Krąży mit, że seksworkerki są grzecznymi kobietami od pozycji misjonarskiej, które praca seksualna niszczy i demoralizuje, przez co potem nigdy nie odnajdą się w jedynym słusznym monogamicznym związku. (Inny mit: że i tak nikt ich nie zechce, znając ich przeszłość… tak jakby żadna nie miała związku już w trakcie pracy seksualnej).

W rzeczywistości bywa bardzo różnie – jak to zwykle w życiu. Istotnie są seksworkerki, którym praca seksualna zatruwa życie seksualne lub związkowe, są i takie, które dzięki niej otwierają się na nowości i mają po prostu więcej dobrego seksu.

Mnie praca seksualna z czasem wyciszyła zainteresowanie seksem, ale im bardziej się sobie przyglądam, tym bardziej jestem zadowolona.

Czemu?

Przenieśmy się w przeszłość. Jest rok 2010, zdradza mnie wieloletnia partnerka od planów na całe życie i kończymy związek. Z nową osobą spotyka mnie potężna trauma i mam awersję do jakiejkolwiek erotyki przez pół roku. To część PTSD, które przepracowuję później na terapii. Flashbacki znikają, ale połączenie zdrady, traumy i późniejszych doświadczeń w toksycznej poliamorycznej relacji czyni ze mnie Kochankę Idealną.

Kochanka Idealna nie nawiązuje bliskich relacji – bardzo ich potrzebuje, ale jakoś nie znajduje odpowiedniej osoby. Jest w związkach na odległość, które z perspektywy czasu nazywa raczej romansami. Eksperymentuje na potęgę z seksualnością, realizując kolejno wszystkie swoje fantazje. Potrafi w środku nocy wyjść z domu i pojechać na seks do obcego człowieka. Kolekcjonuje zabawki erotyczne i doświadczenia i świadomie przełamuje kolejne blokady. Więcej, mocniej, częściej.

Spełnienie marzeń.

(Męskich).

Praca seksualna jest naturalną konsekwencją takiego stylu życia. Bo dlaczego nie? Przecież randki płatne i bezpłatne różnią się od siebie tylko jednym, bardzo korzystnym szczegółem.

Ale w trakcie pracy na cały etat – około 10-20 spotkań miesięcznie, co miesiąc, przez kilka lat – moje podejście do seksu musiało się zmienić.

W pewnym momencie nie było już niespełnionych fantazji do zrealizowania. Już wszystko grali. Nie raz.

W pewnym momencie cowieczorna adrenalina stała się rutyną.

W pewnym momencie zdecydowanie ważniejszy stał się czas pomiędzy spotkaniami, spędzany spokojnie w domu.

W pewnym momencie praca seksualna zamieniła się w pracę seksualną. Przestała sprawiać aż taką frajdę, po prostu była wygodna. Na tym etapie najbardziej lubiłam poznawanie klientów podczas kolacji. Spotkanie człowieka z człowiekiem w świetnej atmosferze. (Tego mi teraz brakuje).

Niewiele wcześniej do grona moich klientów dołączył Sugar Daddy, który obecnie jest dobrym przyjacielem. Kiedyś był partnerem. Niby też na odległość. Ale z zupełnie inną częstotliwością spotkań niż dawniej, z innym zaangażowaniem. Kilkakrotnie spędziliśmy razem święta, a dwa razy – urodziny. Codziennie mieliśmy kontakt telefoniczny. Dużo się pozmieniało. To już nie był romans z seksem na pierwszym planie.

Tryb Kochanki Idealnej przestał być dominujący w relacjach.

Okazało się to najdobitniej, kiedy spławiłam mojego współlokatora z bonusem za nieustanne domaganie się porannego loda. Bałam się, że stracę kolegę, a tu kilka dni focha i po wszystkim. Foch wynikał głównie z formy spławienia.

Zanim nastąpił foch, poszłam z kumplem na imprezę i tam poznałam mężczyznę ze sznurkami. Mężczyzna ze sznurkami uwodził mnie wytrwale przez okrągły rok, aż w końcu uwiódł i zostaliśmy oficjalnie parą.

Miał wciąż sporo pracy, ale przynajmniej nasz związek miał jakieś szanse powodzenia. Nawet jeśli był budowany w cieniu Kochanki Idealnej i przez dłuższy czas moje potrzeby były – podświadomie – stawiane na dalszym planie, to jednak zbudowaliśmy bliską i trwałą relację.

Po odejściu z branży zadawałam sobie pytanie: co się stało z moją seksualnością? Dlaczego jej nie czuję? Czemu jej nie umiem określić? Chłopak pytał mnie, czy w ogóle lubię jeszcze seks – tak, lubiłam, ale co z moją seksualnością?!

Co z seksualnością? Po prostu zeszła na dalszy plan…

Na co dzień w związku ważniejszy jest obiad na siedemnastą, bo wtedy mój ukochany kończy pracę i chciałby coś zjeść. Jeśli kończy ją wcześniej, to pomoże obrać ziemniaki i zetrze marchew na surówkę. Ważniejsza jest także przemyślana lista zakupów, zwłaszcza w dobie koronawirusa, kiedy ze swoją odpornością siedzę w domu, a on dźwiga zapasy na tydzień. Ważniejsze jest  wspólne obejrzenie serialu w ramach relaksu i nieoglądanie dalszych odcinków, kiedy spędzamy czas osobno.

Czy kilka lat temu byłoby to dla mnie atrakcyjne? No co wy…!

W pewnym momencie myślałam, że wypaliłam się seksualnie. Ale nie, to nie to – po prostu rozbuchany płomień znacząco przygasł. Od Kochanki Idealnej ewoluowałam – wróciłam – do Partnerki. Fajny seks jest integralną częścią tego życia, ale nim nie rządzi.

***

Wpis z cyklu Praca seksualna ułożyła mi życie

W cyklu: relacje

Kolejne części: organizacja / biznes / zdrowie.

 

***

PS. Na Patreonie nowy publicznie dostępny wpis (publicznie = nie tylko dla Patronów). O mojej pierwszej książce. Zajrzyj!