Negatywne konsekwencje escortingu

sty 9, 2020 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Poprzedni wpis był pozytywny w wymowie, a teraz będzie dla równowagi negatywnie. Zapowiadałam poruszenie tego tematu kilka dni temu na fanpejdżu, ale nie spodziewałam się, że życie dostarczy mi tak szybko inspiracji.

Ponieważ obracam się w kręgu ludzi otwartych i akceptujących ludzką różnorodność, w bardzo małym stopniu doświadczam stygmatyzacji. Są ludzie, którzy potracili dach nad głową i najbliższych z powodu wyoutowania ich jako seksworkerzy, u mnie temat sprowadza się do kilku trolli z FetLife, które przy okazji najróżniejszych dyskusji nagle schodzą na wycieczki personalne. Ziew. Internetowe dyskusje o pracy seksualnej od jakiegoś czasu po prostu ignoruję.

Nie dotyczy mnie też dziura w CV, bo zawsze robiłam coś jeszcze, a teraz rozkręcam firmę i liczy się to, co realnie wiem, umiem i mam oraz czy umiem to sprzedać – nie ciąg umów o pracę.

Uchroniłam się też przed powszechną w zawodzie narastającą z biegiem lat nienawiścią do mężczyzn. Przyczyną była intencja “nie chcę tak myśleć i czuć” i interpretowanie niefajnych wiadomości i wypowiedzi potencjalnych klientów jako jednostkowych przypadków przy jednoczesnym pracowaniu wyłącznie z ludźmi, którzy wydawali się fajni i przeszli selekcję.

(Dużo dziewczyn od samego początku gromadzi takie teksty i wydarzenia i udostępnia dalej w postaci historii i screenów, przez co cała społeczność przeżywa je kolektywnie, nakręcając się nawzajem. Ja się od tego zawsze trzymałam z daleka. Ostatnio opuściłam grupę dla seksworkerek między innymi z powodu takich treści wrzucanych praktycznie ciągle i bez żadnego “trigger warming”).

Jeśli chodzi o uzależnienia od substancji, to zawsze na siebie uważałam, zaś zakupoholizm miałam już jako nastolatka. Po prostu u mnie w domu wydawało się wszystkie pieniądze, a kiedy jakieś trafiały do mnie, to z przekazem “kup sobie coś”. No to kupowałam.

Stany depresyjno-lękowe też towarzyszą mi od prawieków, praca seksualna pozwoliła mi natomiast zadbać o ich skuteczne leczenie: większe pieniądze to łatwość dobrania najskuteczniejszych leków bez względu na koszt zamiast “tylko proszę coś refundowanego, najlepiej za darmo” oraz brak kolejek do lekarza. Więc jeśli możemy mówić o zmianie, to tylko na korzyść.

Natomiast jest coś, co wyłazi, i czego jestem świadoma dopiero od niedawna. Triggery. Przydarzyło mi się kilka nieprzyjemnych wydarzeń z klientami, którzy, delikatnie mówiąc, nie dość dobrze respektowali moje granice. I kiedy jeszcze utrzymywałam się głównie z pracy seksualnej, to nie mogłam po prostu zrobić sobie wolnego. Trzeba było zapomnieć o wszystkim, wrócić do domu, odebrać telefon i umówić kolejne spotkanie, a tamtego typa po prostu wrzucić na czarną listę.

Zawsze porównywałam escorting  z takimi zawodami jak strażak czy policjant – gdzie dość szybko przechodzi się na emeryturę, bo praca odbywa się w ekstremalnych warunkach. Dobrym przykładem będzie jeszcze ratownik medyczny, a z innej beczki – psychoterapeuta. Generalnie dowolny zawód, gdzie nie możesz się nad sobą roztkliwiać tylko dlatego, że wydarzyło się coś nieprzyjemnego, będzie dobrym przykładem.

No więc się nie roztkliwiałam, tylko wyłączałam emocje i zapominałam o sprawie, bez względu na to, jak poważna krzywda mi się wydarzyła.

I póki nie byłam w związku, to mi się pamięć nie odświeżała. A teraz tak. Czasami w jakiejś sytuacji intymnej włącza mi się skojarzenie “z pracą”. Ściślej – z brakiem intymności albo z jakąś nieprzepracowaną traumą, która właśnie postanowiła się rozmrozić.

Niedawno właśnie był dramat, bo proste niezrozumienie różnic między chłopakiem a mną uruchomiło mi połączenie z bardzo nieprzyjemnym wydarzeniem, po którym klient trafił na czarną listę. Przebieg ostatniego zdarzenia? Tylko rozmawialiśmy, a mnie się uroiło, że mój chłopak jest identyczny jak tamten człowiek i wpadłam w histerię. Na szczęście ukochany jest niezwykle empatyczny i rozumiejący, a ja całkiem rozsądna, więc przy giga dawce przytulania dość szybko doszłam do siebie.

Na co dzień z kolei troszkę za bardzo zapominam o sobie. Zawsze uwielbiałam sprawiać innym przyjemność (people pleaser to ja!), ale teraz trochę przeginam.

I jeszcze jedna zmiana, której nie umiem umiejscowić na skali dobre-złe: większa zachowawczość. Pamiętam taki wpis z początków agencji nr 1, gdzie cieszyłam się jak nastolatka, że mogę o świcie wracać z seksów. I marzenie o gangbangu. I chęć spróbowania wszystkiego. Teraz jestem relatywnie nudna, monogamia rulez i tego się trzymam.

A tak od serca: trochę nie wiem, kim po tych wszystkich przygodach jestem jako istota erotyczna, było tego bardzo dużo i muszę się poukładać na nowo. W pewnym momencie przekroczyłam granicę rozwijania się i przestałam nadążać. Ostatecznie chciałam pracować w zawodzie tylko dwa lata, a wyszły cztery i pół.

Co mi się podoba nadal, a czym się nasyciłam?
Do czego się zraziłam i na razie nie chcę?
Czego mi zabrakło?

Przez ostatnie lata nie miałam płynnie ewoluujących preferencji tylko ofertę na bazie preferencji. Prawie to samo, ale jednak nie, bo nawet w związku powtarzałabym jak katarynka, że lubię to i tamto, mimo że może lubiłam to kiedyś.

Chcę odnaleźć swój obecny styl.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *