Poprzedni wpis był pozytywny w wymowie, a teraz będzie dla równowagi negatywnie. Zapowiadałam poruszenie tego tematu kilka dni temu na fanpejdżu, ale nie spodziewałam się, że życie dostarczy mi tak szybko inspiracji.

Ponieważ obracam się w kręgu ludzi otwartych i akceptujących ludzką różnorodność, w bardzo małym stopniu doświadczam stygmatyzacji. Są ludzie, którzy potracili dach nad głową i najbliższych z powodu wyoutowania ich jako seksworkerzy, u mnie temat sprowadza się do kilku trolli z FetLife, które przy okazji najróżniejszych dyskusji nagle schodzą na wycieczki personalne. Ziew. Internetowe dyskusje o pracy seksualnej od jakiegoś czasu po prostu ignoruję.

Nie dotyczy mnie też dziura w CV, bo zawsze robiłam coś jeszcze, a teraz rozkręcam firmę i liczy się to, co realnie wiem, umiem i mam oraz czy umiem to sprzedać – nie ciąg umów o pracę.

Uchroniłam się też przed powszechną w zawodzie narastającą z biegiem lat nienawiścią do mężczyzn. Przyczyną była intencja “nie chcę tak myśleć i czuć” i interpretowanie niefajnych wiadomości i wypowiedzi potencjalnych klientów jako jednostkowych przypadków przy jednoczesnym pracowaniu wyłącznie z ludźmi, którzy wydawali się fajni i przeszli selekcję.

(Dużo dziewczyn od samego początku gromadzi takie teksty i wydarzenia i udostępnia dalej w postaci historii i screenów, przez co cała społeczność przeżywa je kolektywnie, nakręcając się nawzajem. Ja się od tego zawsze trzymałam z daleka. Ostatnio opuściłam grupę dla seksworkerek między innymi z powodu takich treści wrzucanych praktycznie ciągle i bez żadnego “trigger warming”).

Jeśli chodzi o uzależnienia od substancji, to zawsze na siebie uważałam, zaś zakupoholizm miałam już jako nastolatka. Po prostu u mnie w domu wydawało się wszystkie pieniądze, a kiedy jakieś trafiały do mnie, to z przekazem “kup sobie coś”. No to kupowałam.

Stany depresyjno-lękowe też towarzyszą mi od prawieków, praca seksualna pozwoliła mi natomiast zadbać o ich skuteczne leczenie: większe pieniądze to łatwość dobrania najskuteczniejszych leków bez względu na koszt zamiast “tylko proszę coś refundowanego, najlepiej za darmo” oraz brak kolejek do lekarza. Więc jeśli możemy mówić o zmianie, to tylko na korzyść.

Natomiast jest coś, co wyłazi, i czego jestem świadoma dopiero od niedawna. Triggery. Przydarzyło mi się kilka nieprzyjemnych wydarzeń z klientami, którzy, delikatnie mówiąc, nie dość dobrze respektowali moje granice. I kiedy jeszcze utrzymywałam się głównie z pracy seksualnej, to nie mogłam po prostu zrobić sobie wolnego. Trzeba było zapomnieć o wszystkim, wrócić do domu, odebrać telefon i umówić kolejne spotkanie, a tamtego typa po prostu wrzucić na czarną listę.

Zawsze porównywałam escorting  z takimi zawodami jak strażak czy policjant – gdzie dość szybko przechodzi się na emeryturę, bo praca odbywa się w ekstremalnych warunkach. Dobrym przykładem będzie jeszcze ratownik medyczny, a z innej beczki – psychoterapeuta. Generalnie dowolny zawód, gdzie nie możesz się nad sobą roztkliwiać tylko dlatego, że wydarzyło się coś nieprzyjemnego, będzie dobrym przykładem.

No więc się nie roztkliwiałam, tylko wyłączałam emocje i zapominałam o sprawie, bez względu na to, jak poważna krzywda mi się wydarzyła.

I póki nie byłam w związku, to mi się pamięć nie odświeżała. A teraz tak. Czasami w jakiejś sytuacji intymnej włącza mi się skojarzenie “z pracą”. Ściślej – z brakiem intymności albo z jakąś nieprzepracowaną traumą, która właśnie postanowiła się rozmrozić.

Niedawno właśnie był dramat, bo proste niezrozumienie różnic między chłopakiem a mną uruchomiło mi połączenie z bardzo nieprzyjemnym wydarzeniem, po którym klient trafił na czarną listę. Przebieg ostatniego zdarzenia? Tylko rozmawialiśmy, a mnie się uroiło, że mój chłopak jest identyczny jak tamten człowiek i wpadłam w histerię. Na szczęście ukochany jest niezwykle empatyczny i rozumiejący, a ja całkiem rozsądna, więc przy giga dawce przytulania dość szybko doszłam do siebie.

Na co dzień z kolei troszkę za bardzo zapominam o sobie. Zawsze uwielbiałam sprawiać innym przyjemność (people pleaser to ja!), ale teraz trochę przeginam.

I jeszcze jedna zmiana, której nie umiem umiejscowić na skali dobre-złe: większa zachowawczość. Pamiętam taki wpis z początków agencji nr 1, gdzie cieszyłam się jak nastolatka, że mogę o świcie wracać z seksów. I marzenie o gangbangu. I chęć spróbowania wszystkiego. Teraz jestem relatywnie nudna, monogamia rulez i tego się trzymam.

A tak od serca: trochę nie wiem, kim po tych wszystkich przygodach jestem jako istota erotyczna, było tego bardzo dużo i muszę się poukładać na nowo. W pewnym momencie przekroczyłam granicę rozwijania się i przestałam nadążać. Ostatecznie chciałam pracować w zawodzie tylko dwa lata, a wyszły cztery i pół.

Co mi się podoba nadal, a czym się nasyciłam?
Do czego się zraziłam i na razie nie chcę?
Czego mi zabrakło?

Przez ostatnie lata nie miałam płynnie ewoluujących preferencji tylko ofertę na bazie preferencji. Prawie to samo, ale jednak nie, bo nawet w związku powtarzałabym jak katarynka, że lubię to i tamto, mimo że może lubiłam to kiedyś.

Chcę odnaleźć swój obecny styl.