Nie jestem twoją pieprzoną ofiarą do psychicznej masturbacji

sty 26, 2020 | Najlepsze, Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Poszłam ostatnio do Centrum Praw Kobiet poszukać pomocy dla siebie. W 50 minut „pierwszego kontaktu”, po którym miałyśmy ustalić, co dalej, streściłam praktycznie całą historię mojego życia. Dużo tego było. Dostałam się do psychologa, będę pracować nad odległą przeszłością.

O tym, co działo się w moim życiu przed pracą seksualną, mówię na blogu i w mediach bardzo mało. Możecie wiedzieć, że był totalny brak pieniędzy, mobbing, PTSD (wyleczony na terapii rok przed wejściem do branży) oraz zakupoholizm, ostatnio wspomniałam o nawracających „od prawieków” stanach depresyjno-lękowych. Starczy.

To nie jest coś, co chcę tu poruszać, bo jestem osobą bardzo sprawczą, pozytywnie nastawioną do życia i zorientowaną na sukcesy. Fakt, czasami coś mnie przytłoczy – wtedy wchodzę pod kocyk i dzwonię pod moje prywatne 0-800-WSPARCIE. Potem zabieram się do pracy.

Przede wszystkim jednak nie chcę wchodzić w stereotyp ofiary prostytucji.

Zauważyłam już dawno, że SWERF-y najczęściej nie robią nic kompletnie, żeby pomóc bezpośrednio osobom w zawodzie. Nie odwiedzają nas w agencjach, nie budują sieci wsparcia, nie wzmacniają w nas poczucia sprawczości. Natomiast bardzo chętnie znajdują argumenty za tym, że praca seksualna jest Wielkim Złem, że „kobiety w prostytucji” (nienawidzę określenia) cierpią i że mężczyźni to świnie. Czyli idea jest dla nich ważniejsza niż człowiek.

Nigdy nas nie słuchają – wybierają tylko „dowody” z naszych wypowiedzi, jak rodzynki z ciasta. Na przykład fanpage „Za kobietami – przeciw prostytucji” przeczytał rozdział z „Doświadczalnika” o przeciwdziałaniu wypaleniu zawodowemu i stwierdził, że tak naprawdę mówimy eufemistycznie o PTSD. No nie. Przypadkiem mam porównanie. PTSD wygląda inaczej niż to, co opisujemy.

SWERF-y nie chcą nam realnie pomóc z naszymi codziennymi bolączkami. Gdyby chciały, musiałyby najpierw zrozumieć nasze potrzeby. Czyli że większość z nas zwyczajnie potrzebuje tyle a tyle pieniędzy, żeby spiąć miesięczny budżet, a część buntuje się przeciwko harówce za grosze i wybiera godne warunki życia. I że może czasami nie mamy pomysłu, jak uzyskać takie kwoty z innych prac, ale włączanie w tym momencie trąbienia o kapitalizmie i godnym wynagrodzeniu nie pomoże nam zapłacić rachunku za prąd. Pomogłoby np. pokazanie osobom chętnym, jak możemy zacząć zdobywać nowe kwalifikacje zgodne z naszymi potrzebami (np. godna praca, spokojne warunki, elastyczny grafik dopasowany do potrzeb typu osoba pod opieką, ataki paniki czy aktywna walka z nałogiem), a następnie stopniowo dywersyfikować nasze przychody. To jednak wymaga indywidualnego podejścia i – o zgrozo – jakichś kompetencji. Łatwiej się pluć o kapitalizm i seksizm.

Wspominałam ostatnio o dwóch znanych mi „ofiarach”. Obie wyszły z trudnych sytuacji same. Nie zostały wyrwane ze szponów przemocowego alfonsa przez kogoś innego, kto poprawił sobie tym aktem samopoczucie. Przeciwnie, te kobiety same przewalczyły swoje obawy i opory, poszukały wsparcia i odeszły na własnych warunkach. Nawet jeśli doznawały przemocy i wyzysku, wcale nie dały się zaszufladkować jako bezwolne ofiary. (Nie mówię o ofiarach handlu ludźmi, które są przetrzymywane siłą, tylko o osobach, które zostały pozbawione poczucia sprawczości przez szefostwo, a następnie je odzyskały).

Gdybym zaczęła mówić raz po raz, co mi było i co mi jest, zostałabym dla SWERF-ów kolejną „kobietą z problemami”. Ni cholery nie zobaczyłyby, że praca seksualna dała mi masę korzyści, dzięki którym teraz jestem w tym miejscu, w którym jestem. Mózg by im się sfajczył na myśl, że praca seksualna może w pozytywny sposób pozwalać odzyskać kontrolę nad swoim życiem, poznać świetnych ludzi, którzy będą największym wsparciem i stanąć psychicznie na nogi.

Albo znowu wpadłabym w szufladkę „uprzywilejowanej”, podczas gdy moim głównym przywilejem jest pozytywny mindset, dzięki któremu nawet pomimo wpisu o negatywnych konsekwencjach nadal trzymam się tego, że to była moja decyzja i podjęłam ją z dobrodziejstwem inwentarza jako najlepszą na dany czas.

Dużo młodych stażem pracownic seksualnych na grupie dla seksworkerek pisze, że żyły w stygmie i izolacji, a potem trafiły do społeczności i zaczęły myśleć o sobie dobrze. Nie, niekoniecznie polubiły tę pracę. Ale odzyskały poczucie godności i sprawczości, dowiedziały się, jak skuteczniej działać, minimalizować ryzyko etc.

SWERF-y jakoś dziwnie nigdy tego nam nie zapewniają. One tylko mają moc wkurzania części z nas i wpychania pozostałych do bagienka „jestem ofiarą” oraz są fankami modelu prawnego, który zaspokaja ich mizoandryczne potrzeby karania mężczyzn, za to nam robi jeszcze większą krzywdę.

Tak naprawdę SWERF-om nie chodzi o nas. Chodzi o walkę ideologiczną, a my jesteśmy narzędziem. Ilustracją idei, które zwalczają. I jakkolwiek idee są feministyczne, tak wykorzystywanie naszych doświadczeń – ni cholery.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *