Jak praca seksualna uporządkowała mi seksualność?

maj 6, 2020 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Krąży mit, że seksworkerki są grzecznymi kobietami od pozycji misjonarskiej, które praca seksualna niszczy i demoralizuje, przez co potem nigdy nie odnajdą się w jedynym słusznym monogamicznym związku. (Inny mit: że i tak nikt ich nie zechce, znając ich przeszłość… tak jakby żadna nie miała związku już w trakcie pracy seksualnej).

W rzeczywistości bywa bardzo różnie – jak to zwykle w życiu. Istotnie są seksworkerki, którym praca seksualna zatruwa życie seksualne lub związkowe, są i takie, które dzięki niej otwierają się na nowości i mają po prostu więcej dobrego seksu.

Mnie praca seksualna z czasem wyciszyła zainteresowanie seksem, ale im bardziej się sobie przyglądam, tym bardziej jestem zadowolona.

Czemu?

Przenieśmy się w przeszłość. Jest rok 2010, zdradza mnie wieloletnia partnerka od planów na całe życie i kończymy związek. Z nową osobą spotyka mnie potężna trauma i mam awersję do jakiejkolwiek erotyki przez pół roku. To część PTSD, które przepracowuję później na terapii. Flashbacki znikają, ale połączenie zdrady, traumy i późniejszych doświadczeń w toksycznej poliamorycznej relacji czyni ze mnie Kochankę Idealną.

Kochanka Idealna nie nawiązuje bliskich relacji – bardzo ich potrzebuje, ale jakoś nie znajduje odpowiedniej osoby. Jest w związkach na odległość, które z perspektywy czasu nazywa raczej romansami. Eksperymentuje na potęgę z seksualnością, realizując kolejno wszystkie swoje fantazje. Potrafi w środku nocy wyjść z domu i pojechać na seks do obcego człowieka. Kolekcjonuje zabawki erotyczne i doświadczenia i świadomie przełamuje kolejne blokady. Więcej, mocniej, częściej.

Spełnienie marzeń.

(Męskich).

Praca seksualna jest naturalną konsekwencją takiego stylu życia. Bo dlaczego nie? Przecież randki płatne i bezpłatne różnią się od siebie tylko jednym, bardzo korzystnym szczegółem.

Ale w trakcie pracy na cały etat – około 10-20 spotkań miesięcznie, co miesiąc, przez kilka lat – moje podejście do seksu musiało się zmienić.

W pewnym momencie nie było już niespełnionych fantazji do zrealizowania. Już wszystko grali. Nie raz.

W pewnym momencie cowieczorna adrenalina stała się rutyną.

W pewnym momencie zdecydowanie ważniejszy stał się czas pomiędzy spotkaniami, spędzany spokojnie w domu.

W pewnym momencie praca seksualna zamieniła się w pracę seksualną. Przestała sprawiać aż taką frajdę, po prostu była wygodna. Na tym etapie najbardziej lubiłam poznawanie klientów podczas kolacji. Spotkanie człowieka z człowiekiem w świetnej atmosferze. (Tego mi teraz brakuje).

Niewiele wcześniej do grona moich klientów dołączył Sugar Daddy, który obecnie jest dobrym przyjacielem. Kiedyś był partnerem. Niby też na odległość. Ale z zupełnie inną częstotliwością spotkań niż dawniej, z innym zaangażowaniem. Kilkakrotnie spędziliśmy razem święta, a dwa razy – urodziny. Codziennie mieliśmy kontakt telefoniczny. Dużo się pozmieniało. To już nie był romans z seksem na pierwszym planie.

Tryb Kochanki Idealnej przestał być dominujący w relacjach.

Okazało się to najdobitniej, kiedy spławiłam mojego współlokatora z bonusem za nieustanne domaganie się porannego loda. Bałam się, że stracę kolegę, a tu kilka dni focha i po wszystkim. Foch wynikał głównie z formy spławienia.

Zanim nastąpił foch, poszłam z kumplem na imprezę i tam poznałam mężczyznę ze sznurkami. Mężczyzna ze sznurkami uwodził mnie wytrwale przez okrągły rok, aż w końcu uwiódł i zostaliśmy oficjalnie parą.

Miał wciąż sporo pracy, ale przynajmniej nasz związek miał jakieś szanse powodzenia. Nawet jeśli był budowany w cieniu Kochanki Idealnej i przez dłuższy czas moje potrzeby były – podświadomie – stawiane na dalszym planie, to jednak zbudowaliśmy bliską i trwałą relację.

Po odejściu z branży zadawałam sobie pytanie: co się stało z moją seksualnością? Dlaczego jej nie czuję? Czemu jej nie umiem określić? Chłopak pytał mnie, czy w ogóle lubię jeszcze seks – tak, lubiłam, ale co z moją seksualnością?!

Co z seksualnością? Po prostu zeszła na dalszy plan…

Na co dzień w związku ważniejszy jest obiad na siedemnastą, bo wtedy mój ukochany kończy pracę i chciałby coś zjeść. Jeśli kończy ją wcześniej, to pomoże obrać ziemniaki i zetrze marchew na surówkę. Ważniejsza jest także przemyślana lista zakupów, zwłaszcza w dobie koronawirusa, kiedy ze swoją odpornością siedzę w domu, a on dźwiga zapasy na tydzień. Ważniejsze jest  wspólne obejrzenie serialu w ramach relaksu i nieoglądanie dalszych odcinków, kiedy spędzamy czas osobno.

Czy kilka lat temu byłoby to dla mnie atrakcyjne? No co wy…!

W pewnym momencie myślałam, że wypaliłam się seksualnie. Ale nie, to nie to – po prostu rozbuchany płomień znacząco przygasł. Od Kochanki Idealnej ewoluowałam – wróciłam – do Partnerki. Fajny seks jest integralną częścią tego życia, ale nim nie rządzi.

***

Wpis z cyklu Praca seksualna ułożyła mi życie

W cyklu: relacje

Kolejne części: organizacja / biznes / zdrowie.

***

PS. Na Patreonie nowy publicznie dostępny wpis (publicznie = nie tylko dla Patronów). O mojej pierwszej książce. Zajrzyj!

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *