zajmuję i nigdy nie byłem osoba publiczną. Mój poziom, na którego „wyżyny się wspiąłem”, to stołeczne struktury młodzieżowe jednej z partii. Dodam, że lewicowej. Choć ja dziś bynajmniej nie uważam się za lewicowca – jak ręką odjął! Przeszła mi ta choroba, która nęka naszą Gospodynię. 😉 Na szczęście z doświadczenia wiem, że to z wiekiem przechodzi (mądrym ludziom). Więc nie traćmy nadziei! 😉
Hej, ja nie jestem BARDZO lewicowa, w życiu nie zagłosowałabym na „Razem”! Co najwyżej udostępniam ich memy. Ogólnie bliżej mi do centrum, tylko niestety tam nie ma partii, z którą byłoby mi po drodze.
Witam w klubie 🙂
Ja postanowiłem na starość zostać bigotem – co Wam szkodzi? Bądźcie konformistami, tak jak ja! Ba! Nawet glosujcie na PiS! Do Kościoła chodźcie! 😉 I róbcie, co tam uważacie – co potrzebujecie. Tylko po cichu, nie rzucając się w oczy. Nasz Naród i społeczeństwo, wiele wybaczy! Homosexualizm, prostytucję, chodzenie na „panienki”. Nie wybaczy tylko obnoszenia się z tym. Jeśli tylko to zrozumiecie i zaakceptujecie ten styl – będzie Wam dużo lżej. A prawica vs lewica – to różnica w tym, ile Wam zostaje w kieszeni z tego, co zarabiacie. Z wiekiem po prostu ludzie dorośleją i wyrastają z lewicowości. No chyba, że wrastają w etaty – na uczelniach, na urzędach itp. Wtedy pozostają „chorzy” 😉 Kończąc już – tylko głupcy bija się z koniem i chcą głową rozbijać mury. Lepiej podporządkować się i robić swoje. 😉 https://www.youtube.com/watch?v=2WrL1l_gABI Po cichu i zwracania na siebie zbędnej uwagi otoczenia. 😉
Januszem Korwinem-Mikke. I nie uważam bynajmniej by lewicowość czy prawicowość miały coś wspólnego z chorobami
Korwin. Nie Korwinem.
Dzięki za poprawę 🙂
Wow, więc jednak Pani przeczytała i nie do końca go zignorowała? 😉
Ba! Napisaliśmy jeszcze (czy to nie megalomania, mówić o sobie w l.mn.?), do Pani skierowany wpis polemiczny na naszym (lol) blogu: https://sponsorowani.pl/blog/czy-zakaz-czerpania-korzysci-z-cudzego-nierzadu-w-polsce-szkodzi-czy-pomaga/ z nadzieją, że jednak z tej polemiki coś wyjdzie. 😉
Reasumując, nie bardzo rozumiem Pani potrzebę upolitycznienia czegoś, co tego nie wymaga – chyba, że uznać to za formę Pani autopromocji. Nie mam też podobnych do Pani odczuć w kwestii stosowania nazwy „sexworkin” i „sexworker/ka”. W przeciwieństwie do Pani, uważam je za raczej uwłaczające i odhumanizowane, podczas gdy piętnowane przez Panią „dziewczyna”, „pani do towarzystwa” czy wręcz eufemistyczna i serdeczna „panienka”, są właśnie ciepłe i pozytywnie nacechowane emocjonalnie. Ale to na marginesie.
Konkluzja jest taka, jak Pani to zrozumiała z mojego komentarza – lepiej jest, jak jest – dla wszystkich, z wyjątkiem pośredników. W zasadzie jedynym legalnym sposobem zajmowania się pośrednictwem w tej branży, są właśnie ogłoszenia i portale towarzyskie. Są na to wyroki polskich sadów i ugruntowana linia orzecznictwa w tym zakresie, która wprost stwierdza, że czerpaniem korzyści z cudzego nierządu nie jest prowadzenie tego typu portali, jak garsoniera, odloty czy roksa. Nie wiem, jak by śledczy popatrzyli na Piękne i bogaci, ale i on teoretycznie nie podpada pod ustawę (choć agencje modelek działające podobnie już podpadały!). Moim zdaniem, im ciszej o tym biznesie, tym lepiej dla zainteresowanych. A nuż jeszcze PiS a konkretnie minister Ziobro zechce się nim zająć w ramach nowej krucjaty (co by szybko zbić kapitał polityczny), i wszyscy będą mieć, pisząc kolokwialnie, jak w kołysce (tj. „przesrane”).
Serdecznie pozdrawiam!
Chwileczkę. Na każdej stronie mojego bloga wyświetla się „Od dwóch lat zarabiam na swoją przyszłość jako dziewczyna do towarzystwa”. Chyba jestem mylona z kimś innym. Chociaż za „panienkę” strzeliłabym w dziób ;P
To, że się nie odniosłam do komentarza, nie oznacza, że go zignorowałam ;P I podzielam to, że ruch na rzecz zmian politycznych teraz to samobójstwo. Natomiast wsparcie społeczne, psychologiczne, prawne – to jest coś rozpaczliwie potrzebnego.
No fakt, określenie „panienka” pod Twoim adresem, z racji chociażby na Twój Balzacowski wiek, trąci myszką 😉 Przepraszam 😛 Ad rem – chodziło mi tylko o to, że sexworkerka to pojecie w moim odczuciu degradujące. Podobnie polskie tłumaczenie tego terminu „seksualna pracownica” (przy czym to nie jest tłumaczenie, bo wyraz seksualna nie został przetłumaczony a jedynie zaadoptowany do j. polskiego. Poprawnie byłoby „pracownica płciowa” – też bez sensu). A najbardziej kole mnie w oczy wyraz „pracownica”, „worker” – na kilometr zaciąga marksizmem, dychotomicznym podziałem klas i ich walką. No i neomarksistowskimi hasłami spod znaku „female is new nigger” itp.
Tak, wiem – @Libertyn zaraz wrzuci coś o JKM – i będzie blisko. Choć Pociesznego Staruszka lubię i podziwiam głównie za to, że ma 3jkę swych najmłodszych dzieci z byłą Miss UPR – konserwatywną (?) feministką (sic!) nota bene. Ja też tak bym chciał – mieć 70 lat i takie powodzenie 😉 Aby mi młode i nie brzydkie a nawet podobno nie głupie Niewiasty same pchały się do łóżka. 😉 No ale cóż… Nie każdy może być „Korwinem” Miss Języka Polskiego 😛
(sorry za tą „panienkę” – Miss, zapomniałem się. ;/ To ta usługa „strzelania w dziób” jest gratis dla mnie…? Nieśmiało pytam? 🙂
Powiedz mi, kiedy taki ruch, który śnisz w swej utopii, polegający na depenalizacji, nie będzie Twoim zdaniem samobójstwem (dla branży i kobiet zeń)? Moim zdaniem, takich warunków brzegowych nie ma – są nierealne w żadnej współczesnej kulturze. I nawet w Niemczech, które bierzesz za przykład, to iluzja. Niemki się nie rejestrują – chyba, że stare raszple. Sexworkerki w Niemczech, to queery i imigrantki, jak własnie Mira. Rodowite Niemki, jeśli już chcą i parają się tym zawodem, to wola w CV mieć wpisane „modelka” i korzystają z agencji modelingu, a nie domów publicznych 😉 I wcale nie chodzą na spotkania branżowe.
Jeśli nawet jakaś jest biedna i chce dorobić, to nie idzie do burdelu i się nie rejestruje. Wiesz dlaczego? Bo dostaje Hartz IV – 1000 Euro miesięcznie zasiłku dla bezrobotnych i dorabia nieoficjalnie, jako cichodajka. Żadna rodowita Niemka się nie poniży „rejestracją”. Chyba że już jest „zużyta” i stara, uzależniona i nie ma perspektyw – wtedy owszem, ma na to wyjebane. A z rejestracji płyną plusy tylko dla niej.
Rejestracja w Niemczech przyniosła ulgę przede wszystkim alfonsom i organizatorom nierządu (jakże nie lubiana przez Ciebie nazwa – ale nie ma lepszej. I jest to termin formalny – prawniczy. Moim zdaniem neutralny. I lepiej odczarować negatywne nacechowanie jego, niźli tworzyć neologizmy), Dzięki niej mogli „legalnie” zacząć obracać „towarem” z Europy Wschodniej. Pamiętasz artykuł z natemat z wypowiedziami Agnieszki? Bardzo chciałem z Nią pogadać, ale olała komentarz pod artem: http://natemat.pl/204265,prostytutka-odpowiada-seksworkerce-moj-alfons-by-sie-usmial
W każdym razie, ona ma rację:
„… proszę wierzyć, tamte domy publiczne wcale nie stały się bardziej pluszowe. To, że dziewczyna, którą gwałtami i torturami zmuszono do zaakceptowania roli jaką teraz pełni, ma teraz urzędowe świadectwo zdrowia, nie zmienia jej tragicznego położenia. Ale już nazywanie jej seksworkerką pozwala przymknąć oczy tragiczny los innych ofiar.
Ale skąd pewność, że one są?
Na St. Pauli, Reeperbahn w Hamburgu po legalizacji biznesu powstały domy publiczne obsługujące kilkadziesiąt tysięcy klientów rocznie. Wtedy rynek zaczął potrzebować tylu prostytutek, że rozkwitł przy okazji rozwój handel żywym towarem. Bo jakoś Niemki nie garną się do zawodu. Większość tamtejszych prostytutek to kobiety z Europy Wschodniej. Nie znają języka, są uzależnione od ludzi, którzy je tam zawożą.”
Takie są fakty – co nota bene, miało wpływ, na obniżenie cen usług (konkurencja dla lokalnych „dziewczyn do towarzystwa” – ale też plus dlań, bo uciekły w wyższą półkę, własnie agencji modelek i luksusowych callgirl, albo zeszły do podziemia, jako cichodajki, sponsorowane, nieoficjalne randki itp.). Nie wiem, czy chciałabyś, aby ten mechanizm, nawet zakładając liberalizację obyczajową na miarę tę berlińskiej (bo nie Bawarskiej! O tym nawet Mira w wywiadzie z Ewą Wanat dla WO Wyborczej wspominała), zadziałał też w Polsce. Już dziś masz na Roskie i Odlotach sporo konkurencji z Ukrainy. Wyobraź sobie, co by było, gdyby to się tak u nas rozwinęło, jak wtedy w Niemczech? Dla Was, jako dziewczyn z Polski, tragedia! Serio!
Wsparcie społeczne, psychologiczne i prawne można organizować także teraz – i wcale nie musi ono przybierać postaci fundacji i stowarzyszeń o których pisałaś. Można to inaczej zorganizować. I wcale nie narażać się na zarzuty, jakich się boisz. Co innego zatrudnić kierowcę, telefonistkę itp. – tu już rzeczywiście, pojawiają się problemy. Ale tego nie przeskoczysz. A głowa muru nie ma sensu kruszyć.
Sądzę, że przydatne mogą okazać się fora samopomocy „Div” (swoją drogą – tu się zgadzamy. Ja też średnio lubię ten termin – ale o dziwo, podobno Wy same lubicie Drogie Panie być nim określane. Zali to kłamstwo? Czy tylko jesteś wyjątkiem?). Garsoniera poszła ostro w stronę forum dla klientów – więc domyślam się, że Twoja awersja doń płynie z niepochlebnych opinii Szwagrów na Twój temat? … Pewnie nie dasz mi linku do swojego profilu na Odloty? 🙁 Trudno, mniejsza z tym. 😉
W każdym razie, jak to pisałem w swoim poście na forum: https://sponsorowani.pl/forum/thread-2.html a zwłaszcza w linkowanym zeń autowywiadzie promocyjnym: https://sponsorowani.pl/wywiad.pdf chciałbym to trochę inaczej zrobić, jak to czynią wspomniani wydawcy Garso, Roska i Odloty. Chciałbym to zrobić „ze smakiem”. 😉 A i gotów jestem zamknąć dla Was Drogie Panie „Strefę Divy” na moim forum. Tzn. stworzyć tylko dla Was widoczny dział do swobodnej dyskusji – kwestia tylko weryfikacji, jak rozpoznać „sexworkera” i odróżnić go od klienta, aby nie było „dyfuzji” między tymi dwoma grupami. 😉
Dobra, idę spać, bo się zasiedziałem. To dobrej nocy życzę! 😉
@sponsorowanipl:disqus, zaginął Twój dłuuugi komentarz…? Mam kopię jakby co.
taa… sam poszedł sobie w długą i nie wrócił? 😉 to dobrze, że masz – ja nie mam, ale to nie problem dla mnie. Czytaj więc go sobie czasem 😉
No albo poszedł sam, albo został przez Ciebie skasowany ;P Ja nie kasuję czegoś, co napędza mi dyskusję.
W takim razie sorry za cień podejrzenia. (Tym razem) to nie Ty, a „zalety” stosowania Disqus. (Dlatego wolę, jak Ty na sexworking.info, domyślny system komentarzy wordpressa – a propos, mój komentarz „Per aspera ad astra” mi tam zjadło :P).
Widać ktoś zgłosił jako spam i tak to oznaczyli. Teraz nie mam czasu, ale zrobię z tego notkę blogową, trochę rozbuduję (także o cytaty z Twoich własnych wypowiedzi) i wrzucę do siebie na bloga a potem tutaj podlinkuje. Póki co screena mogę tylko wrzucić z Disqus z info, że „wykryli spam” 🙂 :
http://www.imagebam.com/image/f3077f541762998
Do wieczora!
O rety, ale tym razem notka już będzie pozbawiona fantazji na mój temat? Bo inaczej nie przeczytam.
Disqus nie przepada za dużą ilością linków.
Na sexwork.info mam domyślny system dlatego, że umożliwiam rejestrację na stronie i pisanie ze swojego anonimowego konta.
Odnoszę nieodparte wrażenie, że sponsorowani.pl, a właściwie jego autor i zdaje się (bo nie mogę teraz tego sprawdzić) jedyny jego użytkownik, używa swojego słowotoku, by promować siebie, wykorzystując internetowe „rozsiewanie” nazwy swojego bloga w różnych miejscach. Nie życzę powodzenia.
No to już wiemy, skąd to oznaczenie, jako spam – tajemnica się wyjaśniła. Zazdrość Drogi Szwagrze, to dojmujące uczucie. Współczuję. 😉
Skjuz mi? Generalnie to nie rozumiem Twojej wypowiedzi. Czy sugerujesz, że ktoś intencjonalnie oznacza Twój post jako spam? Czy nazywasz kogoś Drogim Szwagrem? I co znaczy to określenie właściwie?
Mi zdarzyło się kiedyś, ale nie pamiętam na którym blogu to było, że podczas edycji wpisu, coś się porobiło z automatycznym odświeżaniem strony i treść tak jakby „zawisła w nicości”. Była edytowana – edytowanie się skończyło – ale poprawiona treść nie została opublikowana.
’Spam’ się wyświetla na Disqusie dalej, za to czasem giną wpisy z linkami. Jakby co, to ja tę kopię mam i mogę wysłać na maila.
Szwagier to klient prostytutki w języku ludzi z Garsoniery. Taki, co to pisze recenzje z ustawek i chodzi na sapera. Ja bym się poczuła urażona.
Ja też bym się tak czuł/poczuł. Tylko chciałbym jeszcze się upewnić i usłyszeć od autora/właściciela/biznesmena sponsorowani.pl czy określenia Drogi Szwagier użył wobec mnie?
Mnie bardziej ciekawi, o co miałbyś być zazdrosny 😉
Ech, Święta Ladacznico, nie uprzedzaj faktów i nie czytaj mi w myślach! 😉 W zależności od odpowiedzi autora/właściciela/biznesmena sponorowani.pl zaplanowałem zdecydować czy wdać się z nim ewentualnie w jakąś polemikę. Jak na razie to cisną mi się na usta, i w palce, słowa, że „nie oceniaj innych podług siebie”.
Proszę mi tu nie używać języka Garsoniery. Tu przychodzi i wypowiada się inna klasa ludzi. Ani ja nie jestem tu divą, ani moi czytelnicy szwagrami.
Faktycznie seksworker/ka to nie to samo, co prostytutka. Semantycznie biorąc seksworker/ka jest określeniem wyższego rzędu, które łączy w sobie wspólne cechy wielu zajęć z ciałem i seksualnością. Czyli każda prostytutka jest seksworkerką, ale nie każda seksworkerka jest prostytutką.
Ale oprócz tego semantycznego rozgraniczenia, tak jak zaprezentowano w tym wpisie, będącym, jak sądzę, pokłosiem wywiadu/wywiadów z wspominanych miejsc internetowych, faktycznie istnieje problem stygmatyzacji ludzi, także poprzez używanie degradujących określeń. Prostytutka nabrało, pewnie miało od zawsze, takiego poniżającego wydźwięku. Pochodzi z łaciny i znaczy tyle co „wystawiać na (lubieżny) pokaz, widok” podczas oczekiwania na klienta lub przy dokonywaniu przez niego wyboru. I znów widzimy, że znaczenie seksworkerka w zakresie ograniczonym tylko to usług seksualnych, jest również szersze niż prostytutka, bo to ostatnie znaczenie (pierwotne, wierne) nie obejmuje znaczenia np. escortów i domin, czy seksualnych surogatek lub tantrycznych masażystów.
Wniosek nasuwa się taki, że definiowanie, określenie nazw, znaczeń jest ważne, nie tylko ze względów komunikacyjnych i logicznych, ale także, a może przede wszystkim, ze względu na społeczny, degradujący odbiór osób zajmujących się pracą seksualną.
To ja pójdę dalej, skoro tak sobie radośnie wymieniamy wiadomości z Tęczowym Jabłuszkiem. Kapłanki bogini miłości bądź płodności. Teraz to jest nie tylko szacunek, ale też i prestiż, a wręcz cześć i chwała! Po co się ograniczać? No tylko, że kapłanki i świątynie robią za dobrowolne datki. Kiepsko jeśli chodzi o karierę. Tyle byłoby bezrobotnych… A i kobiety nie mogłyby szantażować swoich facetów spaniem na kanapie, albo miesiącem wstrzemięźliwości, bolącą głową albo takimi tam pierdołami. „- Nie chcesz czcić bogini ze mną? Kij ci w ucho, idę do świątyni…” A ile byłoby żarliwych wyznawców? Alternatywna rzeczywistość to jednak ciekawa sprawa. 😀